Recenzja filmu Zagubieni (2015)
Petr Zelenka

Lekcja podejrzliwości

Zamęt spowodowany przez czyny Pavla pozwala Zelence na wprowadzenie do fabuły typowych dla siebie rozważań na temat napięcia pomiędzy autentyzmem a fikcją. Z biegiem czasu czeski reżyser idzie ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zagubieni (2015)
Petr Zelenka kazał czekać nam na swój najnowszy film aż siedem lat. Nie ma jednak wątpliwości, że warto było uzbroić się w cierpliwość. W "Zagubionych" znany reżyser potwierdza status prawdziwego autora kina. Trudno przecież wyobrazić sobie innego twórcę, który z komedii o złośliwej papudze byłby w stanie uczynić filmową medytację o zawiłościach czeskiej duszy i paradoksach historii.


Odgrywające ważną rolę w fabule zwierzę należało rzekomo do Edouarda Daladiera – premiera Francji i jednego z sygnatariuszy układu monachijskiego z 1938 roku. Porozumienie to zapisało się w czeskiej pamięci jako akt hańby, na mocy którego europejskie mocarstwa darowały Czechosłowację Hitlerowi. Choć od opisywanych wydarzeń minęło niemal 80 lat, z wizji Zelenki wynika, że rany z przeszłości nie uległy jeszcze zabliźnieniu. 

Drobiazgowe rozpamiętywanie dawnych czasów bynajmniej nie spotyka się ze strony czeskiego mistrza z wyrozumiałością. Twórca "Zagubionych" w ogóle nie oszczędza swoich rodaków i przedstawia ich jako ludzi narcystycznych, kreujących się na ofiary i rozsmakowanych we własnym męczeństwie. Na domiar złego wszystkie te postawy zostają zdemaskowane jako nieszczere i służące do manipulacji w celu uzyskania doraźnych korzyści. Zaskakującą ostrość tych sądów łagodzi nieco właściwe reżyserowi, ekscentryczne poczucie humoru. Od pierwszych scen widać, że "Zagubieni" stanowią w filmografii Zelenki oddech po śmiertelnie poważnych "Braciach Karamazow". W kolejnych scenach Czech udowadnia, że wciąż jednakowo dobrze radzi sobie zarówno ze slapstickiem, jak i z dowcipem słownym. Główną przestrzeń dla obu rodzajów komizmu stanowią perypetie osnute wokół wspomnianej papugi Daladiera. Gdy niemal stuletnie, powtarzające kontrowersyjne cytaty z dawnego pana ptaszysko trafia do Czech, zostaje niespodziewanie wykradzione przez zdesperowanego dziennikarza o imieniu Pavel. Choć bohater uzasadnia swoje działanie interesem narodowym, w rzeczywistości pragnie po prostu sławy mającej ułatwić mu okiełznanie kryzysu wieku średniego. W ten sposób mężczyzna dołącza, obok choćby Milosa z "Pociągów pod specjalnym nadzorem", do bogatego panteonu czeskich bohaterów starających się zaznaczyć indywidualność na tle wielkiej historii.


Zamęt spowodowany przez czyny Pavla pozwala Zelence na wprowadzenie do fabuły typowych dla siebie rozważań na temat napięcia pomiędzy autentyzmem a fikcją. Z biegiem czasu czeski reżyser idzie pod tym względem jeszcze dalej i – podobnie jak choćby w "Roku diabła" – włącza do filmu aspekt autotematyczny. Ukazanie losów pechowej ekipy próbującej zrealizować materiał o "incydencie z papugą" jeszcze bardziej potęguje Zelenkowską intuicję o niemożności dotarcia do prawdy o otoczeniu.

To wszystko nie oznacza jednak, że twórca "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" nakręcił film przesiąknięty nihilizmem. "Zagubionych" należy potraktować raczej jako przeprowadzoną przez prowokacyjnego nauczyciela lekcję podejrzliwości wobec upraszczających wizji świata. Ironia i sceptycyzm nie są dla Zelenki celami samymi w sobie, lecz środkami służącymi do odsłonięcia rzeczywistości w całym jej zróżnicowaniu. Czy zaprezentowane przy tej okazji odświeżające, krytyczne myślenie o własnym narodzie ma szansę przyjąć się także w naszym kraju? Czeski reżyser chyba w to wierzy, bo puszcza oczko do polskich fanów. W bodaj najzabawniejszej scenie filmu bohater stwierdza w końcu, że "Wszyscy reżyserzy to chamy, ale największymi z nich są przecież Polacy". 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 58% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry