Recenzja filmu Maria Skłodowska-Curie (2016)
Marie Noelle

Kobieta. Portret intymny

"Maria Skłodowska-Curie" składa się ze strzępów zdarzeń. Film przypomina próbę chwytania nasion dmuchawca, które nagły poryw wiatru uniósł w cztery strony świata. Stąd też reżyserka postawiła na ...
Filmweb sp. z o.o.
Trzy lata po objęciu tronu Bawarii przez Bajkowego Króla, w Warszawie na świat przyszła Maria Skłodowska. Co łączy te dwie postacie? Osoba reżyserki Marie Noelle, która najpierw nakręciła "Ludwika II", a teraz przedstawia nam "Marię Skłodowską-Curie".

Na pierwszy rzut oka oba filmy nie łączy nic poza gatunkiem. "Ludwik II" zrealizowany został z rozmachem. Momentami to prawdziwy fresk historyczny. "Maria Skłodowska-Curie" natomiast jest dziełem skromniejszym, bardziej intymnym. Jednak w obu przypadkach reżyserka mniej uwagi poświęca dokonaniom bohaterów i biograficznym faktom, a więcej samym tytułowym osobom. Dlatego też ci, którzy chcą się dowiedzieć o geniuszu naukowym Skłodowskiej-Curie, muszą przygotować się na spore rozczarowanie. Jej rewolucyjne odkrycia stanowią w filmie scenografię (tablica zapisana wzorami chemicznymi), element lirycznych wstawek montażowych (podkreślających na przykład jej tęsknotę za zmarłym mężem) i pretekst do ukazania w pełnej krasie męskiej dyktatury w środowisku naukowym początku XX wieku.

photo.title

Zamknięty w ramach czasowych między pierwszą a drugą Nagrodą Nobla obraz jest intymnym portretem kobiety próbującej odnaleźć się w świecie, który nie zawsze jest jej przyjazny. Noelle na plan pierwszy wysuwa emocjonalne doświadczenia Skłodowskiej-Curie. Skupia się na jej tęsknocie za mężem, na ambicjach i frustracjach związanych z koniecznością ciągłego zmagania się z męskim szowinizmem, na troskliwości matki i czystej radości nowego uczucia. "Maria Skłodowska-Curie" składa się ze strzępów zdarzeń. Film przypomina próbę chwytania nasion dmuchawca, które nagły poryw wiatru uniósł w cztery strony świata. Stąd też reżyserka postawiła na formalną stronę swojego dzieła. Niezwykłą rolę odgrywają przepiękne zdjęcia Michała Englerta, które skutecznie rozbijają skostniałą formułę kostiumowej biografii. Za sprawą operatora (przy wydatnym udziale montażystów i autora muzyki) "Maria Skłodowska-Curie" nabiera charakteru smugi, zwiewnej konstrukcji, która przenika przez skórę i trafia wprost do duszy odbiorcy.

W tej formie świetnie odnalazła się grająca główną rolę Karolina Gruszka. Jej kreacja pozwala widzom uwierzyć, że mamy do czynienia z kobietą ze stali, kiedy chodzi o obronę swoich przekonań, i kruchą istotę, gdy górę biorą uczucia. Jej gra jest równie ulotna co zdjęcia, przez co łatwiej przychodzi oglądającym zrozumieć jej naturę. Doskonałym partnerem dla Gruszki okazał się Arieh Worthalter. Jego Paul Langevin to idealny przedmiot pożądania, który jednak daleki jest od ideału. Kilka scen pokazujących, jak traktował swoją żonę, wyraźnie wskazuje na jego mroczną stronę i fakt, że mimo akceptacji i zauroczenia Skłodowską-Curie, był tak naprawdę prawdziwym dzieckiem swojej epoki, w której kobietę uważano za istotę pośledniej natury.

photo.title   photo.title   photo.title

Niestety, przyjęte przez Noelle założenia artystyczne w pewnym momencie stają się problemem. Reżyserka dobrała sceny do swojego filmu niezwykle subiektywnie. Ignoruje ciągłość narracyjną, nie zawraca sobie głowy utrzymaniem spójności opowieści. Jeśli jakaś scena podoba się jej estetycznie, to umieszcza ją w filmie, nawet jeśli do niczego nie pasuje. W ten sposób "Maria Skłodowska-Curie" staje się miejscami obrazem mało czytelnym, na pierwszy rzut oka chaotycznym. Zaś przesunięcie akcentów z dokonań naukowych na jej życie prywatne i emocjonalne powoduje, że w gruncie rzeczy jest to portret kobiety jakiejkolwiek, a nie biografia Marii Skłodowskiej-Curie. Noblistka jest tu sprowadzona do funkcji przynęty. A to wydaje się marnotrawieniem jej bogatego życiorysu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (88 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły