Recenzja filmu Miś Bamse i córka wiedźmy (2016)
Christian Ryltenius

Chociaż w fabule "Misia Bamse..." nie ma zaskoczeń ani gwałtownych zwrotów akcji, dzieci na pewno nie będą się na seansie nudziły, a co więcej – wyniosą z niego kilka mądrych lekcji. Jak na ...
Filmweb sp. z o.o.
Szwedzka animacja Christiana Rylteniusa o przygodach Misia Bamsego wydaje się w bieżącym repertuarze kin bajką bardzo niedzisiejszą – skromna, stonowana, pozbawiona dyskotekowych hitów i slapstickowych żartów. W odmętach pobudzających, krzykliwych i nieoryginalnych atrakcji skierowanych do dzieci to bardzo miła i kojąca odmiana.


Miś Bamse gościł na polskich ekranach w pełnometrażowym filmie już w 2012 roku. Wtedy ("Miś Bamse i miasto złodziei") musiał uratować swoją babcię, teraz z kolei – całą osadę. Chciwy Krezus (imię nie jest przypadkowe) odkrył bowiem, że na dnie pobliskiego jeziora znajduje się złoto. By się do niego dostać, planuje przerwać tamę, nie bacząc na to, że woda zaleje zamieszkałą przez Bamsego i jego przyjaciół dolinę. W tej odsłonie kluczową rolę w fabule odegra jednak nie tyle "najsilniejszy miś świata", co tytułowa córka wiedźmy – władająca potężną mocą mała wilczyczka o imieniu Lova.

Chociaż w fabule "Misia Bamse..." nie ma zaskoczeń ani gwałtownych zwrotów akcji, dzieci na pewno nie będą się na seansie nudziły, a co więcej – wyniosą z niego kilka mądrych lekcji. Jak na szwedzkie standardy przystało, bajka Rylteniusa przełamuje bowiem wiele krzywdzących stereotypów i porusza tak istotne kwestie jak alienacja i asymilacja, problematyczne szczególnie w zróżnicowanym społeczeństwie. Nieprzypadkowo - na obraz współczesnych europejskich miast - w świecie "Misia Bamsego" obok siebie w całkowitej zgodzie żyją najróżniejsze stworzenia. Kiedy w osadzie zjawi się zupełnie znikąd obca wilczyczka, początkowo wszyscy będą się starali, by poczuła się wśród nich jak najlepiej. Problemy zaczną się, gdy okaże się, że przyjęty przez społeczność kod kulturowy jest dziewczynce zupełnie obcy. Bawiące się z nią dzieci natychmiast dadzą jej do zrozumienia, że dopóki go nie przyjmie, nie będzie wśród nich mile widziana. Jakie lekcje na tej podstawie będą chcieli przekazać swoim maluchom towarzyszący im rodzice, zależy już wyłącznie od ich przenikliwości i wrażliwości.


Tematem do rozmów z dziećmi może być także ukazany w "Bamsem" – daleki od tradycyjnego – obraz rodziny. Tytułowy miś sam bowiem wychowuje troje swoich dzieci, co więcej – o ich matce nikt nawet nie wspomina i nikt nie tłumaczy jej nieobecności. Podobnie samotnym rodzicem jest matka Lovy, Czarownica Hatiora, która w dodatku nie urodziła dziewczynki, tylko ją adoptowała. Nowoczesny model rodzicielstwa nie jest tu jednak kwestią eksponowaną. Istotniejsza w najnowszej części przygód Bamsego jest opowieść o przełamywaniu lęków (w szerszym wymiarze – społecznych barier) i przyjemności płynącej z nawiązywania przyjaźni (a ogólnie rzecz biorąc – z przynależności do wspólnoty). "Miś Bamse i córka wiedźmy" spodoba się małym widzom i bez tych przenikliwych obserwacji – to w końcu historia o uroczych zwierzątkach, które pokonują złego bohatera – dobro więc znowu zwycięża! Po takiej przygodzie można spać spokojnie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Dorota Kostrzewa
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły