Recenzja filmu Pokuta (2007)
Joe Wright

Bez grzechu

W gruncie rzeczy "Pokuta" jest bardziej refleksją nad siłą narracji i jej rolą w życiu niż łzawym melodramatem. Stare pytanie, czy można żyć w świecie nieopisanym, powraca z taką samą siłą, z ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Pokuta (2007)
Znajdą się zapewne tacy, dla których "Pokuta" to nic więcej niż ładna cepelia czy melodramat, który podzieli los "Angielskiego pacjenta" – zgarnie worek nagród, a potem zniknie na zawsze i nikt o nim więcej nie wspomni (chyba że jako o ciekawostce). Ja pozwolę sobie mieć inne zdanie. Film duetu Wright i Hampton to dzieło w pełni przemyślane, świadomie skonstruowane i prowadzące umiejętną grę z widzem.

Jak wiadomo miłość to rzecz nie najłatwiejsza, ale kiedy już wybuchnie, trudno nad nią zapanować. Na jej drodze staje jednak mała, ale nadzwyczaj rezolutna dziewczynka, która jest świadkiem pewnej niedwuznacznej sceny w bibliotece pomiędzy swoją urodziwą siostrą a młodym i dobrze zapowiadającym się synem służącej. Zakochani zostają brutalnie rozdzieleni, a do tego wybucha wojna, która jak wiadomo zwykle komplikuje życie chłopców i dziewcząt. Brzmi znajomo? Brzmi. Rzecz w tym, że mała Briony chce być pisarką.

W gruncie rzeczy "Pokuta" jest bardziej refleksją nad siłą narracji i jej rolą w życiu niż łzawym melodramatem. Stare pytanie, czy można żyć w świecie nieopisanym, powraca z taką samą siłą, z jaką z każdą rolą rozkwita uroda Keiry Knightley. Młodej aktorce do ideału trochę za pewne brakuje, ale z całą pewnością obala wszelkie stereotypy dotyczące urody Brytyjek.

Film ogląda się znakomicie. Pierwsza cześć dziejąca się w wiejskiej posiadłości tworzy osobną całość – jest gęsta, duszna i przesiąknięta niezdrową zmysłowością. Być może jest to trochę bardziej efekciarskie niż subtelne i zniuansowane obrazy duetu Merchant/Ivory, ale z całą pewnością lepkie i gęste. Druga cześć to klasyczny, ładnie skrojony melodramat wojenny. Pełen pasteli, pocztówkowych obrazów i ilustracyjnej muzyki. Całość jednak zmienia swoją wymowę wraz zakończeniem, kiedy to, czego się domyślaliśmy, zostaje przed nami odsłonięte przez Venensse Redgrave.

W ten sposób film Joey'a Wrighta ma szanse zapisać się w annałach kina jako coś więcej niż kolejny malowniczy fresk z miłością i wojną w tle. Być może "Pokuta" nie jest filmem specjalnie wybitnym czy zmuszającym do zbyt głębokiej refleksji. Jest jednak dziełem inteligentnym i samoświadomym. Na swój sposób to nietypowa historia o roli artysty i sztuki. Gdzieś w tle wybijający rytm stukot maszyny stawia pytania o cenę sztuki, relacje łączące ją z moralnością oraz rolę fikcji i prawdy. Jeżeli nawet nie mogą one w pełni wybrzmieć, to i tak wprowadzają przyjemny intelektualny i zmysłowy zamęt.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (87 głosów).
Krzysztof Michałowski
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie