Recenzja gry Hollow (2017)

Cycki i krew

Aby nie było żadnych niedomówień, melduję posłusznie, że tytuł niniejszej recenzji nie jest zwodniczy. Bynajmniej. Ale proszę się jeszcze nie podniecać, bo to nadal poniekąd clickbait.
Filmweb sp. z o.o.
  • platformy: Switch Hollow (2017)
Aby nie było żadnych niedomówień, melduję posłusznie, że tytuł niniejszej recenzji nie jest zwodniczy. Bynajmniej. Ale proszę się jeszcze nie podniecać, bo to nadal poniekąd clickbait.


Dwoję się i troję, chcąc znaleźć jakiś inny punkt odniesienia niż wyświechtane "Dead Space", ale za każdym razem, kiedy już wydaje mi się, że na styku synaps zderzonych w wyniku intensywnego dumania wykwita mniej zużyty tytuł, ostatecznie decyduję, że jednak nie. Bo choć kultowa już gra nie rozdziewiczyła gatunku kosmicznego survival horroru, to, chcąc nie chcąc, poprzez jego swoistą kodyfikację stała się wspólnym mianownikiem dla opowieści dziwnej treści o (pozornie) opuszczonych bazach na rubieżach galaktyki i pomykających po nich astronautach. I, przechodząc do rzeczy, powiedzmy sobie jasno: "Hollow" to dolne rejony skali przez ten tytuł wyznaczonej.

photo.title   photo.title   photo.title

Nie zaczyna się źle. Słabo klejący rzeczywistość pilot statku dostawczego dokuje na stacji wydobywczej położonej gdzieś na orbicie Jowisza. Owa kosmiczna kopalnia okazuje się jednak, jakżeby inaczej, niczym innym jak zawieszonym w mrocznej próżni nawiedzonym domem: ciemnym, bezgłośnym i zainfekowanym przez zmutowane maszkary. Tyle że trudno odepchnąć od siebie natarczywą myśl, że te egipskie ciemności to nie wynik przemyślanej strategii zespołu designerskiego, ale próba zamaskowania braku pomysłowości (a kiedy już skierujemy na coś światło latarki, nietrudno dostrzec, że bank tekstur liczył ze trzy pozycje na krzyż, które potem namiętnie kopiowano), zaś cisza jest błogosławieństwem, bo niekiedy trudno orzec, skąd dochodzą dane dźwięki. To nie koniec czepiania się, gdyż mało intuicyjne jest tu niemalże wszystko, od nieczytelnej, naniesionej na ekran gry mapy (z której i tak korzystać było mi nieraz wygodniej niż łazić po niemożliwych do rozróżnienia korytarzach) do ślimaczego chodu, który jest bodaj najbardziej irytującym elementem tej gry. Nasz pilot robi kroczki tak maciupcie, że zdążycie sobie zaparzyć herbatę, przytrzymując kciukiem gałkę pada, zanim przejdzie przez tunel. A prawdziwa zabawa zaczyna się przy próbie ucieczki przed potworem. Emocje gwarantowane jak na zawodach chodziarskich z balkonikiem. Generalnie przeprawy z rzeczonymi monstrami są całkiem niezłe, bo nawet jak uda nam się wymierzyć im kopniaka (przywykłem oszczędzać amunicję), to chyba nie sposób ich dobić bez broni palnej. Groteskowe maszkary zaprojektowano poprawnie, ale po linii najmniejszego oporu, z tym, że części dorobiono słusznego rozmiaru biust, chyba po to, aby zwiększyć atrakcyjność rozgrywki; jeśli, oczywiście, komuś nie przeszkadza, że owe piersi podczepione są do człekopodobnego stwora. Ale zagadkowej nagości – przed którą ostrzega stosowny komunikat na początku gry – jest tutaj więcej i choć absolutnie mi ona przeszkadza, to jednak głowiłem się nad tym dlaczego i po co. To jednak i tak najmniejszy problem "Hollow".


Nie ma zbytniego sensu dłużej kopać leżącego (aż korci, aby dodać z przekąsem, że nasz dziarski pilot nawet i tego nie potrafi), lecz nie sposób nie napomknąć o dziwacznym efekcie "zakłóceń", który miał imitować albo starą taśmę, albo efekt patrzenia przez wizjer hełmu, a jest zupełnie zbędny, czy miejscami koślawo napisanych kwestii zdradzających, że angielski nie jest pierwszym językiem scenarzysty. I faktycznie, jak odkryłem tuż przed przystąpieniem do pisania tej recenzji, Forever Entertainment to polskie studio. Tym bardziej żal, że uraczyło nas podobnym knotem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 36% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 2/10 bardzo zła