Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości (2017)
Zack Snyder
Marek Robaczewski

Już nie okręgówka, ale też nie ekstraklasa

"Liga Sprawiedliwości " to niewątpliwie udana produkcja, nie tylko na tle wcześniejszych dokonań studia Warner Bros. Nareszcie główne twarze uniwersum mają (szczątkową, ale jednak) osobowość i ...
Filmweb sp. z o.o.
Po unicestwionym przez krytyków "BatmanvSuperman:Świt sprawiedliwości" przyszłość filmowego uniwersum DC stanęła pod znakiem zapytania. W końcu za reżyserię długo wyczekiwanej "Ligi Sprawiedliwości” odpowiedzialny miał być "feralny" Zack Snyder, ale zrządzeniem losu spora część materiału filmowego została dokręcona przez twórcę "Avengers", Jossa Whedona. No pięknie! Crossover stylistyki? Zapowiadało się na kolejny ciężkostrawny miszmasz. I co? Znowu filmowa jelitówka?
Akcja rozgrywa się jakiś czas po śmierci Supermana. Batman prowadzi śledztwo ws. pozaziemskich istot. Jak się okazuje wszelkie tropy prowadzą do żądnego władzy nad światem Steppenwolfa i jego parademonów. Mroczny rycerz wraz z Wonder Woman organizują tytułową ekipę do powstrzymania zakusów złowrogiego Steppenwolfa. Do dobrze znanego duetu dołączają interlokutor ryb, pyskat Aquaman, chłopak po przejściach - Cyborg i etatowy trefniś Flash. Spora część filmu poświęcona została interakcji między głównymi bohaterami i…to było słuszne posunięcie. Każdy ma tutaj swoje 5 minut chociaż wydaje się, że centralną postacią jest Batman. Swoje trzy grosze dorzuca komentator wydarzeń, czyli Alfred. Dosłownie na moment zaglądamy do Lois Lane i Marthy Kent.
Poczynania naszych przebierańców przeplatane są one-linerami, zazwyczaj w wykonaniu superszybkiego Flasha. Świetnie prezentuje się charyzmatyczny Jason Momoa, na którego solowy film już czekam. Może mniejsze wrażenie wywarł Ray Fischer, ale to też ze względu na specyfikę filmowego wcielenia. O wdzięku i powabie Gal Gadot nie trzeba zbyt długo się rozpisywać. Znamienne jest to, że w filmie nie ma zbyt wiele patosu przez co całość wydaje się być bardziej przystępna. Spokojnie, landrynkowatości nie jest zbyt wiele. Na szczęście noirowe klimaty gdzieś tam jeszcze pobrzmiewają.
 Oglądając "Ligę sprawiedliwości" nie sposób zauważyć podobieństw do pierwszych "Avengersów". Niektóre scenki są faktycznie wtórne, ale właściwie dlaczego się tutaj silić na oryginalność? Cały koncept filmu może i mógłby być mniej linearny chociaż jeśli ograny schemat sprawdza się to czemu jeszcze raz go nie wykorzystać?  Przecież to kino rozrywkowe, bez specjalnych ambicji. No poza tą jedną, zasadniczą - podboju kas kinowych.
A propos sztampowości – sceny akcji są porządne, ale nie wywołują zachwytu u widza, który doświadczył wielu adaptacji komiksów. Klasyczna megarozróba z wiadomym zakończeniem. Trochę żal, że tym razem w pamięci nie pozostaje właściwie żaden motyw muzyczny. Przydałby się też bardziej wyrazisty czarny charakter, który został groteskowo wykreowany i jeszcze bardziej groteskowo przemawia. 
"Liga Sprawiedliwości" to niewątpliwie udana produkcja, nie tylko na tle wcześniejszych dokonań studia Warner Bros. Nareszcie główne twarze uniwersum mają (szczątkową, ale jednak) osobowość i tworzą względnie autentyczny team z podziałem na role. Mogło być sporo lepiej, ale czuję się usatysfakcjonowany. I pomimo tego że do zagorzałych fanów komiksowo-kreskówkowych dziwactw nie należę. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 59% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Qjaf
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)