Recenzja gry L.A. Noire (2011)
Brendan McNamara

Głęboka czerń

To zerojedynkowy hołd złożony czarnemu kryminałowi: cynicznym twardzielom i naiwnym umarlakom, światu bez Boga i sytuacjom bez wyjścia, upadłym anielicom i profetom w filcowych kapeluszach.
Filmweb sp. z o.o.
Gdy w jednej z pierwszych misji "L.A.Noire" przeszukujemy dom wpływowego producenta filmowego, trafiamy na interesujące znalezisko. To model najsłynniejszego elementu scenograficznego "Nietolerancji" Davida Warka Griffitha – babilońskiego dziedzińca. Makieta makiety, podwójna pętla, fikcja kina sprowadzona do mikroskali. Podobnie jest z całą grą Rockstar Games – przepięknym refleksem wielkiego kina, odbijającego wielką literaturę. To zerojedynkowy hołd złożony czarnemu kryminałowi: cynicznym twardzielom i naiwnym umarlakom, światu bez Boga i sytuacjom bez wyjścia, upadłym anielicom i profetom w filcowych kapeluszach. Wszystkim, których racje nic nie zmieniły, i tym, którzy pomylili się tylko raz.

Chandler byłby dumny. Kojarzące się z otwarciem "Dotyku zła" Wellesa menu i zapisane pulpową czcionką tytuły kolejnych misji wprowadzają nas w amerykańską rzeczywistość lat 50. Powojenny, kwitnący, a jednocześnie zarażony mccarthyzmem kraj desperacko poszukuje herosów masowej wyobraźni. Selekcja odbywa się nie tylko na kartach literatury i w mrokach kinowej sali, lecz również na ulicy, gdzie służby miejskie walczą o prestiż i nadwątlone za sprawą korupcji społeczne zaufanie. Czy pomoże im funkcjonariusz Cole Phelps, weteran wojenny pokonujący kolejne szczeble policyjnej kariery? Pomoże. O ile tylko gracz znajdzie na tę wyczerpującą obywatelską pracę od dwudziestu pięciu do trzydziestu godzin.

Zaczynamy jako krawężnik zabezpieczający teren przed wizytą detektywów. Później awansujemy do wydziału drogowego, następnie będziemy działać w wydziale zabójstw, by przez obyczajówkę trafić prosto w paszczę lwa – do wydziału podpaleń, gdzie czekają nas najtrudniejsze śledztwa. Przyjęta przez twórców formuła rozbija opowieść na szereg niepowiązanych śledztw, wśród których rodzynkami są nieco większe i bardziej skomplikowane narracje (vide sprawa morderstwa Elizabeth Short alias Czarnej Dalii). Biorąc pod uwagę wcześniejsze dokonania Rockstar Games, czyli m.in. "muskularne" fabuły dyptyku "Red Dead Revolver/Redemption" oraz serii "GTA", jest to krok w tył. Z drugiej strony, podobna konwencja wydaje się eleganckim nawiązaniem do fragmentarycznego charakteru pulpowej literatury. Intertekstualne aspiracje twórców sięgają oczywiście o wiele dalej – pojawiają się misje nawiązujące do "Bulwaru Zachodzącego Słońca" i do "Sokoła maltańskiego", zaś w jednym z kin można obejrzeć fragment "Wielkiego snu" Hawksa (z tego samego filmu pochodzi zresztą obecna w grze księgarnia Geigera). Ukryte między wierszami, schowane na drugim planie, zaklęte w konkretnych bohaterach, a nawet w sposobach kadrowania i zapośredniczonym języku kina, rzeczone nawiązania czynią z utworu gratkę dla miłośników czarnego kryminału. Większość referencji wpisano tu w poetykę zwaną retro-noir.  "L.A. Noire" nie przywodzi bowiem na myśl klasycznych utworów z lat 40. To raczej klimat "Chinatown" Polańskiego, "Hollywoodland" Coultera i "Tajemnic Los Angeles" Hansona, czyli narracji post-noirowych, wyrosłych na gruncie współczesnej, rewizjonistycznej wrażliwości.

Z każdym kolejnym śledztwem powiększa się galeria niezapomnianych postaci oraz ich niezapomnianych... twarzy. Graficy włożyli mnóstwo pracy w odwzorowanie wirtualnych oblicz bohaterów, tak by z systemu przesłuchań uczynić clou programu. Udało się połowicznie, gdyż efektem ubocznym jest monotonia rozgrywki. Mimo świetnej fabuły, schemat kolejnych śledztw jest bliźniaczy: odprawa – oględziny miejsca zbrodni (świetny intuicyjny system zbierania dowodów!) – przesłuchanie świadków (zrealizowane dobrze od strony mechaniki, ale kiepsko umocowane w fabule; bez względu na przebieg i styl rozmowy, gra i tak "pchnie" nas dalej)  – wnioski – aresztowanie. Sprawy nie ratuje "pływający" model jazdy oraz iluzoryczny free-roaming. Możliwość swobodnego zwiedzania miasta nie jest już esencją zabawy (co mnie osobiście zresztą odpowiada), to dodatek do właściwej, mocno sfabularyzowanej rozgrywki (w mieście nie ma nic do roboty poza zgłoszeniami alarmowymi, które najczęściej kończą się sutą strzelaniną).  

Siła "L.A.Noire" nie tkwi jednak w swobodzie rozgrywki, lecz w fantastycznym klimacie, potężnej mitologii wpisanej w precyzyjną, efektowną formę oraz inteligentnie wykorzystanej ikonografii noir(e). Rockstar zwrócił graczom western, zwrócił gangsterkę, a teraz oddaje cały świat w kolorze czerni. Zasłużyli na papierosa i mocną kawę. Make it black.   
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (71 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia tę grę na:
1 10 7/10 dobra

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)