Recenzja filmu Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi (2017)
Rian Johnson

Brzemię świętego dziedzictwa

Tak jak święte księgi Jedi okazały się przetrwać pożar, ukryte na Sokole Millenium, tak motywy starej trylogii, nieco przekształcone i poprzestawiane miejscami, powracają jednak w najnowszym ...
Filmweb sp. z o.o.
Dla mnie ulubioną sceną z filmu zostanie chyba spotkanie Luke'a Skywalkera (Mark Hamill) z duchem mistrza Yody. Rozgoryczony Luke w przypływie rozpaczy postanawia spalić święte drzewo Jedi i ukryte w nim księgi. Na chwilę przed wykonaniem zamiaru zostaje jednak zaczepiony przez ducha swojego nauczyciela z Dagobah. Zapytany przez niego, co robi, zdradza mu swoją chęć podpalenia świętości. Wypowiedziawszy swój plan na głos, waha się jednak. Wtedy przewrotny Yoda dokonuje za niego wyboru i mocą sprowadza piorun na drzewo, które staje w płomieniach. Przerażony Luke rzuca się w ogień, by ratować święte teksty, jest już jednak za późno. Skywalker upada bezradnie obok ducha Yody, podczas gdy ten śmieje się radośnie. Zdumiony Luke nie rozumie zachowania mistrza - przecież te księgi to dorobek tysięcy lat mądrości Jedi! Yoda pyta go wówczas rozbrajająco: "a czytałeś je w ogóle?" i daje do zrozumienia, że księgi może i zawierały jakąś mądrość, ale nie są najważniejsze. Mądrość i tak każdy musi zdobyć własnym doświadczeniem.

photo.title

Ta scena o mocy przypowieści, abstrahując od uniwersalnej mądrości, którą ze sobą niesie, może być również odczytana na poziomie "meta" jako wyznanie filozofii reżysera i scenarzysty, Riana Johnsona: zrzucamy brzemię starej, świętej trylogii, uwalniamy się od ciężaru oczekiwań fandomu, zrywamy z przyzwyczajeniami widzów, wtrącamy do wszystko w ogień i rozpoczynamy coś nowego. Zaskakiwanie i gra z oczekiwaniami stały się zatem naczelną zasadą filmu - od początku do końca. 

Luke nie jest nieskalanym mistrzem, tylko zmęczonym, rozgoryczonym starcem, który przybył na zapomnianą planetę by umrzeć. Odbiera od Rey (Daisy Ridley) swój miecz świetlny, zaoferowany mu w ostatniej scenie "Przebudzenia Mocy", i... rzuca go z pogardą za siebie, do morza!

Najwyższy Wód Snoke (Andy Serkis), kreowany na głównego antagonistę nowej trylogii... ginie w połowie filmu z ręki Kylo Rena (Adam Driver), który na chwilę sprzymierza się z Rey, by później ujawnić swoją prawdziwą motywację - przejęcie władzy nad Najwyższym Porządkiem! 

Poe Dameron (Oscar Isaac) sprzeciwia się zachowawczemu (by nie rzec tchórzliwemu) dowództwu i inicjuje odważną misję, która... okazuje się klęską i doprowadza do śmierci wielu bojowników Ruchu Oporu! Zachowawcze dowództwo jednak miało rację. Poza tym ze strony reżysera mamy wiele zaskoczeń warsztatowych - po raz pierwszy w gwiezdnej sadze pojawiają się retrospekcje, a także sceny w spowolnionym tempie. 


A jednak filozofia zerwania ze schematami nie jest u Johnsona tak radykalna, jakby się wydawało - rozgoryczony, nieco zdziwaczały Luke ostatecznie nie tak bardzo różni się od zdziwaczałego Yody, który w Imperium Kontratakuje także niechętnie podjął się szkolenia młodego Skywalkera. Moment śmierci Snoke'a jest zaskakujący, ale to tylko przestawienie starego klocka w inne miejsce - upadek tyrana dokonał się niemal identycznie jak upadek Imperatora w "Powrocie Jedi". Zaskakujące sprzymierzenie się Kylo i Rey okazuje się chwilowe, po czym postaci powracają na wyznaczone schematem tory. 

Tak jak święte księgi Jedi okazały się przetrwać pożar, ukryte na Sokole Millenium, tak motywy starej trylogii, nieco przekształcone i poprzestawiane miejscami, powracają jednak w najnowszym filmie sagi.    
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
arverald
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (9)

zobacz wszystkie