Recenzja filmu Symetria (2003)
Konrad Niewolski

Jeśli już idziesz sam do kina

...nie wyrzucaj biletu. Może się okazać twoim jedynym ratunkiem! Przesadziłabym, streszczając sens filmu Konrada Niewolskiego "Symetria" do tych dwu zdań. Nie jest to też najgłębsze jego ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Symetria (2003)
...nie wyrzucaj biletu. Może się okazać twoim jedynym ratunkiem!

Przesadziłabym, streszczając sens filmu Konrada Niewolskiego "Symetria" do tych dwu zdań. Nie jest to też najgłębsze jego przesłanie. Ale łączy te dwa bieguny jedna myśl: każdy z nas może znaleźć się pewnego dnia, przypadkiem nawet, w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Bohater filmu nie jest wybranym. To moralitetowy everyman, czyli każdy. W jego przeżyciach możemy ujrzeć potencjalność losu nas wszystkich.

Łukasza poznajemy w nietypowych okolicznościach. Jest młodym człowiekiem, którego na posterunku policji wskazuje staruszka, określając go jako winowajcę napadu na nią. Trudno na początku wywnioskować, czy rzeczywiście jest winny. Ale Łukasz opowiada, że w tym samym czasie był w kinie. Jak się okazuje, popełnił dwa błędy: nikomu o tym nie powiedział, a po seansie wyrzucił bilet. Nie ma alibi, a policja nie ma dowodów. Jedyną podstawą oskarżenia jest zatem... świadectwo staruszki, w tej sytuacji nie do podważenia.

Łukasz trafia do aresztu, do celi przejściowej. Za namową któregoś z więźniów jako miejsce odbywania kary wybiera celę grypsujących. Nie chce być "frajerem", chociaż jest niewinny.

Od tego momentu wydarzenia toczą się już tak, jakby Łukasz był osobą rzeczywiście odpowiedzialną za napad. Przechodzi etap "świeżaka", poznaje historie wszystkich współwięźniów, powoli zaczyna się stawać takim, jak oni. W końcu wszyscy wymierzają sprawiedliwość według swojego systemu wartości. Łukasz staje się pełnoprawnym obywatelem więzienia.

To wszystko, co widzimy na ekranie, wydaje się nieprawdopodobne, zaskakujące, wstrząsające. Do pewnego momentu bohater chce walczyć, ma nadzieję, że go wypuszczą, rozmawia z matką i siostrą, stara się być "porządny". Ale porządek w więzieniu znaczy coś zupełnie innego. Tytułowa symetria jest odwróceniem; po jednej stronie taka rzeczywistość, po drugiej niby też, ale odwrotna... Sądzę, że momentem przełomowym jest rozmowa Łukasza z Dawidem (więźniem-intelektualistą, który zamordował gwałciciela swojej ukochanej kobiety). Dawid nie żałuje swojego czynu. Padają następujące słowa (mniej więcej):
Ł: Żałujesz?
D: A ty żałujesz?
Ł: Ale ja nic nie zrobiłem.
D: No właśnie. Żałujesz, że nic nie zrobiłeś?
Skoro nie było winy przed karą, Łukasz osiąga winę po niej. Od tego momentu nie ma już porozumienia między nim a matką, ponieważ ona nie rozumie więziennej rzeczywistości, tutejszej hierarchii, sposobu myślenia i wartościowania. W więzieniu nie ma harmonii, którą w normalnym świecie stanowi symetria praw. Więźniowie chcą ją na swój sposób przywrócić. Przestępstwo pedofila jest dla nich przestępstwem najcięższym. Postanawiają wymierzyć sprawiedliwość.

Nie chcę powiedzieć, że zbudowali na nowo świat piękny, harmonijny i sprawiedliwy. Ale staram się zrozumieć ich punkt widzenia. On jest zupełnie różny od naszego. Łukasz nie został osądzony sprawiedliwie. Przestał wierzyć w to, że kiedyś doczeka się właściwego traktowania. Czy się poddał? Może. Może powinien był walczyć o słuszność, o prawdę... Niewolski go nie osądza. Ja też tego nie czynię. "Symetria" to film, w którym wewnętrzna granica między dobrem a złem, sprawiedliwością a niesprawiedliwością, prawdą a fałszem jest bardzo cienka i niejednoznaczna. Dlaczego? Bo jasna i wyraźna granica zewnętrzna została zachwiana.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (41 głosów).
pehyu
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)