Recenzja filmu Gotowi na wszystko. Exterminator (2017)
Michał Rogalski

Back to black

"Gotowi na wszystko" to po trosze opowieść o szorstkiej męskiej przyjaźni, spóźnionym dorastaniu oraz artystycznej wolności, której warto bronić, by zachować szacunek do samego siebie. Nietrudno ...
Filmweb sp. z o.o.
Było ich trzech, w każdym z nich inna… Wróć. Było ich pięciu. Jak w piosence Perfectu jeden przyświecał im cel: "za kilka lat mieć u stóp cały świat, wszystkiego w bród". W młodości założyli metalową kapelę Exterminator. Szybko wylansowali pierwszy przebój, "Time to Kill". Kiedy sukces był na wyciągnięcie ręki, cały misterny plan trafił szlag. Intensywna dieta narkotykowo-jabolowa w połączeniu z narastającymi niesnaskami wewnątrz zespołu doprowadziły do implozji. Sen o karierze w show-biznesie został brutalnie przerwany, do drzwi zapukało dorosłe życie. Ktoś musiał wyjechać za chlebem na Wyspy, ktoś inny zamienił nabijaną ćwiekami skórzaną kurtkę na garnitur, a gitarę na biurko w banku. I gdy wydawało się, że eksprzyjaciele do końca życia będą rozpamiętywać młodzieńczą głupotę, wszechświat dał im jeszcze jedną szansę.

photo.title photo.title photo.title

O podobną wyrozumiałość apeluję również do czytelników Filmwebu. Choć plakat i zwiastuny są odstręczające, proponuję, abyście nie skreślali przedwcześnie filmu Michała Rogalskiego. Z kilku powodów. Po pierwsze, za jego realizację odpowiadają producenci "Ostatniej rodziny" za punkt honoru stawiający sobie kręcenie wartościowego kina z komercyjnym potencjałem. Po drugie, podstawą scenariusza jest bardzo dobra książka Przemysława Jurka "Kochanowo i okolice", która wcześniej doczekała się udanej teatralnej adaptacji. Wreszcie w obsadzie nie znajdziecie etatowych gwiazd rodzimej komedii (Karolak, Szyc, Adamczyk), lecz aktorów kojarzących się w znacznej części z ciut ambitniejszym repertuarem. Po takiej załodze można chyba spodziewać się filmu, który nie eksterminuje dobrego smaku i szarych komórek. 

"Gotowi na wszystko" to po trosze opowieść o szorstkiej męskiej przyjaźni, spóźnionym dorastaniu oraz artystycznej wolności, której warto bronić, by zachować szacunek do samego siebie. Nietrudno dostrzec tu inspirację brytyjskimi komediami społecznymi w stylu "Orkiestry" bądź "Goło i wesoło". Występy bohaterów na kolejnych festynach w Psitkach czy innych Kozich Głowach pełnią przede wszystkim funkcję terapeutyczną. Pomagają skłóconym dotąd kumplom zjednoczyć się w słusznej sprawie, reperują nadszarpnięte męskie ego, a także pozwalają zrozumieć, co jest w życiu naprawdę ważne. Na drugim planie reżyser z mieszaniną czułości i delikatnej ironii portretuje polską prowincję: niby przaśną, niby oplecioną pajęczyną układzików i klik, a przecież pełną dumy i ambicji, by udowodnić wielkiemu światu, że też ma coś wartościowego do zaoferowania.

photo.title   photo.title   photo.title

Scenariusz pióra Rogalskiego i Jurka został przyrządzony według sprawdzonych amerykańskich wzorców. Stawka zmagań bohaterów jest odpowiednio wysoka, czarne charaktery na czele z wszech-Polakiem Erykiem Lubosem są wyraziste, a większość tzw. czechowowskich strzelb wypala we właściwym momencie. Na plus trzeba również policzyć okazały – zwłaszcza jak na polskie standardy – soundtrack, na którym znalazły się evergreeny m.in. TSA, Kombi oraz Mafii. Co ważne, prawie każdy utwór pełni w filmie określoną rolę. Czasem działa jako dowcip, kiedy indziej ładnie podkreśla, co akurat gra bohaterom w duszy.  

Prawdziwym skarbem "Exterminatora" są jednak aktorzy. Podobno na planie producenci pozwolili im improwizować, zamiast trzymać się kurczowo litery scenariusza. To się czuje. Niemal każda scena pełna jest drobnych niezręczności i miniaturowych żartów, które nie mogły narodzić się przy klawiaturze komputera. Trochę szkoda, że żeńska część obsady nie zawsze dorównuje swoim kolegom. O ile znerwicowana Dominika Kluźniak oraz skrywająca pod pancerzem złote serce Dorota Kolak wypadają świetnie, o tyle Agnieszka Więdłocha i Aleksandra Hamkało zagrywają się do utraty tchu. Rozczarowujący jest także pozbawiony rockowej energii, płaski emocjonalnie finał – zamiast pozwolić aktorom wykonać piosenkę na żywca, reżyser niepotrzebnie zdecydował się podłożyć wersję z playbacku. Na wszystkie te niedociągnięcia można jednak przymknąć oko i ucho. Komedia Rogalskiego jest autentycznie zabawna i działa jak akumulatory z dobrą energią. Producentom poddaję pod rozwagę pomysł, by z okazji premiery "Exterminatora" na DVD wypuścili na rynek limitowaną serię samogonu Duch Puszczy. Po obejrzeniu filmu niejeden widz będzie chciał poczuć na własnym podniebieniu "woltaż" tego zwalającego z nóg specyfiku.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (93 głosy).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)