Recenzja filmu Miasto aniołów (1998)
Brad Silberling

Anioły są wśród nas

Miłość to chyba najczęściej wykorzystywany w kinematografii motyw. Gdyby usunąć wszystkie filmy, w których ta wartość pojawia się choćby w najdrobniejszej postaci, nie byłoby co oglądać. W ...
Filmweb sp. z o.o.
Miłość to chyba najczęściej wykorzystywany w kinematografii motyw. Gdyby usunąć wszystkie filmy, w których ta wartość pojawia się choćby w najdrobniejszej postaci, nie byłoby co oglądać. W dzisiejszych czasach - kiedy co roku hurtowo powstają dziesiątki wysokobudżetowych produkcji, a ich zarobki liczy się w miliardach dolarów - coraz trudniej o dobrze wyważony film, który ukazałby nowe spojrzenie na miłość, pozwolił oderwać się od monotonnej codzienności, a przy tym pozostał na dłużej w pamięci, niż tylko pierwsze pięć minut po seansie. Właśnie takim obrazem jest "Miasto Aniołów".

Seth jest jednym z wielu aniołów żyjących wśród mieszkańców Los Angeles. Jego zadanie to wsłuchiwanie się w ludzkie myśli, wspieranie potrzebujących i odprowadzanie dusz do nieba. Tak jak inni jest szczęśliwy z tego, co robi. Pewnego dnia, podczas rutynowej wizyty w szpitalu, Seth poznaje doktor Maggie Rice. Młoda lekarka właśnie straciła pacjenta na stole operacyjnym i ponieważ nie może sobie z tym poradzić, obwinia się o jego śmierć. Chcąc pomóc kobiecie w trudnych chwilach, Seth towarzyszy jej na każdym kroku i wspiera swoją obecnością; nie mija wiele czasu, kiedy się w niej zakochuje. Maggie z początku jest zaintrygowana tajemniczym mężczyzną, ale szybko odwzajemnia jego uczucie. Seth postanawia porzucić nieśmiertelność i stać się człowiekiem, aby móc żyć u boku ukochanej.

Trudno powiedzieć, o czym tak naprawdę jest ten film. O aniołach? O nietypowej miłości? O tym, jak los potrafi być przewrotny? Chyba o wszystkim po trochu. Fabuła płynie powolnym, wręcz melancholijnym rytmem, charakterystycznym dla melodramatów. Reżyser Brad Silberling bardzo wprawnie prowadzi całą opowieść. Główna oś fabularna skupia się na postaciach Setha i Maggie - ich rozterkach, przeżyciach wewnętrznych i łączących je relacjach. W tym miejscu duże brawa należą się twórcom scenariusza - Peterowi Handke, Danie Stevens i Wimowi Wendersowi. Stworzyli oni kawałek naprawdę ciekawej fabuły, równocześnie nie uciekając się do prostych, ogranych rozwiązań, dzięki czemu historia nie jest wcale schematyczna i przewidywalna - przeciwnie - nieraz potrafi zaskoczyć nieoczekiwanym zwrotem akcji. Gdyby stworzyć listę 100 najbardziej wzruszających filmów, "Miasto Aniołów" znalazłoby się w pierwszej dziesiątce. Niektórzy powiedzą: to nie jest wzruszające, tylko ckliwe. Trzeba jednak umieć odróżnić prawdziwie poruszającą historię od jej tandetnej podróby, co nie zawsze jest łatwe, ponieważ często jedno przypomina drugie. Jest jednak pewien sposób: jeśli po obejrzeniu filmu nie możemy o nim zapomnieć, przeciwnie - myślimy o nim i o historii, którą nam przekazał, to znaczy, że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko tanim wyciskaczem łez.

Aktorzy dobrze wywiązali się ze swoich ról i zagrali na bardzo przyzwoitym poziomie. Nicolas Cage, na którym spoczywał największy ciężar filmu, z dużym wyczuciem wcielił się w postać Setha. Przez większość seansu, jako anioł, sprawia wrażenie pewnego odosobnienia, zupełnie jakby nie zawsze był obecny myślami. Dzięki temu jego bohater nie jest jednowymiarowy i płaski, i nie łatwo zrozumieć jego charakter i usposobienie. Równie dobrze wypadła piękna Meg Ryan jako doktor Maggie Rice. Zagrała nawet trochę lepiej od Cage'a. Jest bardzo wrażliwa i delikatna, a jednocześnie bije od niej aura zmysłowej kobiecości. Można się z nią utożsamiać i trudno jej nie polubić.

Osobny akapit należy się wspaniałej muzyce. W ścieżce dźwiękowej filmu dominują fortepian, gitara i skrzypce, które tworzą naprawdę piękne, delikatne utwory, będące świetną ilustracją wydarzeń przedstawionych na ekranie; można ich słuchać godzinami. Na soundtrack filmu składa się też kilka wpadających w ucho piosenek. Znajdziemy tu takich wykonawców, jak Jimi Hendrix, Paula Cole czy Sarah McLachlan. Jednak największe wrażenie robi sama muzyka. Pochodzący z Bejrutu kompozytor Gabriel Yared stworzył fascynującą, zapadającą głęboko w pamięci partyturę, sprawiającą, że za każdym razem, gdy się z nią spotykam, czuję szybsze bicie serca.

Czasy się zmieniają, a wraz z nimi zmienia się sposób postrzegania świata; ludzie inaczej niż dawniej patrzą na temat miłości. Kiedyś nie można było w kinie pokazać zbyt śmiałego pocałunku, dziś można pokazać dosłownie wszystko. Przez lata gdzieś zatraciły się urok i piękno podstawowych wartości. Dobrze, że mamy takie filmy, jak "Miasto Aniołów" - filmy, które w prosty, a jednocześnie złożony sposób potrafią ująć to, co ważne, nie wykorzystując przy tym dawno utartych schematów i ścieżek na skróty. Niepowtarzalny, tajemniczy nastrój i świetnie nakreślone postacie sprawiają, że warto dać się ponieść tej niezwykłej opowieści.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (71 głosów).
Krzysiu011089
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)