Recenzja filmu Jeszcze nie koniec (2017)
Xavier Legrand

Historia przemocy

Na pierwszy rzut oka tego rodzaju otwarcie powinno zwiastować dramat obyczajowy w rodzaju "Rozstania" albo "Niemiłości". Nic bardziej mylnego. Legrand, inaczej niż Farhadi i Zwiagincew, nie ...
Filmweb sp. z o.o.
Debiutujący w pełnym metrażu Xavier Legrand nie miał przed sobą łatwego zadania i musiał wytrzymać, rzadką w przypadku początkujących filmowców, presję. Wszystko dlatego, że "Custody" stanowi rozwinięcie poprzedniego dzieła reżysera – wielokrotnie nagradzanego, krótkometrażowego "Zanim stracimy wszystko". Na szczęście młody twórca stanął na wysokości zadania i udowodnił, że dysponuje nieprzeciętnym talentem. "Custody" okazuje się filmem przewrotnym, a jednocześnie dojrzałym i pozbawionym zbędnego efekciarstwa.

Debiut Legranda zaczyna się od 20-minutowej sekwencji w sądzie rodzinnym, przed jakim toczy się rozprawa o przyznanie opieki nad dzieckiem rozwodzącej się pary. Po wysłuchaniu zeznań matki i ojca sędzina stwierdza otwarcie, że nie wie, które z nich zasługuje na miano większego kłamcy. Wydany przez kobietę wyrok stwierdzający, że mały Julien będzie dzielił swój czas pomiędzy oboje rodziców, nie satysfakcjonuje żadnej ze stron.

Na pierwszy rzut oka tego rodzaju otwarcie powinno zwiastować dramat obyczajowy w rodzaju "Rozstania" albo "Niemiłości". Nic bardziej mylnego. Legrand, inaczej niż Farhadi i Zwiagincew, nie dryfuje w stronę uniwersalnych metafor, lecz staje po stronie kina społecznie zaangażowanego. Jednym z najważniejszych wątków "Custody" okazuje się rozdźwięk pomiędzy wartościami przyświecającymi prawnikom a nieprzystającą do nich rzeczywistością. Nie da się bowiem ukryć, że istotną przyczyną rozgrywającej się na ekranie tragedii pozostaje mechaniczne przywiązanie do idei małżeńskiej równości.

Na ważny aspekt debiutu Legranda wyrasta także kryzys tradycyjnie rozumianej męskości. Antoine Besson wyraźnie nie potrafi pogodzić się z faktem, że nie sprawdził się jako mąż i ojciec. Bodaj najbardziej boli bohatera świadomość, że najbliżsi potrafią doskonale radzić sobie bez niego. Starsza córka zdaje się w ogóle nie zauważać jego nieobecności, wspomniany Julien nie mówi o tatusiu inaczej niż "ten człowiek", a była partnerka szybko znalazła pocieszenie w ramionach innego mężczyzny. Skompromitowany samiec reaguje na swą klęskę rozpaczą i histerią, która coraz wyraźniej przeradza się w agresję. Antoine'owi nie daje do myślenia fakt, że w pewnym momencie odwracają się od niego nawet – okazujący na początku pełne wsparcie – rodzice. Żadnego znaczenia nie ma również to, że najbardziej poszkodowany w całej sytuacji okazuje się, Bogu ducha winny, Julien. Dla Antoine’a liczy się tylko to, że swoje problemy powinien rozwiązać "jak prawdziwy mężczyzna".

Towarzyszące bohaterowi wahania nastroju wywierają duży wpływ na tonację filmu. Początkowo rytm "Custody" jest spokojny, z rzadka tylko przerywany nagłymi wybuchami złości. Im bliżej finału, tym bardziej atmosfera jednak się zagęszcza, co skutkuje wytworzeniem się na ekranie napięcia rodem z thrillera. Utrzymana w tym duchu sekwencja wieńcząca film stanowi gorzko ironiczny rewers jego początku. Świat, który wydawał się uporządkowany i chroniony przez majestat sądu, zamienia się w chaotyczne uniwersum rządzone przez prawo silniejszego.

Finał robi wstrząsające wrażenie także dlatego, że rozgrywa się w – pozornie bezpiecznej – przestrzeni rodzinnego domu. Decydując się na taki manewr, Legrand doskonale wie, co robi. Zwodnicza swojskość czyni czającą się w filmie grozę jeszcze bardziej intensywną i trudną do zniesienia. Trzeba przyznać, że termin "domowe ognisko" dawno już nie wybrzmiał w kinie w sposób równie dosłowny.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 73% uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry