Recenzja filmu Mroczna wieża (2017)
Nikolaj Arcel

Krzywa wieża

Doskonale nijaka "Mroczna Wieża" nie ma nawet potencjału, by stać się w przyszłości kultową złą ekranizacją, to film prowokujący natychmiastową amnezję. Jeśli w zamyśle twórców miał być pierwszą ...
Filmweb sp. z o.o.
W cyklu "Mroczna Wieża" Stephen King stworzył autorski świat z pogranicza science fiction i fantasy, na tyle osobny i oryginalny, że w dorobku autora wymieniany jest jednym tchem obok takich klasyków jak "Misery" czy "Lśnienie". Szkoda, że reżyserowi X udało się stworzony na cztery i pół tysiąca stron prozy świat pogrzebać w zaledwie 95 minut.
  
photo.title

Film otwiera plansza informująca o istnieniu tytułowej budowli i jej funkcji we wszechświecie. Zazwyczaj zabieg ten służy podkreśleniu klimatu, zaintrygowaniu widza, albo wprowadzeniu elementarnych informacji o świecie. Niestety w obrazie Nikolaja Arcela zbyt łatwo staje się wybiegiem, aby uciec przed starannie skomponowaną introdukcją. Ten brak pomysłu zwiastuje kolejne schematyczne zabiegi, za pomocą których sprowadza się bogaty literacki materiał na ekran. Twórcy nie zadają sobie żadnego trudu, aby zaciekawić widza światem, gdzie rozgrywają się zdarzenia - kolejne sceny po prostu wprowadzają kolejne informacje, zbyt często płynące wprost z wypowiedzi bohaterów. To ten rodzaj prowadzenia, w jakim wszystkie zdarzenia są przyczynkowe, a jednocześnie żadne nie zaskakuje - widzieliśmy to w kinie tysiące razy, tylko tysiące razy lepiej opowiedziane.

Nienajlepszym pomysłem jest już wybór głównego bohatera - zamiast postawić na rewolwerowca Rolanda, twórcy wybrali nastolatka, którego umysł obdarzony jest cudowną mocą, zwaną "lśnieniem". Poza tą jedną cechą chłopiec nie ma jednak nic do zaoferowania. Często nawiedzają go wizyjne koszmary, które rysuje zaraz po przebudzeniu, nabierając szybko przekonania, że muszą one odzwierciedlać rzeczywistość. Nic dziwnego, że rodzice stwierdzają, że ze swoimi irracjonalnymi lękami powinien udać się do psychiatry. Jednak w logice świata "Mrocznej Wieży" stają się po prostu czarnymi charakterami nie pozwalającymi chłopcu realizować swojego oczywistego powołania.


Gdzieś w procesie realizacyjnym, po fatalnych wynikach testowych pokazów, twórcy zmuszeni byli dokonać wielu zmian i niestety czuje się to wyraźnie niemal w każdej scenie. Żaden trop gatunkowy - fantasy, western czy science fiction tu nie działa, a momenty, w których nasz świat zazębia się ze światem równoległym, zamieszkanym przez czarnoksiężników i demony, wyjęte jakby z komedii "Goście, goście", tylko podkreślają reżyserską inercję. Głównemu bohaterowi scenariusz nie daje szans na stanie się czymś więcej niż kołem zamachowym historii, toczącej się w całości obok niego. Film z sukcesem spycha o wiele ciekawsze postacie Rolanda i Waltera na drugi plan. Zgrzebnie nakreślony świat z kart powieści Kinga zmusza jednak Matthew McConaugheya i Idrisa Elbę w najlepszym razie do parodiowania swoich sztandarowych ról z seriali "Luther" i "Detektyw", dzięki którym stali się uniwersalnie rozpoznawalni. Kto nie zapoznał się wcześniej z literackim pierwowzorem, ten z obrazu Arcela nie dowie się, dlaczego jeden jest apologetą legendarnej "pamięci ojców", a drugi pragnie zgasić światło całej ludzkości i poszczuć ją demonami z innego wymiaru. Doskonale nijaka "Mroczna Wieża" nie ma nawet potencjału, by stać się w przyszłości kultową złą ekranizacją, to film prowokujący natychmiastową amnezję. Jeśli w zamyśle twórców miał być pierwszą odsłoną kinowej serii, to obawiam się, że pierwsza bitwa - o zainteresowanie widza - została przegrana.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (198 głosów).
Ludwika Mastalerz
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby