Recenzja filmu Lalki (2002)
Takeshi Kitano

Galeria pięknych obrazów

Mimo że film Takeshi Kitano otrzymał nagrodę publiczności festiwalu Nowe Horyzonty w Cieszynie, to raczej tłumów w kinach z jego powodu nie było. Bilety można było dostać bez problemu, a sale ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Lalki (2002)
Mimo że film Takeshi Kitano otrzymał nagrodę publiczności festiwalu Nowe Horyzonty w Cieszynie, to raczej tłumów w kinach z jego powodu nie było. Bilety można było dostać bez problemu, a sale były w połowie puste, albo w połowie pełne, jak kto woli.

Czemu należy przypisywać brak zainteresowania rzesz tak wartościowym i nagradzanym obrazem? Wydaje mi się, że główny problem leży w przyczynie nadawania nagród. Ostatnio zapanowała pewna masochistyczna tendencja wyróżniania dzieł trudnych i męczących. Jeżeli przez książkę ledwo udało się przebrnąć, zgubiwszy sens i fabułę na drugiej stronie - znaczy to, że powieść zasługuje na nagrodę. Jeżeli 114 minut filmu to przepiękne obrazy i kilka zaledwie wypowiedzianych słów, to znak, że należy takie dzieło wyróżnić.

I tak właśnie jest z "Lalkami" Takeshi Kitano. Jego film to wystawa pejzaży, którym uroku odmówić nie można. Przeczytałam w pewnej gazecie komentarz do tego filmu: Jeżeli nie zależy wam na porywającej akcji, lecz bardziej na pięknych obrazach - ten film jest dla was idealny. I rzeczywiście [person=46147]Katsumi Yanagishima[/person] postarał się o zachwycające zdjęcia, ale jeżeli chcę tylko obejrzeć obrazy, to idę do galerii, a nie do kina.

Fabuła tego filmu jest raczej prosta. Oto przeplatają się ze sobą historie trzech par. Pierwsza z nich to opowieść o Matsumato (Hidetoshi Nishijima), który porzuca swoją ukochaną Sawako (Miho Kanno) na rzecz zaplanowanego przez rodziców małżeństwa otwierającego drzwi do kariery. Jednak gdy Sawako po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala psychiatrycznego, chłopak nie może znieść wyrzutów sumienia, zabiera ukochaną i rusza z nią w żebraczą wędrówkę po Japonii. Razem z nimi przemierzamy w milczeniu cały kalendarzowy rok.
Druga historia opowiada o starzejącym się już bossie yakuzy, który w młodości porzucił ukochaną na rzecz zbrodniczej kariery i pieniędzy. Po latach odnajduje wierną mu kochankę. Jednak i ta opowieść nie kończy się szczęśliwie. Pewnego dnia yakuza zostaje zamordowany przez swoich wrogów, a nieszczęsna kobieta znów pozostaje samotna na ławce w parku w wiecznym oczekiwaniu.
Z tych dwóch opowiadań wysunąć można wniosek, że miłość nie czeka. Odrzucona, mści się całe życie, nie dając kochankom zaznać spokoju ni szczęścia. Raz popełnionego błędu naprawić się nie da (chociaż historia yakuzy pozostawia nam cień nadziei).

Jednak te prawidła i zasady burzy trzecia historia. Młoda gwiazdka pop zostaje oszpecona w wyniku wypadku, odsuwa się od życia i nikomu nie chcąc się pokazać żyje samotnie na uboczu. Jednak jeden z jej oddanych fanów, zakochany "po uszy" chłopak nie chce pogodzić się z odejściem ukochanej. Staje się kaleką byle tylko ona chciała go przyjąć, porozmawiać z nim, potrzymać za rękę. Ale nawet takie poświęcenie dla miłości nie gwarantuje szczęścia. Chłopak po spotkaniu z ukochaną ginie w wypadku.

Czyżby miłość zawsze była nieszczęśliwa, czyżby nie było zasad, reguł, szczęścia? Czy nasze życie jest kierowane z góry przez jakiegoś kapryśnego lalkarza, a my, ludzie, lalki wykonujemy bezwolnie jego rozkazy? Oto pytania dręczące widzów po obejrzeniu filmu.

