Recenzja filmu Capote (2005)
Bennett Miller

Ciemna strona pisarza

Holcomb - niewielka mieścina na południu Ameryki. To tu dochodzi do tragedii, która zaintrygowała Trumana Capote tak bardzo, że poświęcił jej kilka lat swojego życia. Co tak bardzo zainteresowało ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Capote (2005)
Holcomb - niewielka mieścina na południu Ameryki. To tu dochodzi do tragedii, która zaintrygowała Trumana Capote tak bardzo, że poświęcił jej kilka lat swojego życia. Co tak bardzo zainteresowało pisarza akurat w tym morderstwie, tego z filmu się nie dowiemy. Jednak krótka notka w gazecie sprawiła, że Capote wraz z Lee Harper ruszył do miejsca tragicznych zdarzeń, aby napisać o wpływie morderstwa na okoliczną społeczność.

Jako elegancik o piskliwym głosie, Capote jest traktowany początkowo w Holcomb z podejrzliwością i dystansem. Jego maniery, które pozwalały mu brylować wśród elity Nowego Jorku, tu wydają się jedynie dziwaczne. A jednak z czasem pisarz zdobywa zaufanie i tym samym źródło informacji. Dodatkowo wraz ze schwytaniem morderców, zmienia się temat, o którym chce pisać Capote, teraz w centrum uwagi są mordercy, a zwłaszcza jeden z nich - Smith. Capote, który początkowo może uchodzić za ekstrawaganckiego intelektualistę wraz z biegiem wydarzeń, ujawnia swoją ciemną stronę. Jawi się jako manipulator i oszust, który gotowy jest na wszystko, aby zdobyć swój materiał. O dziwo, w konfrontacji z mordercami, to nie okrutni przestępcy są stroną dominującą, lecz sam pisarz. Capote owija sobie wokół palca Smitha, który z czasem traktuje go jak przyjaciela i myśli, że pisarz chce mu pomóc. Capote w jednej z rozmów ze Smithem mówi: "Świat zapamięta was jako potworów, ale ja tego nie chcę". Wydaje się, że reżyser również tego nie chciał, gdyż wobec bezwzględności Capote, mordercy stają się ofiarami w rękach pisarza. I tak naprawdę tytuł książki "Z zimną krwią" można zarówno odnieść do morderstwa, jak i technik używanych przez Capote do wydobycia informacji. Bezkompromisowe metody pisarza są jednak mieczem obosiecznym. Capote nie potrafi zachować dystansu wobec Smitha. Odnajduje podobieństwa w dzieciństwie mordercy i swoim, przez co czuje do niego coś więcej niż sympatię. Ego pisarza z jednej strony i tłumiona sympatia z drugiej doprowadzają pisarza do obłędu. Próbuje on w sobie zagłuszyć sympatię do Smitha, zrywając z nim kontakt, jednak nie w pełni mu to się udaje.

"Capote" to przede wszystkim popis aktorski Philipa Seymoura Hoffmana. Dzięki jego kreacji film ogląda się z zainteresowaniem mimo antypatyczności głównej postaci. Hoffman potrafi zdobyć tą odrobinę sympatii dla Capote, która sprawia, że jego postać nie jest jednowymiarowa. De facto trudno ocenić, czy bolączki Capote wynikają z niemożności doprowadzenia powieści do końca, czy też pisarz z czasem czuje odrazę do swoich metod. Jedyne co dla mnie nie współgra w filmie, to obraz morderców, a zwłaszcza Smitha. W porównaniu z Capote, Smith jawi się jako zagubiona owieczka, która nie ma w sobie nic z mordercy, natomiast drugi z przestępców jest jedynie karykaturą bezmózgowego tępaka. Tak naprawdę trudno uwierzyć, że dokonali tak okrutnej zbrodni. Jak dla mnie jest to jedyny minus filmu, który jednak nie podważa faktu, że "Capote" to naprawdę dobry film.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 77% uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).
jackaroo
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)