Recenzja filmu Azyl (2017)
Niki Caro
Elżbieta Kopocińska-Bednarek

Klisze, na które czekacie

Choć "Azyl" nie będzie kamieniem milowym w filmowych obrazach Zagłady i wojny; choć przedstawia do bólu przesłodzoną i wygładzoną wizję historii; choć twórcy popełniają błędy - to broni się ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Azyl (2017)
"Azyl" wydaje się być odpowiedzią na pragnienia dużej części polskiej opinii publicznej. Ze Stanów przyjeżdża do nas grany po angielsku film z udziałem pierwszej wielkości gwiazd – Jessiki Chastain i Daniela Brühla – przedstawiający światu polską historię. I to taką, w której jako naród wypadamy nadzwyczaj korzystnie.

Oparty na faktach film opowiada niezwykłą historię małżeństwa Żabińskich, zoologów prowadzących zoo w międzywojennej Warszawie. W trakcie niemieckiej okupacji najcenniejsze zwierzęta zostają wywiezione do Rzeszy, a ogród zmienia się w świńską farmę dla niemieckich żołnierzy. Wszystko to jest tylko fasadą: pod przykrywką bliskiej współpracy z Wehrmachtem Żabińscy zmieniają zoo w azyl dla Żydów. Pod okiem niemieckich żołnierzy, w podziemiach zabudowań ogrodu ukrywają się żydowscy mieszkańcy miasta. Czekają na aryjskie papiery, nową tożsamość i miejsce pobytu.

Polacy są w tym filmie niemal bez wyjątku piękni i szlachetni. Państwo podziemne sprawnie i bez wahań pomaga pozbawianym praw żydowskim obywatelom. Para głównych bohaterów jest przy tym światowa, świetnie wykształcona, otwarta i postępowa. Tworzy bardzo nowoczesny, partnerski związek, oparty na wspólnocie pracy naukowej, w której pani Żabińska bierze udział na równych prawach z mężem. Kwestie szmalcownictwa, przedwojennego i okupacyjnego antysemityzmu w ogóle się w filmie nie pojawiają.
    
Ten wyidealizowany portret Polaków czasów wojny uruchamia cały szereg filmowych stereotypów. W otwierających obraz scenach z okresu przed wybuchem wojny, mamy klisze filmu familijnego (szczęśliwe życie rodziny w zoo), potem dochodzą te znane z kina wojennego i holocaustowego. Nie układa się z nich jednak najgorsze dzieło. Oglądając zwiastuny spodziewałem się czegoś dużo bardziej sztampowego, seans do pewnego stopnia miło mnie rozczarował.

Po pierwsze było to zasługą aktorów. Jessica Chastain jako Żabińska tworzy bardzo subtelną, a przy tym charyzmatyczną kreację. W oryginale film zatytułowany jest "Żona dyrektora zoo" - nie bez powodu. To właśnie z punktu widzenia Żabińskiej obserwujemy całą historię. "Azyl" holocaustowo-wojenną historię opowiada konsekwentnie z kobiecej perspektywy, z punktu widzenia wyprzedzającej swój czas, silnej, wyemancypowanej, a przy tym zmagającej się z własnymi słabościami kobiety. Ta kobieca, feministyczna perspektywa nie w jest w "Azylu" przypadkowa, za kamerą stanęła nowozelandzka reżyserka Niki Caro, autorka m.in. "Jeźdźca wielorybów" – portretu młodej, zbuntowanej dziewczyny szukającej dla siebie miejsca w konserwatywnej społeczności Maorysów.

Świetny jest też Daniel Brühl w roli Lutza Hecka - niemieckiego zoologa, dyrektora berlińskiego zoo w nazistowskim mundurze. Podobnie jak w "Bękartach wojny", wbrew swojemu zwyczajowemu emploi, niemiecki aktor obsadzony jest w roli postaci skrajnie niesympatycznej, oślizgłej, wywołującej odrazę, a jednocześnie także współczucie widza. Wątek relacji między Żabińską, a Heckiem – opartej na z jednej strony lęku, przemocy, szantażu, jednostronnej, nieodwzajemnionej miłości - stanowi najciekawszy wątek filmu.

Po drugie, sama historia Żabińskich jest fascynująca. Stanowi gotowy materiał na hollywoodzki klasyk. Można tylko żałować, że nie zainteresowało się nią wcześniej polskie kino. Scenariusz Angeli Workman niestety nie do końca wydobywa potencjał tej historii. Ma on zresztą wiele wad. Historia najpierw długo się rozkręca, by później pędzić do zakończenia w telegraficznym skrócie, w filmie zupełnie ginie kontekst wojny i tego, co dzieje się na jej frontach. Likwidacja getta warszawskiego przedstawiona została nazbyt zdawkowo, a zakończenie tonie w sentymentalizmie.

Ale choć "Azyl" nie będzie kamieniem milowym w filmowych obrazach Zagłady i wojny; choć przedstawia do bólu przesłodzoną i wygładzoną wizję historii; choć twórcy popełniają błędy - to broni się filmowo i ideowo. Nie wygładza polskiej historii w imię tępego, nacjonalistycznego mitu, przepełniony jest najbardziej podstawowymi, humanistycznymi wartościami. Że to też klisze? Być może, ale ja je kupuję.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 35% uznało tę recenzję za pomocną (211 głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)