Recenzja filmu Zabicie świętego jelenia (2017)
Yorgos Lanthimos

Co z tą tragedią?

"Zabicie świętego jelenia" zdaje się dosyć mocno osiadać w tradycji antycznej. Nawiązuje do Eurypidesowskiej tragedii – "Ifigenia w Taurydzie", a przy okazji koresponduje z wielkim dziełem ...
Filmweb sp. z o.o.
Na początku widz otrzymuje mocną dawkę Bacha, od której – słowo daję – można dostać drgawek uniesienia, po tym wszystkim jeszcze trochę klasyki i Ellie Goulding (rzecz jasna, cover), później jest już tylko lepiej – mieszanina mitologii, Arystoteles skrzyżowany z Eurypidesem, ale nie wszystko, tylko wybiórczo oraz dyskusja o kondycji człowieka w świecie ponowoczesnym. Dodałbym do tego jeszcze elementy Biblii, ale sam już nie wiem, czy ten miszmasz to tylko nadinterpretacja, czy tak już miało być.

Kardiochirurg (Colin Farrell) potajemnie spotyka się z  Martinem (Barry Keoghan) - synem pacjenta, który zmarł na jego stole operacyjnym. Decyduje się na przedstawienie go swojej żonie (Nicole Kidman) i dzieciom. Wkrótce syna państwa Murphy dopada tajemnicza choroba.

 Pierwszym kadrem Yorgos Lanthimos przepięknie otwiera swój film. Z perspektywy boskiej możemy oglądać operację na otwartym sercu, przy czym muzyka potęguje nastrój stokrotnie. Trzeba przyznać – scena robi wrażenie ogromne i prowokuje myśli – kto jest panem życia i śmierci? Bóg, czy kardiochirurg? Ale już za chwilę sprawy skomplikują się jeszcze bardziej. Zdjęcia z lotu ptaka przynoszą na myśl Boga, pojawia się człowiek – lekarz, jako ten, który nosi w sobie pierwiastek boskości, następnie Tanatos – pan śmierci i Tyche – bogini losu. Kto z nich wszystkich wygrywa te igrzyska? Znając mitologię i Pismo Święte, można się łatwo domyślić, że na pewno nie człowiek – najbardziej krucha istota we wszechświecie. Z tonącej od metafor i alegorii narracji wyłania się pytanie do widza – gdzie jest granica ludzkiej władzy, za którą znajduje się mur, którego nikt z nas nie jest w stanie przeskoczyć?

"Zabicie świętego jelenia" zdaje się dosyć mocno osiadać w tradycji antycznej. Nawiązuje do Eurypidesowskiej tragedii – "Ifigenia w Taurydzie", a przy okazji koresponduje z wielkim dziełem Arystotelesa – "Poetyką". Lanthimos traktuje jednak oba te utwory bardzo niekonsekwentnie i wybiórczo, sklepia z nich fragmenty i próbuje traktować, jako koherentną całość. Czy obraz ten można nazwać filmową próbą stworzenia obrazu na wzór antycznej tragedii? Otrzymujemy akcję napędzaną przez konflikt tragiczny, którą Arystoteles uważał za kluczowy element dramatu, jest i fatum. Teoretycznie jest także główny bohater, mający wzbudzić litość i trwogę, co ma doprowadzić do oczyszczenia – czy doprowadza, to już indywidualna kwestia każdego widza. Odstępstwa od starożytnych dzieł pojawiają się już w budowie obrazu, która odnosi się do konstrukcji tragedii antycznej, lecz nie w stu procentach. Film dyskwalifikuje także brak kategorii mimesis. Akcja być może naśladuje wyobrażenia o mitologicznej rzeczywistości, ale traci na sile oddziaływania w kontekście do współczesnego świata, ponieważ nawiązuje do niego nie poprzez naśladownictwo, lecz metaforę, co może zaprowadzić raczej do konsternacji, aniżeli oczyszczenia. Uważam to za największy i kardynalny błąd tego filmu. 

Obraz jest jednak kompilacją przepięknych i urzekających zdjęć – przepełnionych czasami jasnością promieni słonecznych lub szpitalnych lamp, a innym razem ciemnością i mrokiem. Wraz z muzyką, która niesamowicie oddaje nastrój, tworzy dzieło estetycznie nienaganne. Czuję jednak, że nie można tego samego powiedzieć o aktorstwie, w którym czegoś zabrakło - poruszenia, głębszego przeżycia toczących się dramatów. Tak jakby z winy scenariusza lub reżysera Farrell i Kidman nie mogli przenieść na ekran wszystkich emocji, które by chcieli.


"Zabicie świętego jelenia" miało szansę stać się czymś wielkim – numerem popisowym w filmografii Lanthimosa. Niestety coś zawiodło, coś nie dojrzało – jakaś koncepcja, jakiś pomysł lub po prostu chciano stworzyć ambitne kino dla mało wymagającej widowni, aby pokazać, że gdzieś w niedostępnych dla wszystkich oczu zakamarkach sztuki istnieje świat zbudowany z cierpienia, tragedii, nierozwiązywalnych dylematów i losu, którego ludzka siła nie może powstrzymać. Widzowi, który zna Arystotelesa i historię greckiej tragedii nie trzeba pokazywać, że można przeżyć tak wzniosłe uczucia, jak katharsis, trzeba mu po prostu dać materiał, który sprawi, że emocje upłyną same. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 68% uznało tę recenzję za pomocną (19 głosów).
patrykDJ2009
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)