Recenzja filmu Życie na podsłuchu (2006)
Florian Henckel von Donnersmarck

Dobry słuch w państwie moralnej dwuznaczności

Nie wiem, ilu czytelników miało kiedykolwiek przed oczami teczkę przygotowaną przez agentów bezpieki. Ja widziałem taką teczkę tylko raz, podczas zwiedzania regionalnego oddziału tzw. "Urzędu ...
Filmweb sp. z o.o.
Nie wiem, ilu czytelników miało kiedykolwiek przed oczami teczkę przygotowaną przez agentów bezpieki. Ja widziałem taką teczkę tylko raz, podczas zwiedzania regionalnego oddziału tzw. "Urzędu Gaucka" we Frankfurcie nad Odrą. Instytucja ta zajmuje się udostępnianiem materiałów Stasi, przede wszystkim osobom poszkodowanym przez służby bezpieczeństwa dawnego NRD. Jeden z pracowników wyciągnął na chybił trafił akta z jednego z licznych regałów. Pożółkłe kartki upstrzone były ciemnymi plamami skrzętnie skrywającymi nazwiska przed wzrokiem niepowołanych osób. Już nie pamiętam, jaką sprawę opisywały dokumenty - sąsiada inwigilującego sąsiada, żonę donoszącą na męża, studenta informującego o kolegach z roku... Ciekawiło mnie wówczas, kim byli donosiciele i ludzie, o których bezpieka koniecznie chciała tyle wiedzieć. Oczywiście uświadamiałem sobie konieczność dyskrecji, ale ciekawość i potrzeba zrozumienia pozostały. Co konkretnie pchnęło jednych do zdrady, drugich do oporu, a trzecich do lawirowania pomiędzy jednym i drugim? Odpowiedź, przynajmniej częściową, przyniosło "Życie na podsłuchu" Floriana Henckel von Donnersmarcka.

Większość bohaterów filmu to osoby z samej czołówki - zarówno władzy, jak i życia kulturalnego. Von Donnersmarck, reżyser i scenarzysta w jednej osobie, ukazuje dwuznaczny splot obu środowisk, perwersyjną wzajemną zależność między partyjnymi kacykami, którzy rozdają przywileje wedle własnego uznania, ale jednocześnie potrzebują przynajmniej pozorów akceptacji od korzystających z owych przywilejów artystów.

Znany pisarz Georg Dreyman uczestniczy w tej grze pozorów bardzo aktywnie. Wychodzi z założenia, że tylko w ten sposób będzie mógł zrobić coś dla przyjaciół, a przy okazji zachować prawo publikacji, mieszkanie i pozycję w życiu publicznym. Jedno drugiemu przecież nie przeszkadza, po cóż silić się na melodramatyczne gesty. Zamiast bezskutecznie próbować wygrać, lepiej po prostu grać, zdobywając drobne ustępstwa. Los przyjaciela - reżysera skazanego na milczenie - uświadomi mu, jak łatwo szereg drobnych ustępstw może zakończyć się całkowitą przegraną.

Jednak najbardziej interesującą postacią "Życia na podsłuchu" nie jest dla mnie ani Dreyman, ani jego partnerka, aktorka Christa-Maria Sieland, która wprawdzie umie zdobyć się na jasny ogląd sytuacji, ale paraliżowana jest przez lęk i niepewność. Minister Hempf i naczelnik Grubitz to niby odrażający, ale jednocześnie straszliwie przewidywalni karierowicze. Najciekawszy jest ten, kto słucha, kto dosłownie zamienił się w słuch do tego stopnia, że stracił własną osobowość.

Agent Gerd Wiesler to spełniony sen marksistowskiego ideologa, człowiek bez właściwości, który wydaje się nie żywić do nikogo i wobec niczego żadnych uczuć. Tę jego bezbarwność podkreśla dodatkowo łysa głowa i kamienny wyraz twarzy, który z żelazną konsekwencją utrzymuje aktor Ulrich Muhe (Europejską Nagrodę Filmową zdobył moim zdaniem w pełni zasłużenie). To właśnie ów wzorowy funkcjonariusz doświadczy moralnego przebudzenia. Hempf i Grubitz odczuwają ludzkie namiętności, nienawidzą, pożądają - tyle że są zbyt głupi albo zbyt ambitni, aby zaspokoić te pragnienia uczciwie. Wiesler dopiero odkrywa w sobie nie tylko przyzwoite odruchy, ale w ogóle jakiekolwiek uczucia. To dlatego jego metamorfoza jest tak poruszająca.

Florian Henckel von Donnersmarck wielokrotnie wskazywał, iż wzorem jest dla niego Robert Zemeckis. Może się to wydawać dość zaskakujące. W końcu inteligentne kino rozrywkowe, choć często mierzy się z trudnymi tematami, wydaje się jednak formułą nie dość pojemną, by mogła pomieścić bolesne rozrachunki z komunistyczną przeszłością. Niemiecki reżyser udowodnił, że to nieprawda. "Życie na podsłuchu" obfituje wprawdzie w bardzo wyraziste postacie i efektowne zwroty akcji, ale twórcy nigdy nie posuwają się do efekciarstwa. Fragmenty, które w oderwaniu od całości mogłyby zostać uznane za zbyt naiwne, uproszczone czy patetyczne, zostały tutaj bardzo umiejętnie skontrapunktowane ironią. Doskonałym przykładem scena, w której Wiesler próbuje naśladować z prostytutką miłosne uniesienia Sieland i Dreymana.

Zresztą nawet patos znajduje w tej historii swoje uzasadnienie. W końcu reżyser stara się nam powiedzieć, że aby zerwać z uwikłaniem, brudnymi kompromisami, jakich musimy dopuszczać się każdego dnia, trzeba być "większym niż życie". Czasem zdolni są do tego nie krzykliwi herosi, ale cisi bohaterowie. Ci niepozorni ludzie wprawdzie na ogół milczą, ale za to potrafią doskonale słuchać.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 97% uznało tę recenzję za pomocną (143 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie