Recenzja serialu Dr House (2004)
Keith Gordon
Deran Sarafian

Genialny doktor

Lubię amerykańskie seriale. W miarę regularnie śledziłem losy rozbitków lotu 815 ("Zagubieni") oraz ucieczkę Michaela Scofielda z więzienia ("Skazany na śmierć"). Wszystkie jednak po pewnym ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Dr House (2004)
Lubię amerykańskie seriale. W miarę regularnie śledziłem losy rozbitków lotu 815 ("Zagubieni") oraz ucieczkę Michaela Scofielda z więzienia ("Skazany na śmierć"). Wszystkie jednak po pewnym czasie -  po dwóch, trzech sezonach - zaczęły mi się nudzić. Najczęściej była to wina coraz gorszej fabuły - jakby scenarzyści tracili pomysły na kolejne odcinki. Zupełnie inaczej wygląda w przypadku "Dra House'a".

Doktor Gregory House (genialny Hugh Laurie) to piekielnie inteligentny, a przy tym zupełnie inny od typowych lekarzy, diagnosta ze szpitala Plinceton Plainsboro. Jest szorstki dla ludzi - pacjentów, poddanych, a nawet przełożonych, sam tworzy własne zasady, a dodatkowo nałogowo sięga po tabletki vicodinu mające złagodzić ból nogi. Każdy jednak, kto widział choć kilka odcinków serialu, wie, że House to tak naprawdę wrażliwy facet, choć prawie nigdy tego nie okazuje. Co warto nadmienić, jest niezwykle skuteczny. Mając do pomocy Cameron (Jennifer Morrison), Chase'a (Jesse Spencer) oraz Foremana (Omar Epps), zawsze odkrywa, co powoduje nieczułość na ból nastolatki czy krwawienie znanego magika.

Uwielbiam ten serial przede wszystkim za niesamowity humor. Słowne utarczki House'a czy też jego żarty są ozdobą każdego odcinka. Nie jest to na szczęście prymitywny rodzaj humoru - błyskotliwe dialogi serialowych lekarzy stoją na najwyższym poziomie i chwała za to genialnym scenarzystom. Popisali się oni również w wymyślaniu fabuły. Choć jest ona oparta na jednym schemacie - do House'a trafia pacjent, którego ten musi zdiagnozować - to przy licznych wątkach pobocznych, wspomnianym humorze oraz nieszablonowych przypadkach każdy odcinek ogląda się z zapartym tchem. To naprawdę wyczyn w przypadku serialu medycznego.

Co się tyczy aktorstwa to pierwsze skrzypce gra oczywiście Hugh Laurie. Dawno nie było w serialach tak wyrazistej, cieszącej się uwielbieniem milionów fanów, postaci. Nagrodzona dwoma Złotymi Globami kreacja genialnego diagnosty to rola życia Anglika. Chociaż drugoplanowe postacie spisują się również bez zarzutu to jednak trochę im brakuje do Lauriego. Nie oszukujmy się - doceniam pozostałych aktorów z obsady, ale to odtwórca głównej roli powoduje, że jest tutaj największą gwiazdą.

Jak już wspomniałem na początku, większość seriali z czasem zaczęła mi się nudzić. "Dr House" to chwalebny wyjątek, fenomen - oglądam z równym zainteresowaniem coraz to nowe odcinki, utwierdzając się w przekonaniu, że to najlepszy serial, jaki miałem okazję oglądać - ze wspaniałą fabułą, humorem, obsadą i muzyką. Jeśli masz trochę wolnego czasu, poświęć go na tę genialną historię - nie pożałujesz.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (75 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (7)

zobacz wszystkie