Recenzja gry Yo-kai Watch 2: Fleshy Souls (2014)

Bez serc, bez ducha

Proces lokalizacji kolejnych części "Yo-kai Watch" ruszył pełną parą. Nie minął rok od premiery udanej pierwszej odsłony, a dystrybutorzy już serwują nam przystawkę w dwóch częściach (każda z ...
Filmweb sp. z o.o.
Proces lokalizacji kolejnych części "Yo-kai Watch" ruszył pełną parą. Nie minął rok od premiery udanej pierwszej odsłony, a dystrybutorzy już serwują nam przystawkę w dwóch częściach (każda z nich zawiera ekskluzywne stworki). Nic w tym dziwnego – w końcu debiut serii został przez Zachód przyjęty entuzjastycznie. Pytanie tylko: czy poza zapożyczeniem sprytnego modelu sprzedażowego z gier o Pokemonach nowa część ma do zaoferowania coś nowego?

photo.title

Trzon rozgrywki pozostał niezmieniony. W dalszym ciągu można "Yo-kai Watch" określić jako lżejszą odmianę "Pokemonów", w której co prawda też kolekcjonujemy potworki, jednak nie wykorzystujemy ich w walkach trenerskich, obszar eksploracji jest też znacznie węższy. Z kolei potyczki z dzikimi yo-kai odbywają się tu w czasie rzeczywistym. W walce aktywnie uczestniczą trzy stworki, ale mamy możliwość ich wymiany na rezerwową trójkę przy pomocy koła na ekranie dotykowym. Nasze zadanie polega więc na stałym monitorowaniu wytrzymałości podopiecznych, wyznaczaniu drużynie celu, na którym ma skupiać ataki, oraz odpalaniu indywidualnych ataków specjalnych. Te mają rozmaite działania w zależności od stworka, zaś aktywujemy je poprzez uczestnictwo w prostych minigierkach zręcznościowych.

photo.title

Niestety – już w recenzji "Yo-kai Watch" pisałem o pewnym znużeniu, które po kilku godzinach wkrada się w rozgrywkę. Sequel nijak nie stara się jej urozmaicić, więc ciągłe bieganie od znacznika do znacznika w połączeniu z dość płytkim systemem walki daje się we znaki. Kiedy tylko przyzwyczaimy się i ogarniemy chaos panujący na ekranie w trakcie walki, gra zaczyna działać usypiająco.

W kwestii fabuły, Level-5 ponownie postawiło na prostotę. Zabawę rozpoczynamy tuż po zakończeniu akcji części pierwszej, przy czym twórcy serwują nam do bólu zgrany motyw z częściową amnezją bohaterów. Jako nastoletni Nate będziemy więc musieli ponownie zapoznać ze sobą kompanów z pierwowzoru: ducha Whispera oraz kota Jibanyana. Następnie fabuła podąża identycznym torem co w części pierwszej, stawiając przed nami szereg luźno powiązanych epizodów, w których naprawiamy bałagan wywołany przez yo-kai. Za sprawą tytułowego zegarka jesteśmy bowiem jednymi z nielicznych osób, które widzą demony.

photo.title

"Yo-kai Watch 2" to kontynuacja z gatunku leniwych i twórcy nawet nie silą się na udawanie, że jest inaczej. Najbardziej widać to w oprawie, która jest kropka w kropkę przeniesiona z części pierwszej. I chociaż wciąż jest to jedna z najpiękniejszych gier na 3DS-a, to nie da się ukryć, że lwia część tego, co widzimy na ekranie, to efekt prac nad pierwszą częścią. Podobnie sprawy się mają, jeśli chodzi o wizualizację potyczek – feerie barw dalej wyglądają wyśmienicie, jednak twórcy nic nie zrobili ze spadkami liczby klatek animacji, które są tu jeszcze bardziej dotkliwe niż w pierwszej części. Stagnacja to jeden z największych problemów "Yo-kai Watch 2". Pierwowzór urzekł mnie swoją prostotą, niespieszną narracją przywodzącą na myśl filmy studia Ghibli. Zwiedzanie miasteczka Springdale po raz drugi nie jest już jednak równie przyjemne. I chociaż w pewnym momencie trafiamy do nowej lokacji, to jest ona zdecydowanie mniejsza i uboższa. 

photo.title

Niezmiennie od części pierwszej, smaczkiem jest mocno zaznaczony w grze kulturowy rodowód. Świetnie, że gra na potrzeby lokalizacji nie udaje zachodniego umiejscowienia i bez kompleksów dzieli się elementami życia w Japonii. Naszych podopiecznych dokarmiamy onigiri, przy wchodzeniu do pomieszczeń buty naszej postaci pozostają w sieni, a w koncepcji potworków mocno odznaczają się tradycyjne wierzenia. W pewnym momencie czeka nas nawet podróż shinkansenem. 

photo.title

"Yo-kai Watch 2" to gra z problemami. Teoretycznie jest to po prostu więcej tego samego, dobrego gameplayu. W praktyce zachowawczość tego sequela oznacza zmarnowany potencjał. Po stworzeniu świetnej bazy w postaci części pierwszej, Level-5 ewidentnie spoczęło na laurach i wypuściło tytuł, który cierpi na brak świeżych pomysłów. Oczywiście – to, co grało w oryginale, sprawdza się i tutaj. Nie zmienia to jednak faktu, że kontynuacja na tyle mocno przypomina część pierwszą, że trudno polecić ją z czystym sumieniem komukolwiek poza oddanymi fanami marki. Jeśli graliście w pierwszą część, "Yo-kai Watch 2" nie zaskoczy Was niczym. Mam nadzieję, że następna odsłona wykaże się większą odwagą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Jacek Borowski
ocenia tę grę na:
1 10 6/10 niezła