Recenzja filmu Najlepszy (2017)
Łukasz Palkowski

Forma kontra treść

Jak dobry jest "Najlepszy"?
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Najlepszy (2017)
Gdy film otwiera scena, w której bohater robi coś szalonego, a w tle słychać "Born to be wild", może to oznaczać jedną z dwóch rzeczy: reżyser albo przespał ostatnie 50 lat kinematografii i nie wie, że piosenka ta została już wykorzystana na wszystkie możliwe sposoby, a używanie jej w 2017 roku trąci myszką, albo świadomie zignorował ten fakt. Palkowski raczej nie spał, bo garściami czerpie z klasyków  współczesnego kina. Mamy tu "Rocky'ego", "Requiem dla snu" a nawet skojarzenia z "25. godziną" czy tanimi horrorami. Wszystko to, by opowiedzieć historię prawdziwą i, zdawałoby się, ze wszech miar filmową.
photo.title

Jerzego Górskiego (Jakub Gierszał) poznajemy w latach siedemdziesiątych, gdy osuwa się w objęcia narkotycznego nałogu. Podobnie jak jego koledzy i dziewczyna (Anna Próchniak) tkwi w tym przez kilka kolejnych lat. Gdy w końcu przychodzi czas na zmiany, udaje się do ośrodka leczenia uzależnień, a tam obiera sobie cel jakim jest wygranie amerykańskiego triathlonu "Ironman".
"Najlepszy" zbudowany jest z małych elementów. W warstwie technicznej są to znane z hollywoodzkiego kina motywy i schematy. W warstwie fabularnej - narracyjne epizody mające wprowadzić jakiś wątek czy postać, albo pchnąć bohatera w nowym kierunku. Czasem obie te warstwy występują jednocześnie. Ta fragmentaryczność z początku silnie wspierana jest przez bardzo dynamiczny montaż. Pierwsze 15 minut, to zbiór krótkich ujęć, które teoretycznie mają dynamizować historię, ale przez to, że nie ma między nimi czasu na oddech, a i w samej fabule niewiele się wtedy dzieje, powodują irytację i skutecznie przeszkadzają w wejściu w opowieść.
photo.title

Ogólny cel, do którego zmierza bohater, zostaje określony po 30 minutach. Przez ten czas poznajemy kolejnych bohaterów, z których część pojawia się tylko na scenę czy dwie (jak postać Artura Żmijewskiego), znikając po wypełnieniu swojej roli w strukturze opowieści. Ich motywacje nie są istotne, często bywają niezrozumiałe. To bardziej typy, lawirujące wokół głównego bohatera, który zresztą sam nie wie, do czego zmierza. Jego pierwotny cel, wyjście z nałogu, jest zbyt mało konkretny, by móc wyznaczyć satysfakcjonujący moment zakończenia filmu, zostaje więc doprecyzowany. Jerzy postanawia wygrać triathlon Ironman.
Niby mamy tu wszystko co powinien mieć dobry dramat sportowy: jest mentor (a nawet trzech), który zmusza bohatera do walki ze słabościami, są montaże treningowe (nawet dwa) jest wreszcie finałowy wyścig, po którym powinno przyjść katharsis. Film Palkowskiego wydaje się jednak pusty. Teoretycznie temat jest niebanalny - walka z samym sobą, wychodzenie z nałogu, biografia człowieka, który osiągnął sukces. Za dużo tu jednak obrazów, które od lat przewijają się przez podobne produkcje w USA, żeby nie odnieść wrażenia, że twórcy skupili się na formie, ale za mało czasu poświęcili treści.
photo.title

Historią Jerzego Górskiego w "Najlepszym" rządzi przypadek. Bohater odbija się od sceny do sceny, dążąc do jakiegoś końca, który nie zostaje nawet określony przez niego samego. W poszczególnych postaciach widać grube nici scenariusza, kolejne kroki struktury, które wypadałoby odhaczyć. Tu go ktoś wesprze, tam ktoś będzie przeszkodą. W jeszcze innym momencie, ktoś wreszcie wspomni o Ironmanie, a zadaniem Jurka będzie jedynie podchwytywać pomysły, ulegać wpływom i grać kartami, które ktoś mu rozda. Wszystko to sprawia, że trudno głównego bohatera traktować jako źródło motywacji czy wzór silnego charakteru.
Łukasz Palkowski ponownie połączył prawdziwą historię z Polski, z formami opowiadania podpatrzonymi za oceanem. O ile jednak w "Bogach" film niesiony był przez bohatera, o tyle w "Najlepszym" ciężar spoczywa na barkach formy. A że forma nie jest już świeża, to i ugina się pod ciężarem wątków i postaci, sprawiając, że wszystko niby jest odhaczone, tylko satysfakcji brak.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 27% uznało tę recenzję za pomocną (55 głosów).