Recenzja filmu I tak cię kocham (2017)
Michael Showalter

Bez fajerwerków

Fakt, że historia jest "oparta na faktach", rozbraja wszelkie argumenty o braku realizmu, nie wyciągałbym jednak zbyt daleko idących wniosków z przedstawionych wydarzeń. Film z kategorii ...
Filmweb sp. z o.o.
Fakt, że historia jest "oparta na faktach", rozbraja wszelkie argumenty o braku realizmu, nie wyciągałbym jednak zbyt daleko idących wniosków z przedstawionych wydarzeń. Film z kategorii "przygotuj się na żarty, myślenie zostaw w domu".


Kumail, satyryk (czy "stand-upowiec"), sympatyczny, młody Pakistańczyk, poznaje uroczą dziewczynę. W trakcie ich obfitującego we wzloty i upadki związku dziewczyna zapada na tajemniczą chorobę. Tutaj moglibyśmy zakończyć opis fabuły, gdybyśmy chcieli przedstawić film jako ciekawszy, niż w rzeczywistości jest. Film jest niemal standardową komedią romantyczną, jak i niemal archetypową opowieścią o miłości między kastami. Dużo tutaj dobrego humoru i jako niezobowiązująca komedia romantyczna film spisuje się nieźle, jednak po ilości i jakości podobnych dzieł jakie mieliśmy okazje zobaczyć, można by oczekiwać nieco więcej.

Jako komedia romantyczna film ma wiele cech typowych dla kanonu, z wyjątkiem między innymi aparycji głównych bohaterów; Emily (dziewczyna Kumaila) urodą raczej nie grzeszy, a o wpasowaniu Kumaila do roli romantycznego kochasia wystarczająco dużo mówi fakt, że jest Pakistańczykiem. Minusem jest naturalnie fakt, że od początku wiemy, jak ta historia się skończy.

Od strony archetypowej mogłoby tu być więcej "mocnych" elementów, jak na przykład konieczność opuszczenia ojczyzny. Kumail z jednej strony nie chce narazić się rodzinie i "zhańbić" jej, z drugiej nie ma ze swoimi współbratymcami wiele wspólnego; nie wierzy w Boga, nie modli się, nie chce aranżowanego małżeństwa, prowadzi "amerykański" styl życia. Jeśli Kumail tak bardzo kocha swoją dziewczynę, co powstrzymuje go przed zignorowaniem rodziny?


Dla mnie w filmie zbyt wiele jest arbitralnych elementów nie wpasowujących się w archetypową, ani nawet typową opowieść. Jeśli Pakistańczycy pod względem zachowania choć trochę przypominają swoich kolegów z Indii, Kumail należy do wyjątków wśród wyjątków. Trudno zrozumieć, co Kumail widzi w Amerykance (blond włosy? Seks na pierwszej randce?), co tak mu się w niej podoba, że woli ją, niż niejednokrotnie atrakcyjniejsze kandydatki na żonę podsyłane przez mamę. Wygląda to wyłącznie na negatywne nastawienie. Z resztą nie znam statystyk, ale nie wydaje mi się, by w USA  było tak wielu konserwatywnych Pakistańczyków, że można przebierać jak w ulęgałkach. Paradoksalnie, postawa głównego bohatera jest dość haniebna; jest on tak negatywnie nastawiony do swojej kultury, że odrzuci każdą dziewczynę tylko dla tego, że jest Pakistanką. Nie jest pokazane, jakie negatywne, związane z rodzimą kulturą cechy mają Pakistanki, ani jakie pozytywne, "amerykańskie" cechy ma Emily. 

Wątpliwości budzi również zachowanie Emily po wyjściu z choroby. W rzeczywistości na miejscu Kumaila nie liczyłbym na przychylność dziewczyny, chyba, że byłaby mocno zdesperowana w poszukiwaniu partnera, na co są dowody w filmie, ale sprawia to tylko, że historia jest o tyle mniej romantyczna.

Wbrew krótkiemu opisowi filmu u góry, para nie zmaga się z różnicami kulturowymi, bowiem, jak napisałem, Kumail jest kulturowo Amerykaninem.
Nie zgodzę się również z panem Piotrem Czerkawskim, że jest to więcej niż komedia. Seks na pierwszej randce i wielokrotne rozstania i powroty to nie "specyfika współczesnych związków", tylko niedojrzałość emocjonalna, a skuteczność walki ze "stereotypami" poprzez ukazanie historii jednej czarnej owcy w większym środowisku konserwatywnych muzułmanów pozostawię bez komentarza.

Moja ocena byłaby niższa, gdyby nie dobry humor.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 0% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
urdi
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie