Recenzja filmu Gladiator (2000)
Ridley Scott

Ave Imperator, morituri te salutant

"Gladiator" Ridleya Scotta to obok "Mission: Impossible 2" jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego lata. Już na kilka miesięcy przed jego premierą widzowie na całym świecie mogli oglądać ...
Filmweb sp. z o.o.
"GladiatorRidleya Scotta to obok "Mission: Impossible 2" jeden z najbardziej oczekiwanych filmów tego lata. Już na kilka miesięcy przed jego premierą widzowie na całym świecie mogli oglądać zajawki i programy dokumentalne odsłaniające sekrety realizacji obrazu, które pokazywały, że "Gladiator" będzie niekwestionowanym wydarzeniem filmowym tego roku. Po polskiej premierze obrazu w wielu kinach zabrakło biletów, a na łamach Filmwebu rozgorzała dyskusja na temat, czy film Scotta jest wielkim dziełem, czy też wielkim gniotem

Akcja filmu rozgrywa się pod koniec II wieku naszej ery. Schorowany cesarz Marek Aureliusz pragnie uczynić następcą tronu generała Maximusa, jednego z najwybitniejszych rzymskich wodzów. Dowiaduje się o tym syn cezara Kommodus, który, nie chcąc dopuścić do przejęcia władzy przez generała, zabija swojego ojca, a Maximusa wraz z całą rodziną skazuje na karę śmierci. Maximusowi cudem udaje się uciec, ale siepacze Kommodusa zabijają jego rodzinę i palą jego majątek. Nieprzytomny generał zostaje wzięty do niewoli i sprzedany do szkoły gladiatorów. W błyskawicznym tempie zaczyna robić karierę na arenie i w końcu trafia na igrzyska do Rzymu, którym patronuje Kommodus. Pałający chęcią zemsty Maximus zrobi wszystko, by pomścić śmierć swojej żony i syna

Z tego krótkiego streszczenia jasno wynika, że "Gladiator" nie jest filmem analizującym upadek Imperium Rzymskiego, czy też ukazującym mechanizmy władzy starożytnych cesarzy, a jedynie obrazem przygodowym i jako taki powinien być oceniany

Muszę przyznać, że na "Gladiatora" wybierałem się pełen obaw, że dane mi będzie obejrzeć jeszcze jeden kosztowny film, którego głównym elementem będą efekty specjalne. Na szczęście srodze się zawiodłem. "Gladiator" to doskonały film, który zapewnia 155 minut doskonałej rozrywki. Scenariusz jest ciekawy i tak naprawdę trudno mu coś zarzucić. Wiele osób mówiło, iż jest on płytki i banalny, ale nie zapominajmy, że mamy do czynienia z obrazem czysto rozrywkowym, który ma za zadanie dostarczyć nam jedynie dobrej zabawy. Jedyna rzecz, która mnie osobiście nie spodobała się w scenariuszu "Gladiatora", to strasznie "amerykańskie" wyjaśnienie przyczyn, które złożyły się na to, iż Kommodus jest złym człowiekiem. Otóż według autorów syn Aureliusza jest dręczony przez potworne kompleksy, ponieważ nigdy nie był w stanie sprostać wymaganiom swojego ojca. Brzmi to nieco naiwnie i moim zdaniem może wiele osób razić. Z kolei finałowa scena jest zupełnie do przyjęcia, pod warunkiem, że cały czas pamiętamy, iż mamy do czynienia z filmem przygodowym a nie historycznym

Tyle na temat scenariusza. Nie będą poświęcał mu zbyt wiele miejsca, ponieważ jest on naprawdę dobry i nie ma sensu dłużej się nad nim rozwodzić

Na najwyższe uznanie zasługuje Ridley Scott, który po raz kolejny udowodnił, że jest doskonałym reżyserem. "Gladiatora" ogląda się z zapartym tchem i 155 minut projekcji mija prawie niepostrzeżenie. Film wypełniony jest akcją od samego początku po ostatnie minuty seansu. Zaczyna się doskonale pokazaną bitwą w Germanii a kończy nie mniej efektownym pojedynkiem i to właśnie sceny walk są tym, co we mnie wzbudziło największy zachwyt. Scott nie pokazał ich w sposób znany z amerykańskich superprodukcji z poprzednich lat, w których bitwy filmowane były na zasadzie "epizodów" - najpierw pokazywano jeden fragment bitwy, później drugi, a widz miał czas sobie wszystko dokładnie obejrzeć. Tutaj tego nie ma. Ujęcia zmieniają się ekspresowym tempie i niejednokrotnie oko nie jest w stanie nadążyć za pokazywanym obrazem. Dzięki temu reżyserowi udało się przedstawić prawdziwy chaos jakim jest bitwa, czy walka gladiatorów, gdzie nie ma żadnych zasad a liczy się jedynie szybkość i sprawność fizyczna

Na pochwałę zasługują również odtwórcy głównych ról. Russel Crowe jako Maximus stworzył jedną z najlepszych kreacji w swojej karierze. Maximus w jego wykonaniu to twardy i niezłomny żołnierz, ale też kochający swoją rodzinę ojciec i mąż, który bardziej nad "wojaczkę" przekłada spokój domowego ogniska. Jego przeciwnik Kommodus, w tej roli Joaquin Phoenix, to szaleniec i tyran, który jest zdolny do największych podłości byle osiągnąć swój cel. Trzeba przyznać, że Phoenix doskonale sprawdził się w roli czarnego charakteru. Patrząc na niego ani przez chwilę nie wątpimy, że mamy do czynienia z człowiekiem gotowym na wszystko. Każdy jego gest, uśmiech, spojrzenie, wszystko to jest podszyte jakimś wewnętrznym złem, którego nie sposób przeoczyć

Każdy miłośnik filmów na pewno zauważy zwróci uwagę na dwóch aktorów starszego pokolenia, którzy w "Gladiatorze" stworzyli doskonałe kreacje - Olivera Reeda jako Proximo (to niestety ostatnia rola tego aktora, który zmarł w trakcie kręcenia zdjęć) oraz Richarda Harrisa w roli Marka Aureliusza.
Nie sposób choć nie wspomnieć o doskonałej muzyce, której twórcą jest Hans Zimmer. Jestem prawie pewien, że otrzyma on za nią nominację do Oscara

"Gladiator" to film bardzo dobry. Jest świetnie zrealizowany zarówno od strony technicznej, jak i fabularnej i powinien spodobać się nawet najbardziej wybrednym widzom, pod warunkiem, że będą pamiętali, iż oglądają obraz przygodowy, a nie dokument o ostatnich latach Imperium Rzymskiego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 93% uznało tę recenzję za pomocną (175 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (12)

zobacz wszystkie