Recenzja filmu Sin City - Miasto grzechu (2005)
Robert Rodriguez
Frank Miller

Komiksowy noir

Niespełna 13 lat temu, Bruce Willis, powiedział o "Sin City", że Robert Rodriguez i Frank Miller stworzyli nowy gatunek filmowy, do którego będzie nawiązywać wielu twórców. Dziś z perspektywy ...
Filmweb sp. z o.o.
Niespełna 13 lat temu, Bruce Willis, powiedział o "Sin City", że Robert Rodriguez i Frank Miller stworzyli nowy gatunek filmowy, do którego będzie nawiązywać wielu twórców. Dziś z perspektywy czasu możemy śmiało powiedzieć, że gwiazdor "Szklanej pułapki" i "Niezniszczalnego" miał rację.

Fabuła jest oparta na kultowych opowiadaniach graficznych autorstwa Franka Millera (również współreżysera). Marv (Mickey Rourke) to typ spod ciemnej gwiazdy, który stara się znaleźć morderców swojej kochanki Goldie (Jaime King). Niespodziewanie w morderstwo młodej kobiety, uwikłani są bardzo wpływowi ludzie. Kolejnym wątkiem jest historia enigmatycznego Dwighta (Clive Owen) starającego się zapewnić bezpieczeństwo prostytutkom z Old Town. Niespodziewanie mężczyzna zostaje wplątany w krwawą jatkę i zabójstwo policjanta (Benicio del Toro). Ostatnia jest historia gliniarza Johna Hartigana (Bruce Willis). Zasłużony oficer tuż przed emeryturą stara się doprowadzić do końca swoją ostatnią sprawę, w której stawką jest życie młodej dziewczynki...


Specjalnością twórcy "Desperado" są dwa rodzaje filmów. Pierwsze to familijne opowieści dla całej rodziny, pełne akcji i humoru, do których reżyser pisze scenariusze wspólnie ze swoim synem ("Rekin i Lava", "Mali agenci"). Drugie to krwawe pastisze, epatujące brutalnością, ale także nawiązujące do innych filmowych dzieł ("Maczeta", "Od zmierzchu do świtu"). Choć "Sin City" spokojnie możemy zaliczyć do drugiej grupy, to nie jest to typowe campowe kino, ale dzieło unikatowe. Utrzymany w plastycznej stylistyce obraz, łączy w sobie elementy czarnego kryminału jednocześnie pozostając wiernym literackiemu pierwowzorowi. Wiele kadrów to tak naprawdę przeniesione na duży ekran strony komiksu. Od pierwszej minuty zachwyca swoim pięknem formalnym, jeśli dodamy do tego fantastyczną obsadę, doskonale rozpisane dialogi, nietuzinkowych bohaterów, to otrzymujemy film obok, którego nikt nie przejdzie obojętnie.

Na pierwszy rzut oka bohaterowie mogą wydawać się stereotypowi. Silni i bezwzględni mężczyźni. Kobiety, które traktowane są przedmiotowo. To tylko pozory. Pod powłoką twardego jak skała Marva, kryje się romantyk wierzący w miłość i szukający zemsty (klasyczny przykład antybohatera). Hartigan to z kolei typowy ostatni sprawiedliwy, który zawsze stanie w obronie słabszego. Nie inaczej jest w kwestii kobiet. Choć większość bohaterek, epatuje na ekranie swoją seksualnością, to nie brakuje im charakteru, zawziętości i zaradności.


Pomimo tego, że Tarantino na planie nakręcił tylko jedną scenę, jego wpływy są widoczne. Sam Rodriguez i Miller niejednokrotnie podkreślali, że konsultowano z nim wiele sekwencji, a nawet sam scenariusz. Podobnie jak dzieła twórcy "Django", "Sin City" wyróżnia się doskonale skonstruowanymi dialogami, dynamiczną i wartką akcją oraz zgrabnym łączeniem kontrolowanego kiczu z reżyserską i pisarską maestrią.

Dzieło Millera i Rodrigueza to film, który stworzył podwaliny pod kolejne komiksowe adaptacje cieszące się ogromną popularnością wśród kinomanów ("300", "Watchmen"). W pewnym sensie "Sin City" odegrało dość podobną rolę w najnowszej historii kina co opus magnum Tarantino "Pulp Fiction". Tak jak postmodernistyczne arcydzieło wywróciło do góry nogami wszystkie zasady robienia filmów, tak "Sin City" zdefiniowało pojęcie powieści graficznej w kinie i dało początek inwazji komiksowych ekranizacji. Inwazji, która trwa do dziś.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (12)

zobacz wszystkie