Recenzja filmu Gurgacz. Kapelan Wyklętych (2017)
Dariusz Walusiak

Kino szkolnych tortur

Opowiadając tę potencjalnie ciekawą historię, fabularyzowany dokument Dariusza Walusiaka ponosi jednak potrójną klęskę: jako opowieść o polskim powojniu, jako historia indywidualnego bohatera, ...
Filmweb sp. z o.o.
Tak zwani Żołnierze Wyklęci, członkowie antykomunistycznego podziemia w okresie powojennym, obrośli w polskiej sferze publicznej ostatnich dziesięciu lat całym popkulturowym przemysłem pamięci: od komiksów, przez książki popularnonaukowe i albumy muzyczne, po wlepki, t-shirty i rajdy organizowane na trasach przemarszu najsłynniejszych oddziałów. Do tego przemysłu podpiąć próbuje się też kino, jak dotąd jednak ze skutkiem wahającym się od w porywach przeciętnego ("Wyklęty") po żenujący ("Historia Roja"). 


Fabularyzowany dokument "Gurgacz. Kapelan wyklętych" znajduje się w tym kontinuum – i to bliżej bieguna wyznaczanego przez "Roja". Film opowiada historię jezuity z Krynicy, który w okresie powojennym dołącza jako kapelan do Polskiej Podziemnej Akcji Niepodległościowej – organizacji podziemia antykomunistycznego, aktywnej w latach 1947-49 na terenie Sądecczyzny, Krakowa i okolic. Gdy Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego aresztuje dwóch żołnierzy PPAN, biorących udział w napadzie na krakowski bank celem zdobycia funduszy na działalność grupy, Gurgacz dobrowolnie oddaje się w ręce bezpieki. Skazany na śmierć, zostaje rozstrzelany w krakowskim więzieniu na Montelupich. Opowiadając tę potencjalnie ciekawą historię, fabularyzowany dokument Dariusza Walusiaka ponosi jednak potrójną klęskę: jako opowieść o polskim powojniu, jako historia indywidualnego bohatera, wreszcie jako dzieło sztuki filmowej.


Zacznijmy od historii. Ta w "Gurgaczu" nawet nie tyle przedstawiona jest w mocno uproszczony sposób, co w ogóle jej nie widać. W tle historii jezuity z Krynicy nie ma powojennych przemian społecznych, konfliktów gwałtownie dzielących Polskę. Nie ma też w zasadzie szerszej opowieści o podziemiu antykomunistycznym. Wątek poczucia beznadziei i jego rosnącej izolacji pojawia się właściwie tylko w jednej wypowiedzi eksperta. Autorzy filmu nie uznali także za stosowne poinformować widzów, jak na tle przedwojennych podziałów politycznych sytuowała się PPAN i jaki był jej własny, pozytywny pomysł na Polskę. Czy towarzysze broni Gurgacza walczyli z komuną w imię piłsudczykowskiego czy narodowego ideału? O pluralistyczną, demokratyczną Polskę czy katolickie państwo narodu polskiego, bez mniejszości i etnicznych i podstawowych liberalnych swobód? Nie dowiemy się tego z filmu, twórcom wystarcza jak widać to, że ich bohater był przeciw komunie. Nie wiem jak państwo, ale ja chciałbym dowiedzieć się więcej.

Także dramat bohatera, ciężar jego decyzji o oddaniu się w łapy bezpieki w ogóle nie jest w stanie wybrzmieć na ekranie. Po ponad godzinie projekcji mamy poczucie, że owszem, Gurgacz zginął tragiczną śmiercią, ale w ogóle nie wiemy, co doprowadziło go do tej decyzji. Trudno nam zrozumieć, co tak niezwykłego i dramatycznego stało się w życiu księdza, że Dariusz Walusiak oczekuje od nas, że poświęcimy ponad godzinę na jego historię. Nie jest to przy tym przytyk pod adresem bohatera, a twórców filmu – to oni mieli za zadanie ułożyć cudze życie w poruszającą, ciekawą i pouczającą opowieść.

Nie udaje się im to zupełnie, mówiąc wprost: "Gurgacz" to film nie tylko zły, ale – co jeszcze gorsze – potwornie nudny. Nieprzemyślane, zmontowane bez ładu i składu sceny rozmów z ekspertami i wywiadów z ludźmi pamiętającymi Gurgacza mieszają się z fatalnie wyreżyserowanymi scenami inscenizowanymi. Te wyglądają jak bardzo zła telewizja edukacyjna z początku lat 90. Naprawdę, w inscenizowanych scenach z "Sensacji dwudziestego wieku" dało się znaleźć lepsze dialogi, aktorstwo i pracę kamery.

Mit Żołnierzy Wyklętych dzieli głęboko społeczeństwo, można mieć do niego różny, niekoniecznie afirmatywny stosunek. Ja mam zdecydowanie krytyczny, chętnie jednak zmierzyłbym się z krwistym, prawdziwym, chwytającym za bebechy, powalającym warsztatem filmem o którymś z partyzanckich oddziałów powojnia. "Gurgacz" nie daje tej szansy. Powstało dzieło nadające się wyłącznie do tego, by leniwi i nielubiący swoich podopiecznych nauczyciele torturowali nim w szkole swoich uczniów. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 47% uznało tę recenzję za pomocną (43 głosy).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły