Recenzja filmu Lepiej być nie może (1997)
James L. Brooks

A jeśli lepiej być nie może?

"Sprawiasz, że chcę być lepszym człowiekiem" – zwraca się w "Lepiej być nie może" Melvin Udall (Jack Nicholson) do Carol Connelly (Helen Hunt). On zaś sprawia, że chcę jak najczęściej oglądać ten ...
Filmweb sp. z o.o.
"Sprawiasz, że chcę być lepszym człowiekiem" – zwraca się w "Lepiej być nie może" Melvin Udall (Jack Nicholson) do Carol Connelly (Helen Hunt). On zaś sprawia, że chcę jak najczęściej oglądać ten film. Wydawałoby się, że obraz oparty jest na banalnej fabule – ekscentryk pod wpływem kobiety przechodzi niezwykłą przemianę, każdy od razu może domyślić się zakończenia. Wątek miłosny wpisuje się w doskonale sprawdzone w kinie schematy. Jednak w tym filmie nie chodzi o oryginalność, a o błyskotliwość.  Reżyser i  współautor scenariusza James L.Brooks powoli, ale z wyczuciem rozwija wszystkie wątki, razem z Markiem Andrusem stworzył postaci, które mimo wszystkich wad obdarzymy sympatią. Nie tworzą banalnej komedii romantycznej i przekonują, że każdy człowiek, nieważne, w jakim jest wieku – ma szanse na szczęście. 

Głowni bohaterzy to podstarzały, znerwicowany pisarz, samotnie wychowująca chorego syna kelnerka oraz artysta-gej,  w trudnej sytuacji materialnej. Każda z postaci jest niezwykle wiarygodna dzięki aktorom (Nicholson i Hunt zostali nagrodzeni Oscarami), ale nie można ukrywać, że mają duże oparcie w solidnym scenariuszu. Błyskotliwe i zabawne dialogi, szybki rozwój wydarzeń i nuta dramatyzmu sprawiają, że historia staje się bardziej "życiowa" – łatwo utożsamiamy się z bohaterami, taka historia mogła się przecież wydarzyć. Cierpiący na zespół zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych Melvin budzi sympatię, choć w pierwszych scenach na myśl może nasuwać się porównanie go z Adasiem Miauczyńskim (bohaterem "Dnia świra" Marka Koterskiego) to pod koniec seansu nie będzie nikogo kto by nie uległ jego urokowi. Mimo że robi on wszystko, by zniechęcić do siebie ludzi, a nawet ograniczyć kontakty z nimi, odkrywa, że do szczęścia potrzebny jest drugi człowiek. Paradoksalnie jest on bardzo popularnym autorem romansów.


Na sukces "Lepiej być nie może" składają się w gruncie rzeczy kreacje Nicholsona, Hunt i Kinneara. Widać, że doskonale czują się w swoich rolach i świetnie balansują na granicach komedii i dramatu. Umieją zachować bezpieczny dystans, dzięki czemu ich postacie nie są przerysowane. Duet Brooks-Nicholson po raz kolejny (chodzi oczywiście o "Czułe słówka") spisał się na Oscara. Na ekranie błyszczy jednocześnie Helen Hunt, która daje swojej bohaterce nie tylko urodę, ale również czar. Oprócz świetnego  Grega Kinneara warto zwrócić na będącego wówczas w szczytowej formie Cubę Goodinga Jr.

W trakcie filmu każdy z bohaterów przechodzi swego rodzaju ewolucję, tym samym Brooks chce udowodnić, że na zmiany w życiu zawsze jest czas. "Lepiej być nie może" kryje też inne prawdy: m.in. o potrzebie otworzenia się na drugiego człowieka. Sam film jest potwierdzeniem słów "dobro zawsze wraca".  Dzięki optymistycznemu przesłaniu, świetnemu aktorstwu, dobrej muzyce i błyskotliwemu scenariuszowi całość ogląda się z przyjemnością. Jest to świetny przykład inteligentnego romansu z dużą dawką dobrego humoru.
 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 95% uznało tę recenzję za pomocną (42 głosy).
mycookiemonster
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)