Recenzja filmu Kobieta, która odeszła (2016)
Lav Diaz

Było, nie minęło

Diaz celebruje momenty zastoju i monotonii, zmusza widza do skupienia  się na sytuacjach, które pozornie nie popychają do przodu historii. Jakby wierzył, że tylko wtedy da się uchwycić prawdę o ...
Filmweb sp. z o.o.
Lav Diaz nie bierze jeńców. Jego niektóre dzieła trwają tyle co  ustawowy dzień pracy. Reżyser nie poddaje się standardom współczesnego  kina: dyktatowi nieustannego dziania się, konieczności zagęszczania  filmowej rzeczywistości do przepisowych dwóch godzin. Twórczość Filipińczyka jest hermetyczna, a co za tym idzie: skazana na istnienie wyłącznie w  obiegu festiwalowym. Mimo to nie czuć w niej artystowskiej blazy i  zachwytu nad sobą. Wręcz przeciwnie: to kino głęboko zanurzone w  rzeczywistości a przy tym niepozbawione krytycznego pazura. 
 
Walczący o Złotego Lwa dramat "The Woman Who Left" zaczyna się jak  amerykański sensacyjniak albo żeńska wersja "Oldboya". Po 30 latach  spędzonych w więzieniu za zbrodnię, której nie popełniła, Horacia  Somorostro (znakomita Charo Santos-Concio) zostaje wypuszczona na  wolność. Świat bez krat nie ma jednak bohaterce za wiele do  zaoferowania: mąż nie żyje, syn zniknął w niewyjaśnionych  okolicznościach, zaś niewidziana od dekad córka wydaje się obcą osobą.  Kobieta opłakuje zmarłych, doprowadza do ładu swoje relacje z żywymi, a  potem zaczyna planować zemstę na człowieku, który zniszczył jej życie,  wrabiając ją w przestępstwo. 
 
Horacia to arcyciekawa postać. Jeszcze w więzieniu widzimy, jak niesie  pomoc towarzyszkom niedoli, a w wolnych chwilach uczy angielskiego i  chemii dzieci więźniarek. Kobieta pozostaje dobrą Samarytanką także po  opuszczeniu zakładu. Oddaje swój dom i ziemię potrzebującej rodzinie,  otacza opieką biednych, chorych i uciśnionych: cierpiącego na padaczkę  transwestytę, drobnego ulicznego sprzedawcę oraz chorą psychicznie  dziewczynę. Bohaterka skrywa jednak drugie mroczniejsze oblicze:  wytatuowanej twardej babci, która potrafi spuścić manto agresywnemu  obwiesiowi i fachowym okiem ocenić broń potrzebną do wykonania wyroku.  Ze skrawków dialogów można się domyślić, że w trakcie odsiadki Horacia  zaliczyła wszystkie szczeble kryminalnej edukacji. Na ile zmieniło ją  więzienie? Czy niesłuszna kara, jakiej została poddana, osłabiła czy  raczej wzmocniła jej wiarę w Boga? Czy uczynione przez nią dobro może stać się niezamierzenie zarzewiem zła? Na te pytania Diaz nie udziela  jednoznacznej odpowiedzi. 
 
Akcja filmu rozgrywa w drugiej połowie lat 90. Z radia płyną  doniesienia o trawiącej kraj pladze porwań, odłączeniu Hongkongu od  Wielkiej Brytanii, śmierci księżnej Diany i matki Teresy. Dla  mieszkających na prowincji bohaterów ten medialny szum wydaje się jednak  abstrakcją. Ich rzeczywistość to przemoc na ulicach, wegetacja w  warunkach urągających ludzkiej godności oraz społeczna znieczulica. Gdy  Horacia po spędzeniu pół życia w celi wychodzi na wolność, nikt nie  raczy jej nawet przeprosić za decyzję skorumpowanego sądu. Ponurą wymowę  filmu uwydatnia jego surowa forma: nieruchome, płaskie, czarno-białe  kadry oraz brak muzyki ilustracyjnej. Gdy po trzech godzinach projekcji  kamera na kilkadziesiąt sekund zostaje nagle wprawiona w ruch, można  odnieść wrażenie, jakby w fabule nastąpił szokujący zwrot akcji. 
 
Diaz celebruje momenty zastoju i monotonii, zmusza widza do skupienia  się na sytuacjach, które pozornie nie popychają do przodu historii. Jakby wierzył, że tylko wtedy da się uchwycić prawdę o bohaterach i świecie dookoła nich. Czasem jego metoda przynosi wyśmienite rezultaty. Zdarzają się jednak momenty, które wystawiają naszą cierpliwość na próbę i ostatecznie nic nie wnoszą. Na minus trzeba także policzyć bardzo  przeciętnie zagrane role drugoplanowe oraz szablonowego złoczyńcę – filipińskiego Janusza Tracza, który bez skruchy opowiada księdzu o potwornych uczynkach z przeszłości. Było, minęło – zdaje się mówić  czarny charakter. Nie ma racji. Nierozgrzeszone winy mogą wrócić ze  zdwojoną siłą, ciągnąc na dno także innych. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 47% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły