Recenzja filmu Cudowny chłopak (2017)
Stephen Chbosky
Anna Apostolakis-Gluzińska

Czasem słońce, czasem deszcz

Reżyser zgrabnie przeplata ze sobą sceny do śmiechu, płaczu i refleksji. Nawet jeśli stężenie "cukru w cukrze" przekracza dopuszczalne granice, a fabuła od pewnego momentu zaczyna dryfować bez ...
Filmweb sp. z o.o.
"Cudowny chłopak" wszedł na amerykańskie ekrany bez fanfar, w cieniu kosztującego piętnaście razy więcej widowiska "Liga sprawiedliwości". Mimo to skromny komediodramat zdołał zarobić za oceanem ponad 100 milionów dolarów, podbijając przy okazji serca widzów i recenzentów. Dowiódł tym samym, że w multipleksach jest jeszcze miejsce dla filmów bez efektów specjalnych i superbohaterów, a angażująca fabuła i utalentowana obsada to wciąż niezwykle silny lep na publiczność.


Scenariusz powstał w oparciu o wydaną w 2012 roku powieść R.J. Palacio. Relacjonuje ona rok z życia mieszkającej na Manhattanie rodziny. W domu państwa Pullmanów wszystko kręci się wokół 10-letniego Auggiego (Jacob Tremblay). Chłopiec urodził się z poważną wadą genetyczną, przez co wczesne dzieciństwo upłynęło mu pod znakiem nieustannych wizyt w szpitalach i na salach operacyjnych. Z powodu zdeformowanej twarzy bohater uczył się do tej pory pod okiem troskliwej mamy (Julia Roberts). Nadszedł jednak czas, by z otwartą przyłbicą skonfrontował się ze światem na zewnątrz. Auggie podejmuje więc wyzwanie, które z jego perspektywy jawi się niczym wyprawa na Księżyc. Idzie do podstawówki.

W swoim nowym filmie twórca "Charliego" Stephen Chbosky po raz kolejny bierze na warsztat historię outsidera próbującego odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Opowiada o nietolerancji, uprzedzeniach i samotności w szkolnej dżungli, ale w taki sposób, że po wszystkim widz opuszcza kino w świetnym  nastroju. "Cudowny chłopak" przekonuje bowiem, że wszyscy ludzie są: a) z natury dobrzy, b) inni niż nam się wydaje. Czasem trzeba tylko cierpliwie poczekać, aż odważą się zdjąć maskę zakładaną na potrzeby klasy, kolegów czy rodziny. Wystarczy spojrzeć na Auggiego, który z powodu nieszablonowej powierzchowności traktowany jest przez innych uczniów jak dziwadło. W rzeczywistości to przecież dzieciak jak każdy inny – rozkochany w "Gwiezdnych Wojnach" i grach wideo, niepewny siebie, spragniony towarzystwa rówieśników.


Reżyser zgrabnie przeplata ze sobą sceny do śmiechu, płaczu i refleksji. Nawet jeśli stężenie "cukru w cukrze" przekracza dopuszczalne granice, a fabuła od pewnego momentu zaczyna dryfować bez celu, "Cudowny chłopak" nie traci czaru.  Niemała w tym zasługa aktorów: ukrytego za udaną charakteryzacją Tremblaya, wcielającej się w jego zahukaną siostrę Izabeli Vidovic, wreszcie Owena Wilsona w roli najsympatyczniejszego filmowego taty od czasów Yondu ze "Strażników Galaktyki vol. 2". Dodajcie do tego elegancko sfotografowane plenery Nowego Jorku i okolic, miły dla ucha soundtrack oraz sporo smaczków dla fanów popkultury. "Cudowny chłopak" niby wciska nam banały w stylu "miej serce i patrzaj w serce", ale czyni to na tyle umiejętnie, że łyka się je bez popitki. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 94% uznało tę recenzję za pomocną (120 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry