Recenzja filmu Do diabła z miłością (2003)
Peyton Reed

Do diabła z miłością? Akurat!

Gdy film wyprodukowany przez fabrykę snów nosi tytuł "Do diabła z miłością", od razu wyczuwam podstęp. Jakie tam do diabła! Jest on, jest ona, będzie kilka przeszkód, może będą darli ze sobą ...
Filmweb sp. z o.o.
Gdy film wyprodukowany przez fabrykę snów nosi tytuł "Do diabła z miłością", od razu wyczuwam podstęp. Jakie tam do diabła! Jest on, jest ona, będzie kilka przeszkód, może będą darli ze sobą koty, ale i tak wszystko skończy się jak w bajce, a młoda i piękna para będzie żyć długo i szczęśliwie. Ale z drugiej strony może nie, może tym razem nie będzie hollywoodzkiego zakończenia, tylko bardziej życiowe?

Początek filmu jest piękny, sielankowy. Przenosimy się w słodkie lata 60., okres, w którym królowała mini, ostre kolory, eyelinery i tradycyjny podział ról. Mężczyźni utrzymywali żonę i dzieci, a kobiety jeśli pracowały to tylko do czasu zamążpójścia. Do Nowego Jorku przyjeżdża młoda pisarka, Barbara Novak, która chce wydać poradnik dla kobiet. Jego główne tezy brzmią "Zapomnij o miłości, skup się na karierze zawodowej, ciesz się seksem" . Dzięki przebojowej agentce, Vikki, książka zostaje zaakceptowana przez prezesów wydawnictwa i trafia na półki księgarni. W jednym egzemplarzu. Mimo przykuwającej uwagę okładce i tytułowi "Do diabła z miłością" ma małe szanse na tytuł bestsellera. Chyba, że autorką zainteresuje się Catcher Block, playboy i dziennikarz, sławny dzięki artykułom odsłaniającym prawdziwą twarz znanych osób. Jedynym sposobem na ośmieszenie książki Barbary jest uwiedzenie jej autorki. Czy jednak Novak da się złapać w sieć Catchera? A może tym razem jego prawdziwa twarz zostanie odsłonięta?

Akcja filmu ma miejsce głównie w eleganckich i kolorowych restauracjach, klubach oraz apartamentach. Cały świat zdaje się cukierkowy, idealny. Również landrynkowe stroje głównych bohaterów dodają mu jeszcze więcej słodyczy. Czy da się oglądać taki słodki film i poczuć mdłości?
Wbrew pozorom, da się. "Do diabła z miłością" to dość przewrotna parodia typowych komedii romantycznych. Bohaterowie byli wzorowani na postaciach granych w latach 60. przez Doris Day i Rock Hudson (tacy ówcześni Meg Ryan i Tom Hanks), ale odbitych w krzywym zwierciadle.
Scenarzystki, Eve Ahlert i Dennis Drake, świadomie nawiązują do znanych, filmowych schematów, bawiąc się nimi. Przesłodzony styl noszenia się i zachowania postaci, kontrastuje z ostrymi, a nawet pieprznymi, dialogami. Twórcom filmu udało się oddać nie tylko słodycz, ale i pewne charakterystyczne elementy kultury popularnej lat 60. Przykładem jest scena, w której rodzina, je kolacje na plastikowych tackach (dzieci na podłodze, rodzice na modnym modelu kanapy) i ogląda wieczorny program Eda Sullivana.
Gdy na początku filmu, widz przyjmie i zaakceptuje zaproponowaną konwencję, odbierze "Do diabła z miłością" jako miłą komedię romantyczną z przymrużeniem oka. Jeśli ją natomiast odrzuci, obejrzy sztuczną, przesłodzoną i głupiutką opowiastkę.

W swoich rolach dobrze znajdują się aktorzy - Ewan McGregor i Renée Zellweger.
Ich wybór jest ciekawy w kontekście poprzednich ról. W "Moulin Rouge!" Ewan McGregor grał romantyka, czekającego na miłość, podobnie jak Renée Zellweger w "Dzienniku Bridget Jones". Catcher i Barbara są przeciwieństwem obu tych dwóch postaci. I choć przerysowani, bardziej komiksowi niż filmowi, budzą sympatię. Co prawda Renée Zellweger gra już nieco manierycznie, ale akurat w "Do diabła z miłością" mieści się w parodystycznej konwencji.

Trudno mi was zdecydowanie zachęcić lub zniechęcić do tego filmu, bo nie obudził we mnie zbyt silnych emocji. Jest to miła, kolorowa komedyjka, która dobrze nadaje się na jesienny ponury wieczór z przyjaciółkami lub na randkę. Bardziej spodoba się paniom, ze względu na panującą modę na styl i makijaż wczesnych lat 60. Panom natomiast polecałabym zamiast coli, popijać w trakcie seansu kawę. Gorzką.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 97% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)