Recenzja filmu Sobibór (2018)
Konstantin Chabienski

Droga do wolności

Wydaje się, że film Konstantina Chabienskiego sprawdzi się najlepiej w ramach szkolnej wycieczki do kina – "Sobibór" to bowiem w dużej mierze film edukujący. Zanim rozpocznie się właściwa ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Sobibór (2018)
Wydaje się, że film Konstantina Chabienskiego sprawdzi się najlepiej w ramach szkolnej wycieczki do kina – "Sobibór" to bowiem w dużej mierze film edukujący. Zanim rozpocznie się właściwa akcja Chabienski przedstawia w nim kolejne aspekty życia w nazistowskim obozie zagłady – począwszy od przyjazdu do Sobiboru nowych więźniów niezdających sobie zupełnie sprawy z grozy sytuacji, przez proces ich segregacji oraz drogę do komór gazowych, po odczłowieczającą beznadzieję egzystencji tych, którzy wciąż – bądź jeszcze - żyją. Te wymowne, ale jednocześnie odmalowane z poetycką wrażliwością obrazy na pewno zapiszą się w ich pamięci. Gorzej, że od momentu, w którym film Chabienskiego zaczyna się robić najciekawszy fabularnie, może on – paradoksalnie – okazać się dla tych samych widzów zbyt brutalny.    


Sedno opowieści filmu stanowi bowiem bunt więźniów Sobiboru. Oto kilku najodważniejszych łagierników postanawia zabić w ciągu jednego dnia kilkunastu strażników i uratować w ten sposób wszystkich osadzonych. Jakiekolwiek inne próby ucieczki kończą się bowiem do tej pory niepowodzeniem i surowymi restrykcjami wobec pozostałych. Buntownicy, na czele których stanął Aleksander Peczerski, muszą się jednak śpieszyć. Okazuje się bowiem, że lada dzień ich obóz może zostać zlikwidowany.

Niektóre sceny mordowania kapo są tak krwawe, że nie powstydziłby się ich nawet sam Quentin Tarantino. W swoich najmocniejszych momentach film Chabienskiego może nawet przywodzić na myśl słynne sekwencje z "Bękartów wojny" – w końcu i tu, i tu dokonuje się tak upragniona zemsta na okrutnych i bezkarnych oprawcach. Chabienski nie idzie jednak tropem twórcy "Pulp Fiction". Zabójstwa nazistów w "Sobiborze" nie przynoszą radosnego oczyszczenia, dla niektórych z morderców kończą się wręcz szaleństwem. Niemniej – podjęcie działania przez bohaterów Chabienskiego ożywia w końcu mozolnie rozkręcającą się fabułę i wprowadza elementy sensacyjnego napięcia. Co mimo powagi tematu – trzeba "Sobiborowi" policzyć zdecydowanie na plus.


Sensacyjnego charakteru filmowi dodają też nieodstające od hollywoodzkich produkcji efekty specjalne – szczególnie widowiskowa jest sekwencja, w której pędzący w slow motion tłum uchyla się przed seriami z karabinów maszynowych i wybuchami granatów (!). Problemem "Sobiboru" jest jednak to, że na każdy jego atut przypada jeden mankament. Już w pierwszych scenach uderza na przykład tendencyjna gra aktorów i nie za dobry casting (dość wspomnieć znanego z polskich seriali Mikołaja Krawczyka czy zbyt egzaltowaną Felice Jankell). Obsadzenie Christophera Lamberta w roli enigmatycznego, budzącego grozę kapo też nie przynosi porządnego efektu – przechadzający się po obozie niczym duch i rzucający raz za razem puste spojrzenia gwiazdor "Nieśmiertelnego" rozbija realizm świata przedstawionego i wywołuje momentami – jak sądzę – niezamierzony komizm (dla równowagi – pierwszorzędny w swojej roli jest małoletni Kacper Olszewski). Zaangażowanie się w akcję utrudniają także zbyt długie melodramatyczne sceny, które zamiast wzruszać, osłabiają budowane napięcie.

Wrażliwi widzowie znajdą jednak w "Sobiborze" chwytające za serce sekwencje. Szczególnie duże wrażenie robią ostatnie minuty filmu z obrazem biegnącego przed siebie chłopca – niewiadomo dokąd i nie wiadomo jak jeszcze długo. Bo wolność, jaką właśnie zyskał, w wojennych realiach wcale nie oznaczała prostej drogi do szczęścia. Za sprawą podobnych obrazów "Sobibór" może pozostać z widzami na długo.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni