Recenzja filmu Krucyfiks (2017)
Xavier Gens

Egzorcyzmy według dyletantów

"Krucyfiks" jawi się jako przydługa, pozbawiona wyobraźni gra wstępna, która jedynie testuje cierpliwość pasjonatów gatunku. Na szczęście dla twórców, większość widzów będzie tak znudzona filmem, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Krucyfiks (2017)
"Krucyfiks" zaczyna się od blagi. Pierwsze, co wita widza, to napis informujący o tym, że film inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami. Niby to prawda. Punktem wyjścia jest bowiem sprawa księdza i kilku zakonnic oskarżonych o morderstwo kobiety podczas egzorcyzmów. Fałszem jest to, co ów początkowy napis filmu obiecuje: że nie będzie to kolejna krwawa bajeczka wymyślona w "chorych" głowach specjalistów od horrorów.


Prawda szybko wychodzi na jaw i już po kilku minutach jasne staje się, że z "faktami" i "prawdziwymi wydarzeniami" film Xaviera Gensa nie będzie miał wiele wspólnego. Wystarczy spojrzeć na obraz rumuńskiej prowincji. Niewielkiej miejscowości, do której przybywa młoda dziennikarka w poszukiwaniu materiału na kolejny artykuł, bliżej jest bowiem do wsi z baśni braci Grimm albo powieści Brama Stokera o Draculi, niż do autentycznego obrazu Rumunii początku XXI wieku. Zestaw bohaterów wyjęty zaś został z encyklopedii klasycznego horroru, zaczynając od surowych zakonnic i przystojnych księży, na lokalnych mieszkańcach z tajemniczymi przypadłościami i mocami kończąc.


Nic w tym filmie nie wypada naturalnie i wiarygodnie. Kolejne sceny sprawiają wrażenie mechanicznie skopiowanych i nonszalancko posklejanych w niechlujną całość. Trudno się jednak temu dziwić, skoro twórcy najwyraźniej nie bardzo wiedzieli, jaki film chcą nakręcić. Początek sugeruje, że Gens i scenarzyści zamierzają z "Krucyfiksu" zrobić opowieść w stylu "Z archiwum X". Główna bohaterka kreowana jest na sceptyczną dziennikarkę, która chce zdemaskować groźne dla społeczeństwa zabobony Kościoła. Jej partnerem i oponentem zarazem jest młody ksiądz, który rzecz jasna wierzy w siły piekielne i ich wpływ na zwyczajnych śmiertelników. Kolejne etapy śledztwa, rozmowy z zakonnicami, egzorcystą, lekarzem pogotowia, psychiatrą i bliskimi zmarłej są świetnym pretekstem do fascynującego pojedynku racji. Raz szala mogłaby się przechylać na stronę rozsądnych wyjaśnień, by po chwili przechylić  się na korzyść świadectw paranormalnych. Jednak twórcy od pierwszej sceny ignorują ten potencjał i narzucają jedyną właściwą interpretację. Za każdym razem, kiedy w scenie pojawiają się niejednoznaczne wydarzenia, efekty dźwiękowe jasno dają do zrozumienia, że dzieje się więcej, niż nauka i zdrowy rozsądek są w stanie wyjaśnić.


Kiedy w końcu zostajemy skonfrontowani z prawdą (tak, jak ją chcą widzieć reżyser i scenarzyści), film jest już prawie skończony. Finałowa sekwencja, choć wizualnie wygląda całkiem ciekawie, trwa ledwie kilka minut, co nie może usatysfakcjonować żadnego prawdziwego fana horroru. Ostatecznie więc "Krucyfiks" jawi się jako przydługa, pozbawiona wyobraźni gra wstępna, która jedynie testuje cierpliwość pasjonatów gatunku. Na szczęście dla twórców, większość widzów będzie tak znudzona filmem, że nie starczy im już sił, by czuć irytację na reżysera i scenarzystów za złożenie obietnic bez pokrycia. Gens może mieć jednak problem z kolejnym filmem, bo ci, którzy obejrzą "Krucyfiks", raczej mu ponownie nie zawierzą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby