Recenzja filmu Fucking Amal (1998)
Lukas Moodysson

Bliskie spotkania trzeciego stopnia

Przychodzi taki moment w życiu kinomaniaka, w którym zadaje sobie pytanie, czy jest gotów otworzyć się na odważne kino. Stary kontynent bardziej sprzyja pesymistycznym aktom twórczym. To właśnie ...
Filmweb sp. z o.o.
Przychodzi taki moment w życiu kinomaniaka, w którym zadaje sobie pytanie, czy jest gotów otworzyć się na odważne kino. Stary kontynent bardziej sprzyja pesymistycznym aktom twórczym. To właśnie w Europie powstaje odważne kino, co pewnie wynika z mniej liberalnej obyczajowości i mniej merkantylnego systemu finansowania produkcji filmowej. "Fucking Amal" posiada wszelakie znamiona kina niezależnego, który swego czasu wzbudzał kontrowersje. I bynajmniej nie chodzi tu o dyskusyjny tytuł filmu, lecz o śmiały, dojrzały manifest. Początkowo "Fucking Amal" kreuje u widza lekki niesmak, przywodzący na myśl kino patologiczne, lecz owa sceneria szybko przeradza się w senny spektakl pełny bodźców emocjonalnych.


Tytułowe Amal to małe miasteczko położone na obrzeżach Szwecji. Tutaj wszystkie modne trendy docierają ze sporą obsuwą. Nikt nie chce tu mieszkać. Młodzi ludzie po skończeniu szkoły szybko uciekają do pierwszego większego miasta. Introwertyczka Agnes (Rebecka Liljeberg) mieszka tutaj od półtora roku i nadal trudno jej się tu zaadoptować. Zamknięta w sobie dziewczyna skrywa jednak w sobie pewną tajemnicę. Czuje pociąg seksualny do jednej ze swoich koleżanek - Elin (Alexandra Dahlström). 

Reżyser jednak nie ujawnia wszystkich kart, które mogą wydać się dla wszystko wiedzącego kinomaniaka oczywistą oczywistością. Lukas Moodysson umiejętnie gra na emocjach widza, koncentrując jego myśli przede wszystkim na osamotnieniu w tytułowym Amal. A sprzyja ku temu ponura aura oraz zdjęcia stylizowane na paradokument. Moodysson nie przejaskrawia faktów i nie ociera się o zbytnią amerykanizację. Chociaż poniekąd całość jest naszpikowana aluzjami dotyczących popkulturowego krajobrazu, niemniej utalentowany Szwed robi to w bardzo subtelny i przenikliwy sposób, czyniąc swoje dzieło bardzo onirycznym doświadczeniem.


Używki, alkohol, eksperymentowanie z seksem - to elementy, który składają się na podkoloryzowane kino patologiczne. I faktycznie, pierwsze chwile z seansem przywodzą na myśl ten typ filmów. Jedak ta złudna atmosfera dość szybko się ulatnia. Do pewnego momentu widz jest jeszcze w stanie przewidzieć bieg wydarzeń oraz mniej więcej jest w stanie określić losy poszczególnych bohaterów. Do czasu, kiedy wszystko nagle nabiera incydentalnego charakteru. I w tym momencie "Fucking Amal" przestaje udawać kino, którym nie jest. Losy bohaterów splatają się tylko w określonych momentach. Ostatnie 20 min to sztukateria świetnie zaaranżowanych scen, które silnie zakorzenią się w pamięci widza.

Talent Moodyssona uwidacznia się w każdej sekundzie filmu. Udało mu się zaabsorbować uwagę publiczności świetnie dobraną obsadą. Agnes, która boryka się z dezaprobatą rówieśników, zakochuje się w Elin, która wydaje się przeciwieństwem Agnes. Kontrast objawia się nie tylko w zakresie przeciwstawnych charakterów, ale także w sposobie i stylu życia. Elin szuka odskoczni i, pomimo że otacza się z każdej strony przyjaciółmi, tłumi w sobie ogromne pokłady samotności. Na domiar tego wszystkiego każdy uważa ją za "łatwą", a ona sama nieustannie szuka prawdziwej bliskości, której nigdy nie zaznała. Dopiero sięgniecie po zakazany owoc wydaje się odpowiednim sposobem, aby zachłysnąć się uczuciem, którego tak bardzo pragnęła.

Entuzjastów kina skandynawskiego "Fucking Amal" wprowadzi na wyższy poziom nirwany. Kolejne dzieło z tego regionu świata, które porusza bardzo społeczną tematykę. Podobnie jak genialne "Polowanie", które naświetla problematykę pedofilii, tak i tutaj mamy do czynienia z nieokrzesaną mentalnością ludzką, silnie uzależnioną od relacji międzyludzkich. Osobom gustującym w odważnym i ambitnym kinie dodatkowa rekomendacja nie jest potrzebna. Do odwiedzenia małego prowincjonalnego miasteczka zachęcam jednak tylko nielicznych. W przeciwnym razie, będziecie chcieli jak najszybciej z niego wyemigrować. "Fucking Amal" to film nie dla wszystkich, ale też nie dla nikogo. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Spinel
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)