Recenzja filmu Twój Vincent (2017)
Dorota Kobiela
Hugh Welchman

Chodź, pomaluj mój świat

Stylistyka całego filmu utrzymana jest w estetyce twórczości samego malarza. Już od pierwszego ujęcia mamy wrażenie, że oglądamy pięknie namalowany obraz, który za pomocą magii ożywa na naszych ...
Filmweb sp. z o.o.
Vincent van Gogh to bez wątpienia jeden z najważniejszych malarzy w historii. Choć za życia udało mu się sprzedać tylko dwa obrazy, a sam artysta nigdy nie dorobił się majątku, to dzisiaj jest uznawany za prekursora sztuki nowoczesnej a słynne "Słoneczniki" to jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów na świecie. To właśnie twórczość utalentowanego Holendra jest głównym motywem filmu "Twój Vincent".

"Twój Vincent" to dzieło składające się z 65 000 klatek, z których każda jest namalowanym obrazem olejnym, przy których tworzeniu pracowało 125 malarzy! Fabuła filmu przenosi nas pod koniec XIX wieku. Armand Roulin (Douglas Booth) stara się rozwiązać zagadkę tajemniczego listu, napisanego dla brata Vincenta van Gogha. Czy artysta popełnił samobójstwo? A może ktoś mu w tym "pomógł"? Zanim mężczyzna odkryje prawdę, będzie musiał nie tylko porozmawiać z ludźmi, którzy znali malarza, ale także poznać jego niezwykłą twórczość.


Kiedy myślimy o polskim kinie animowanym, to pierwsze na myśl przychodzą kreskówki dla maluchów ("Bolek i Lolek", "Reksio" etc.), krótkometrażowe perełki Tomasza Bagińskiego, kultowe etiudy Juliana Antonisza ewentualnie nagrodzone Oscarem "Tango" Zbigniewa Rybczyńskiego. Poza kilkoma wyjątkami nie ma co się oszukiwać, Polacy nigdy nie byli tuzami animacji. Tym bardziej cieszy premiera "Twojego Vincenta", który co prawda jest koprodukcją polsko-brytyjską to wkład naszych rodaków jest tu nie do przecenienia.

Stylistyka całego filmu utrzymana jest w estetyce twórczości samego malarza. Już od pierwszego ujęcia mamy wrażenie, że oglądamy pięknie namalowany obraz, który za pomocą magii ożywa na naszych oczach (w końcu czymże jest kino jak nie "ruchomymi obrazkami?"). Widać ile pracy włożyli twórcy, aby z takim niezwykłym pietyzmem oddać klimat świata van Gogha. Pod względem formalnym jest to jedna z najciekawszych i najoryginalniejszych animacji wszech czasów.


Największym problemem obrazu Doroty Kobieli i Hugh Welchmana jest fabuła. Pomimo absolutnie wybitnej strony wizualnej, film jest podręcznikowym przykładem przerostu formy nad treścią. Historia głównego bohatera jest nudna i nieangażująca. Bohaterowie, choć pięknie namalowani są pozbawieni ducha i filmowego wigoru. A pamiętajmy, że sama opowieść jest utrzymana w klimacie kryminalnym. Niestety "Twój Vincent" nie trzyma w napięciu nawet przez chwilę, mając bardziej charakter filmowej czytanki aniżeli rasowego dreszczowca. Widać, że sama historia była tylko pretekstem dla twórców, chcących pokazać postimpresjonistyczny świat Vincenta, a nie serwować widzom intrygującą fabułę.

Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że polska animacja pełnometrażowa będzie miała realne szanse na Oscara, to bym go wyśmiał i uznał go za szaleńca. Dziś na kilka dni przed nominacjami do tej prestiżowej nagrody wydaje się bardzo możliwe, że to właśnie brytyjsko-polska koprodukcja zgarnie najważniejszą filmową nagrodę świata, czego twórcom z całego serca życzę. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 55% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)