Recenzja filmu Plan B (2018)
Kinga Dębska

Kolorowe historie papierowych ludzi

Kinga Dębska, twórczyni szeroko nagradzanego i komentowanego filmu "Moje córki krowy", wyreżyserowała właśnie swoje drugie dzieło. Znakomita obsada, reżyserka, której wróży się świetlaną ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Plan B (2018)
Kinga Dębska, twórczyni szeroko nagradzanego i komentowanego filmu "Moje córki krowy", wyreżyserowała właśnie swoje drugie dzieło. Znakomita obsada, reżyserka, której wróży się świetlaną przyszłość – to musiało się udać! Szkoda tylko, że tym razem Dębska nie była autorką scenariusza, bo niestety, jego jakość wyraźnie odstaje od reszty składowych filmu.

"Plan B" został stworzony w formie kilku historii, łączących się mniej lub bardziej w jedną całość. Poznajemy więc Natalię (Kinga Preis), której wizja spokojnego życia po wyjeździe córki (Paulina Walendziak) zawala się tuż po tym, jak mąż (Adam Cywka) ogłasza jej w dość obcesowy sposób, że odchodzi, Mirka (Marcin Dorociński), który po wyjściu z więzienia dowiaduje się, że życie, w jakie dotąd wierzył i jakie dotąd uznawał za swoje, było kłamstwem znajduje w zagubionym psie swojego najlepszego przyjaciela, Agnieszkę (Edyta Olszówka), której kochanek ginie w wypadku kolejowym i Klarę (Roma Gąsiorowska), która nie może sobie ułożyć życia z powodu poczucia odpowiedzialności za swojego ojca. W tle przewija się nam jeszcze miłosny dramat Ani "Januli" (Małgorzata Gorol). Wszystkie postacie muszą znaleźć swój tytułowy PLAN B na życie


Dużo postaci do zarysowania, wiele historii do rozwinięcia. Karolina Szablewska, niestety, nie udźwignęła w swoim scenariuszu tak trudnego zadania. Historyjki angażują na bardzo różnym poziomie, przez co "Plan B" ogląda się trudno i z bardzo ambiwalentnym podejściem. Już otwierająca, teledyskowa wręcz historia jednej nocy, która zmieniła życie Januli, choć przepełniona jest erotyzmem, to brak jej jakiegokolwiek zaangażowania - jest jakby wyjęta z zupełnie innego filmu. A jest tego więcej... 

Film trwa jedynie 85 minut, co można bez problemu odczuć, bo kończy się właściwie dopiero, gdy opowieści zaczynają się rozkręcać, a tylko muśnięte określeniami postacie rozwijać. Szkoda, bo "Plan B" miał naprawdę ogromny potencjał. Trzeba też jednak przyznać, że nie zmarnował go całkowicie. Kreacje aktorskie są w niektórych przypadkach wręcz genialne. Kinga Preis daje popis swoich umiejętności, grając emocjami przede wszystkim na twarzy, co zostało przez Dębską świetnie wykorzystane, m. in. w scenie, w której mąż mówi Natalii, że od niej odchodzi. Edyta Olszówka przeżywa za to na ekranie swoje katharsis, a widz przechodzi je razem z nią. Marcin Dorociński, jest często używany jako comic relief, ale dramat jego postaci został zarysowany wystarczająco, aby móc mu współczuć. Jego historii właściwie najbardziej mi szkoda, bo została ucięta w pół zdania. Na uwagę zasługują także Roma Gąsiorowska i Małgorzata Gorol, jednak ich postacie zostały mentalnie zepchnięte na drugi plan przez panią scenarzystkę. Oprócz tego, film stoi na niezwykle wysokim poziomie, pod względem audiowizualnym. Kadrowanie i oświetlenie są tu naprawdę innowacyjne i niekonwencjonalne. Sama ścieżka dźwiękowa i końcowe wykonanie dzieła Wojciecha Młynarskiego przez Darię Zawiałow dodają charakteru scenom i podbudowują je emocjonalnie.


Podsumowując, "Plan B" jawi się po prostu jako film zmarnowanego potencjału. Wśród wielu negatywów można się dopatrzeć także pozytywnych aspektów. Dodatkowo, dzieło Kingi Dębskiej odbiera się także zależnie od doświadczeń czy poglądów na pewne życiowe sprawy, więc możliwym jest, że niektóre wątki wybrzmią u jednych bardziej, a u drugich mniej. 

Mam tylko nadzieję, że przy następnym filmie Dębska będzie zarówno reżyserką, jak i scenarzystką, bo "Planowi B" brakowało przede wszystkim jej niezwykłego podejścia do bohaterów, które pokazała w "Moich córkach krowach".

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
juliet_123456789000
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły