Recenzja filmu Ławeczka (2004)
Maciej Żak

Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością

A gdy się zejdą raz i drugi kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością - śpiewał Jan Pietrzak. Popularny motyw spotkania dwojga ludzi poturbowanych przez życie, poszukujących prawdziwej ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Ławeczka (2004)
A gdy się zejdą raz i drugi kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością - śpiewał Jan Pietrzak. Popularny motyw spotkania dwojga ludzi poturbowanych przez życie, poszukujących prawdziwej miłości wykorzystany został między innymi w sztuce Aleksandra Gelmana "Ławeczka", która stała się inspiracją dla wchodzącego właśnie na nasze ekrany filmu.

Obrazu Macieja Żaka nie ma sensu na siłę porównywać ze sztuką Gelmana, zwłaszcza że reżyser wykorzystał jedynie pomysł rosyjskiego dramaturga, jednak nie sposób uwolnić się od pewnych przywołań. Spektakl wyreżyserowany przez Macieja Wojtyszkę z Januszem Gajosem i Joanną Żółkowską w rolach głównych miałam okazję oglądać w teatrze telewizji. Przyznam, że na długo zapadła mi w pamięć para bohaterów, która siedząc na ławeczce pod drzewem, oddawała się manewrom miłosnym. Z przyjemnością słuchało się dowcipnych dialogów, między bohaterami iskrzyło, a skala serwowanych emocji była ogromna i oscylowała od czułych słówek aż do obrzucania się inwektywami.

W filmie Macieja Żaka nic takiego nie znajdziemy. Akcja "Ławeczki" toczy się na statku wycieczkowym pływającym po Odrze. Piotr (w tej roli Artur Żmijewski) "załapuje" się na ten rejs przypadkowo w towarzystwie kolejnej długonogiej panienki. Jego uwagę zwraca Kasia (Jolanta Fraszyńska), która pracuje na statku jako bufetowa. Podczas usilnych prób poderwania Kasi okazuje się, że tych dwoje już kiedyś miało okazję się spotkać i co więcej, znajomość została skonsumowana. Problem w tym, że Piotr jakoś nie może sobie przypomnieć całego incydentu.

Ich romans trwał jedną noc i dla niego był nic nie znaczącą przygodą. Ale Kasia dobrze zapamiętała Mikołaja, który przed rokiem obiecywał, że z nią zostanie, a potem ulotnił się, używając wymówki pod tytułem "zabiorę tylko rzeczy z hotelu i zaraz wracam". Teraz okazuje się, że Mikołaj ma na imię Piotr, a lista nieścisłości i niedomówień związanych z jego osobą jest znacznie dłuższa. Czy w takiej sytuacji ich związek ma w ogóle jakiekolwiek szanse?

Wbrew pozorom dramatyzmu i napięć damsko-męskich jest w filmie jak na lekarstwo, a i okazji do śmiechu zaledwie kilka. Tak naprawdę nie wiadomo, czy "Ławeczka" miała być poruszającym filmem obyczajowym czy komedią. Mam wrażenie, że twórcy sami nie bardzo to wiedzieli. Cała historia jest raczej mało wciągająca, a im dłużej trwa film, tym bardziej jest nam obojętne, czy bohaterowie się zejdą, czy rozstaną. Oszczędna w formie i niepotrzebnie uproszczona w treści "Ławeczka" nie wciąga. Co gorsze, całości nie jest w stanie uratować nawet para dobrych aktorów. Bohaterowie zachowują się irracjonalnie i wydają się tak nieskomplikowani, że aż papierowi. Zdarzają się w filmie elementy zupełnie niepotrzebne, jak wątek kryminalny, z którego nic nie wynika, czy scena, w której jednemu z bohaterów zdarza się mówić do siebie, żeby widz nie miał wątpliwości "co miał na myśli".

Na "Ławeczkę" wybierałam się z bardzo pozytywnym nastawieniem. Obraz zdobył na festiwalu w Kazimierzu nagrodę publiczności, pokonując "Ono" Małgorzaty Szumowskiej, co samo w sobie było już doskonałą rekomendacją. Niestety, po raz kolejny przekonałam się, że nawet najbardziej prestiżowe nagrody nie zawsze idą w parze z jakością wyróżnianych tytułów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).