Recenzja filmu Świat to za mało (1999)
Michael Apted

Bond to za mało?

Bondowska wizja świata się komplikuje, ale działać będzie on musiał tak, jakby wszystko pozostało po staremu Szkoda, że Irzykowski tego nie dożył. Byłby entuzjastą "Bondów", bo są bliskie jego ...
Filmweb sp. z o.o.
Bondowska wizja świata się komplikuje, ale działać będzie on musiał tak, jakby wszystko pozostało po staremu


Szkoda, że Irzykowski tego nie dożył. Byłby entuzjastą "Bondów", bo są bliskie jego formuły kina. Definicja pana Karola brzmiała: kino jest widzialnością obcowania człowieka z materią. Formuła "Bondów" brzmi: kino jest widzialnością obcowania człowieka z przestrzenią. Z materią zresztą też


Z pozoru chodzi o coś innego. "Bondy" to filmy sensacyjne, z dramatyczną akcją, która zazwyczaj umieszczana jest w egzotycznej scenerii. Zaś fabuła nawiązuje do aktualnych wydarzeń politycznych. I demonstruje najnowsze produkty przemysłu zbrojeniowego


Wszystkie te motywy pojawiają się w filmie "Świat to za mało". Została porwana córka brytyjskiego przedsiębiorcy, budującego rurociąg z Zakaukazia do Europy Zachodniej. Sprawcą porwania jest terrorysta, być może Baskijczyk, więc akcja rozpocznie się w Bilbao. Potem przeniesie się w rejony Morza Czarnego. Porwana córka zostaje uwolniona, wraca na Kaukaz, do ojczyzny swej matki, Bond jako przedstawiciel brytyjskich służb specjalnych stanowi jej ochronę. Tak oto jesteśmy w samym centrum chaosu, który pozostał po dawnym Związku Radzieckim. Czeczenia, tuż obok ośrodki mafijne, demontowane silosy atomowe itp

Czy to znaczy, że film przynosi jakąś prawdę o świecie współczesnym albo o tamtejszych rejonach? Zapewne tak, ale jest to prawda bardzo swoista, o czym świadczy sekwencja wysokogórska. James Bond wraz ze swą podopieczną wyruszają w góry, by pojeździć na nartach. Oczywiście w góry Kaukazu, bo gdzieżby? Widzimy skaliste zbocza, karkołomne trasy zjazdowe. Potem przylatują na ultralekkich samolotach terroryści, każdy samolot może odrzucić skrzydła i statecznik, wtedy zamienia się w sanie. Bond ucieka na nartach, grzbiety skalne wyglądają jak zęby smoka, takie sytuacje mogą się zdarzyć tylko w górach Kaukazu. A potem, w końcowych napisach filmu, czytamy, że sceny górskie były kręcone we Francji


A więc film fałszował rzeczywistość? Kłamał? Nie, skądże. Pokazywał prawdę, tylko że ona nie dotyczy Kaukazu. Jest to prawda o człowieku, który potrafi być precyzyjny, potrafi pokonać urwiska, wybrać trasę zjazdową dobrą dla siebie, ale zarazem taką, na której prześladowcy połamią sobie kości. Czy to jest w górach Kaukazu, czy w masywie Mont Blanc - co za różnica? Dodajmy, że Bond radzi sobie także na wodzie, wtedy obcuje nie z materią, lecz z przestrzenią. Ściślej - Tamizy. Ściga zamachowca uciekającego w łodzi motorowej. Musi wyminąć stateczki spacerowe, skręcić we właściwą odnogę rzeki itp


Jest to wspaniałe widowisko. Jest to także pean na cześć agenta brytyjskich służb specjalnych. Jego talentów. Ten człowiek umie obcować z materią i z przestrzenią. Czy z ludźmi także? Irzykowski odpowiedziałby, że z ludźmi nie musi, prawda o obcowaniu człowieka z człowiekiem jest domeną literatury, kino niech się trzyma od tych spraw z daleka

Bond oczywiście obcuje z ludźmi, ale to nie są ludzie prawdziwi w tym sensie, w jakim prawdziwy jest bank w Bilbao. To są ludzie określeni bez reszty przez funkcje dramaturgiczne widowiska. Geniusz zła musi być geniuszem zbrodni par excellence. Ofiara geniusza zła jest kwintesencją wszystkich ofiar, szefowa wywiadu brytyjskiego jest szefową doskonałą. W życiu bywa rozmaicie, jeden z szefów brytyjskiego wywiadu Kim Philby pracował dla KGB. W filmie z Jamesem Bondem wszystko musi być na swoim miejscu, więc takie rzeczy nie mogą się zdarzyć


A jednak się zdarzyły - i pod tym względem film "Świat to za mało" różni się od swych kilkunastu poprzedników. Jedna z postaci sprzeniewierza się swej funkcji, zawodzi. Pewnie z tych samych powodów, z jakich kiedyś zawiódł Philby. Człowiek w tej branży poddawany jest nieustannym naciskom, pokusom. Natura ludzka jest silna, trzyma się. Ale czasem - puszcza


Bond to wszystko widzi, wyciąga właściwe wnioski, doprowadza akcję do końca. Ale nie będzie mógł zapomnieć tego, co zobaczył. Obok przyjaciół i wrogów - dostrzegł trzecią kategorię ludzi: przyjaciół, którzy nie zdzierżyli i zdradzili. Czy są źli? Bondowska wizja świata się komplikuje, ale Bond będzie musiał działać tak, jakby wszystko pozostało po staremu. I Bond stanie się postacią tragiczną

Być może potrzebna będzie nowa definicja gatunku. Mogłaby brzmieć tak: kino "Bondów" jest widzialnością obcowania człowieka z sobą samym
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 14% uznało tę recenzję za pomocną (58 głosów).