Recenzja filmu Królewicz Olch (2016)
Kuba Czekaj

Fuck You, Goethe!

Choć "Królewicz…" wydaje się obarczony zbyt wieloma wadami, by stanowić artystyczne spełnienie, bez wątpienia wciąż warto kibicować jego reżyserowi. Nawet ambitna porażka skłonnego do ...
Filmweb sp. z o.o.
"Królewicz Olch" to brat – bliźniak innego filmu Kuby Czekaja – głośnego "Baby Bump". Oba te tytuły łączy nie tylko podjęcie tematyki dojrzewania, lecz także oniryczny klimat i zamiłowanie reżysera do formalnych ekstrawagancji. O ile jednak "Baby…" przypominało przy okazji ożywczy wybryk chuligana, o tyle "Królewicz…" ma więcej wspólnego z referatem wygłaszanym przez  klasowego prymusa.


Nie sposób czynić Czekajowi zarzutu z samego faktu, że tym razem postanowił opowiedzieć o wkraczaniu w dorosłość w sposób zupełnie poważny. Po co jednak od razu przywoływać na pomoc cytowanego w oryginale Goethego, fizykę kwantową, psychoanalityczne teorie Junga i filozoficzne dywagacje zaczerpnięte jakby wprost ze szkicownika maestro Zanussiego? Pytanie to staje się zasadne tym bardziej, że obecność wszystkich tych uczonych inspiracji pozwala oczekiwać od reżysera dojścia do prawdziwie wiekopomnych konkluzji. Stojąca za filmem myśl, zgodnie z którą warunek osiągnięcia dojrzałości stanowi przejście ze świata wyobraźni do uniwersum racjonalizmu, jest tymczasem całkiem ciekawa, lecz niezbyt odkrywcza. Co więcej, z całą pewnością nadaje się do wyrażenia w sposób znacznie mniej egzaltowany.

Wszystko to nie oznacza, że "Królewicz Olch" pozbawiony jest elementów godnych uwagi. W swoim drugim filmie Czekaj potwierdza, że ma ogromny talent do tworzenia hipnotyzujących, zapadających głęboko w pamięć obrazów. W "Królewiczu…" rolę taką pełni przede wszystkim, jednocześnie euforyczna i podszyta podskórnym niepokojem, scena urodzin głównego bohatera, wybitnie zdolnego nastoletniego naukowca. Reżyser potwierdza także, że potrafi pewną ręką prowadzić aktorów. Bardzo dobrze prezentuje się na ekranie zwłaszcza – znany już z "Baby Bump" – duet Agnieszka Podsiadlik-Sebastian Łach. Aktorka tworzy bardziej powściągliwą wariację na temat zagranej w tamtym filmie roli apodyktycznej i nadopiekuńczej matki. Jej ekranowy partner buduje natomiast na ekranie postać skrajnie odmienną niż uroczo groteskowy Pan Porucznik z "Baby Bump". Szorstki i małomówny Ojciec z "Królewicza" ma w sobie tajemniczość nadającą jego postaci – pożądany przez reżysera – wymiar archetypu. Dwójce doświadczonych aktorów kroku dotrzymuje debiutujący na dużym ekranie Stanisław Cywka, który unika karykaturalności nawet, gdy jego bohater zachowuje się zgoła histerycznie.


Tym większa szkoda, że – pomimo poświęcenia ze strony aktorów – trudno zaangażować nam się w losy odgrywanych przez nich postaci. Przeszkodą nie do przeskoczenia okazuje się pod tym względem scenariusz, którego zagmatwanie potęguje dość chłodną atmosferę filmu i utrudnia nawiązanie więzi z protagonistami. Chwilami łatwo odnieść wrażenie, że Czekaj niespecjalnie interesuje się swoimi postaciami i używa ich wyłącznie do zilustrowania nurtujących go problemów. Pod tym względem okazuje się zresztą zaskakująco podobny do filmowych rodziców, którzy za wszelką cenę próbują wtłoczyć swojego syna w społeczne ramy.

Choć "Królewicz…" wydaje się obarczony zbyt wieloma wadami, by stanowić artystyczne spełnienie, bez wątpienia wciąż warto kibicować jego reżyserowi. Nawet ambitna porażka skłonnego do ryzyka Czekaja satysfakcjonuje bowiem bardziej niż wykalkulowane sukcesy większości jego kolegów po fachu. Młody reżyser już teraz dysponuje unikalną wrażliwością wizualną czyniącą z niego jednego z twórców zdolnych do uwolnienia polskiego kina od terroru "małego realizmu". Jeśli Czekaj doda do tego jeszcze umiejętność tworzenia angażujących emocjonalnie historii, całkiem możliwe, że – wzorem swojego bohatera – w niedługim czasie wyrośnie na geniusza.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)