Mimo, że przesłanie "Lalek" wydaje się głębokie, to jednak obraz ten nie wnosi nic odkrywczego. To, że świat jest zły, a ludźmi rządzi przypadek odkryli już starożytni.
Dużą wadą filmu jest jego tempo. Sceny dłużą się niemiłosiernie i chociaż przedstawiają piękne krajobrazy, to jak długo można patrzeć na kwitnącą wiśnię? Nawet dynamiczny, urywany montaż, tak teraz popularny i częsty, nie jest w stanie nadać historii "życia". Ponadto wydaje mi się, że jeśli chodzi o montaż, to twórcy filmu chyba trochę "przedobrzyli". Urywane, powtarzające się z różnej strony sceny czasem powtarzają się zbyt często, ukazując zbyt wiele, nie dając widzowi szans na domyślenie się, wyobrażenie pewnych zdarzeń. Może właśnie to jest także jedna z przyczyn wrażenia "dłużyzny" w filmie. Pewne zdarzenia są tak oczywiste, że wydaje nam się, że je widzieliśmy, a tymczasem reżyser właśnie teraz chce nam je pokazać i to nie raz, a wielokrotnie, bo z różnych perspektyw.
Kolejnym czynnikiem sprawiającym, że film nie jest łatwy w odbiorze są dialogi, a właściwie niemal zupełny ich brak. Widz jest świadkiem niemych wędrówek, milczących rozmów, szumu kwiatów i mimo, że milczenie jest złotem, to w zbyt dużej ilości nawet złoto może nudzić i ciążyć. Jeżeli już któryś z bohaterów "skusi się" na wypowiedzenie jakiejś kwestii, to jest ona banalna i nienaturalna. Zdaję sobie sprawę, że nie należy tej historii traktować w kategoriach rzeczywistości. Kitano przenosi nas do swojego własnego teatru lalek. Jednak odrobina realnych dialogów nadałaby filmowi wymiar bardziej uniwersalny.

Tak samo można by powiedzieć o przewidywalności pewnych zdarzeń. Już po paru minutach widz uświadamia sobie zakończenie filmu, a jego główne pytanie brzmi nie czy bohaterowie odniosą sukces czy poniosą klęskę, ale jak umrą. Oczywiste się robi, że umrzeć muszą. I oto gdy przechodzą cały rok po prostu spadają, prawie bez walki. Nie jest to jednak upadek zupełny, ale zawieszenie w beznadziei, nicości? Bohaterowie do końca pozostają bez wyrazu, nawet w ostatnich godzinach żadne z nich nie wyraziło na głos swych uczuć.

Prawdopodobnie przyczyny tego milczenia można się doszukać w różnicach obyczajowych. Japońska kultura pojawiająca się w filmie jest niewątpliwym utrudnieniem dla europejskiego odbiorcy. Nie mam tu na myśli odniesień do tradycji czy nawiązań do japońskich legend, ale właśnie wspomniane wyżej japoński charakter i ogładę. Bardzo męczyło mnie to oddalenie, opanowanie, ukrywanie uczuć i emocji u bohaterów, tak podobno naturalne i normalne w Japonii.
Trudno odmówić reżyserowi ciekawego pomysłu. Przenosi on widza w swój własny magiczny świat, w którym prawdopodobne zdarzenia mieszają się z bajeczną wędrówką dwóch przywiązanych do siebie kochanków w imponujących japońskich strojach. Przeplecenie wszystkiego oryginalnym japońskim teatrem lalkowym daje bardzo ciekawy efekt. Jednak pomimo to "Lalki" pozostaną dla mnie przede wszystkim galerią cudnych obrazów zmieniających się w zwolnionym tempie, przeplecionych prostymi historiami, z których nic nowego, a już na pewno optymistycznego nie wynika. Chce ktoś obejrzeć piękną Japonię? Zapraszam na film.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 21% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Elle
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)