Recenzja gry L.A. Noire (2011)
Brendan McNamara

50 odcieni czerni

Czy Los Angeles późnych lat 40. była kobietą? Tak absurdalne pytanie nie wzięło się z niczego - zasugerowali to twórcy samym tytułem, albowiem z francuskiego noir oznacza czarny, a noire czarną. ...
Filmweb sp. z o.o.
Czy Los Angeles późnych lat 40. była kobietą? Tak absurdalne pytanie nie wzięło się z niczego - zasugerowali to twórcy samym tytułem, albowiem z francuskiego noir oznacza czarny, a noire czarną. Czy próżno szukam w tym sensu?



Mężczyzną, który uległ wdziękom tej przyciągającej i niebezpiecznej po zmroku damie, jest Cole Phelps (Aaron Staton). Po tym, jak zyskuje jedno z najbardziej prestiżowych odznaczeń w Amerykańskiej armii, nie zamierza wcale spocząć na laurach - wstępuje do drogówki i szczebel po szczeblu wspina się na wyżyny kariery w policji.



Phelps to detektyw na miarę Sherlocka Holmesa. Każdą sprawę bada dogłębnie, a przynajmniej gra nam na to pozwala (można prawie wszystko olewać bez żadnych konsekwencji, poza niewpływającą na nic oceną końcową). Gdy docieramy na scenę zbrodni, włącza się ciche jazzowe brzękanie, aż do czasu znalezienia wszelkich wskazówek. Podnieść i obejrzeć można niemal każdy przedmiot - ulotkę, niedopałka, zgnieciony papierek czy damską bieliznę - właściwe rzeczy Cole ze sobą powiąże. Niewłaściwe skomentuje odpowiednią odzywką, żeby nie kręcić bez ustanku jedną butelką. Co prawda, dla masochistów lubujących się w realizmie istnieje możliwość wyłączenia wszelkich podpowiedzi, a to potrafi utrudnić rozgrywkę.



Clue programu jest oczywiście mimika wszelkich postaci, która jest wspominana chyba zawsze, gdy pada tytuł "L.A. Noire". Rzeczywiście, twarze bohaterów nigdy nie były równie realistyczne, momentami można się poczuć się jak w interaktywnym filmie. Co niestety nuży pod koniec, przesłuchania przebiegają od początku do końca tak samo: zbieramy dowody ze sceny zbrodni, łapiemy podejrzanego, przepytujemy, następnie udowadniamy mu winę lub uwalniamy, wycofując zarzuty. Całość, choć urozmaicana od czasu do czasu pościgami i strzelaninami, starczy na ok. 30 godzin. Jest to wynik niezły na dzisiejsze standardy, ale ostatnie 10 godzin mocno mnie męczyło i, z tego co słyszałem, nie byłem odosobniony w swoim wyroku - ponad połowa moich znajomych nie ukończyła tytułu.



Klimatyczne jest również miasto. Nie jest może tak piękne jak inspirowane Nowym Jorkiem "Empire Bay" z "Mafii 2", ale - co twórcy z chęcią wielokrotnie podkreślają przy ekranach ładowania - jest niezwykle dobrze odwzorowane. Odwiedzić można aż 30 ichniejszych zabytków czy współcześnie działających lokalizacji, jak Broadway, budynek Capitol Records oraz Pierwszy Bank Narodowy. Dodatkowej radości przysparza ścieżka dźwiękowa. Po za nierzucającymi się na uszy kilkoma motywami w trakcie śledztw, jadąc samochodem uświadczyć można takich legend jazzu jak The Ink Spots i Ella Fitzgerald, czy też bardziej współczesna Claudia Brücken.



L.A. Noire to gra zdecydowanie nie dla każdego. Wymaga cierpliwości, dokładności i (nie sądziłem, że napiszę to kiedykolwiek o grze) sprawnego czytania ludzkiej mowy ciała. Wymagająca fabuła, ogrom odniesień do gatunku i powoli rozwijająca się akcja są czynnikami, dla których nie mogę polecić tego tytułu każdemu. Jeśli jednak kochasz zagadki logiczne, a filmy spod znaku noir nie są dla Ciebie pierwszyzną, bierz w... ciemno.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 95% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
DiegoTan
ocenia tę grę na:
1 10 8/10 bardzo dobra

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)