Recenzja filmu 8 Mila (2002)
Curtis Hanson
Joanna Wizmur

Choć "Ósma mila" nie jest biografią Eminema, to pamiętając jego piosenki, w których bardzo otwarcie mówi o sobie, swoich uczuciach czy dzieciństwie, tak można ten film odebrać. Scenariusz ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa 8 Mila (2002)
Choć "Ósma mila" nie jest biografią Eminema, to pamiętając jego piosenki, w których bardzo otwarcie mówi o sobie, swoich uczuciach czy dzieciństwie, tak można ten film odebrać. Scenariusz autorstwa Scotta Silvera pokazuje nam amerykańskie życie z zupełnie innej strony. Samo to, że autor scenariusza tak postąpił, nie jest niczym oryginalnym, jednak trudno wymienić filmy komercyjne, które kładą nacisk na ukazanie, w niemal całkowicie czarnej społeczności żyjącej w bardzo złych warunkach, młodych ludzi spędzających czas w klubach, jakże różnych od tradycyjnych dyskotek. To specyficzne kluby, w których młodzi artyści mogą wyżyć się w pojedynkach polegających na sprawnym rapowaniu wyzwisk pod adresem przeciwnika. Nie da się tego w żaden sposób porównać do, mimo wszystko, tandetnego karaoke. Klimat pojedynków oddaje roboczy tytuł filmu: "Fight Music". Końcowa "walka" Eminema z mistrzem z Free World to klasa sama dla siebie.

Film wyróżnia się od innych produkcji a gwiazdami hip-hopu tym, że jest dramatem, a nie żadną luzacką komedyjką o nałogowych palaczach zielska. Nikt nikomu nie sprzedaje bajek, jaka to  niby cudowna jest "jazda" po trawie i jak wyrywa się dzięki temu panienki. Widzom zaserwowano ciężki, przygnębiający obraz rzeczywistości. Do tego zakończenie, które dalekie jest, na przykład, od tego w naiwnym "Crossroads" z Britney Spears.

Eminem sprawdził się jako aktor. Curtis Hanson (reżyser) wielokrotnie podkreślał jego zaangażowanie i podporządkowanie się woli reżysera. Dzięki temu na ekranie możemy zobaczyć wiarygodną kreację prawdziwego zbuntowanego chłopaka, któremu wydaje się, że nie rozumieją go otaczający ludzie. Jednak statuetki za rolę raczej nie otrzyma, a ja wolę słuchać jego piosenek, niż oglądać go w filmach - od gry aktorskiej są profesjonalni aktorzy, i odwrotnie, wolę oglądać aktorów niż słuchać, jak śpiewają (Nicole Kidman powinna dać sobie spokój z mikrofonem). Sukces, jaki odniosła "Ósma Mila", oczywiście jest zasługą Eminema, a panowie z wielkich wytwórni przekonali się, że warto było zainwestować i nie zawahają się zrobić tego ponownie.

Poza tym, ponownie Kim Basinger może poszczycić się jakąś zauważalną rolą, ponieważ od czasów "Tajemnic Los Angeles" z 1997 roku (również w reżyserii Curtisa Hansona) wydawałoby się, że na stałe przeszła na emeryturę. Miło mi było ponownie zobaczyć Brittany Murphy, która zapadła mi w pamięci po obejrzeniu "Don't Say a Word". W "Ósmej Mili" zagrała Alex, drugą dziewczynę Jimmie'ego, chcącą wyrwać się z zapadłej dziury, wyjechać do Nowego Jorku i podjąć pracę modelki.

Film ten to coś więcej niż tylko debiut Eminema i warto, aby nie tylko jego fani go obejrzeli.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 97% uznało tę recenzję za pomocną (35 głosów).
adiostr
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)