Recenzja filmu Pomniejszenie (2017)
Alexander Payne

Małe tęsknoty

"Downsizing" to"Kandyd" w rozmiarze "Kingsajz" przemierzający "Drogę do szczęścia". Ekscentryczny komediodramat, który w lekkim tonie mówi o sprawach wagi ciężkiej. Portretuje pełną podziałów ...
Filmweb sp. z o.o.
Choć Alexander Payne trzyma na półce dwa Oscary, dwa Złote Globy oraz statuetkę BAFTA, jego najnowsze dzieło czekało na realizację blisko dekadę. Trudno się jednak dziwić, że hollywoodzcy księgowi mieli opory przed wydaniem kilkudziesięciu milionów dolarów na film miksujący ze sobą satyrę społeczną, science fiction, powiastkę filozoficzną oraz historię miłosną. "Downsizing" to "Kandyd" w rozmiarze "Kingsajz" przemierzający "Drogę do szczęścia". Ekscentryczny komediodramat, który w lekkim tonie mówi o sprawach wagi ciężkiej. Portretuje pełną podziałów Amerykę oraz jej niedomagającą klasę średnią, w duchu klasyków egzystencjalizmu pyta o rozterki współczesnego człowieka, a na dokładkę snuje rozważania o dalszych losach naszej planety. Wbrew miniaturowemu tytułowi ambicje reżysera są więc całkiem spore.

W prologu filmu norwescy badacze dokonują niemożliwego – udaje im się wynaleźć sposób na zmniejszanie żywych istot. W komorze przypominającej wielką mikrofalówkę w ciągu kilku minut dorośli ludzie kurczą się do rozmiarów palca wskazującego! Naukowcy i politycy otwierają szampana. Homo sapiens nareszcie przestaną zmagać się z głodem, ubóstwem oraz nierównościami. W lilipucich metropoliach biedotę stać będzie na godne życie, a przeciętniaków na luksusy rodem z "Dynastii". Mijają lata, miniaturyzacja cieszy się coraz większą popularnością. W genialnym planie naprawy świata pojawiają się jednak kolejne luki. Czy mali ludzie, którzy mniej wydają i płacą niższe podatki, powinni mieć takie same prawa obywatelskie jak duzi? Jak walczyć z tycimi terrorystami? Co począć z napływem maciupkich nielegalnych imigrantów? Być może rozmiar nie ma znaczenia, skoro ludzkość i tak zawsze wpadnie na pomysł, jak się unieszczęśliwić.

Do mikroświata będącego Ameryką w pigułce wędrujemy wraz z Paulem Safrankiem, poczciwym terapeutą zajęciowym z Omahy. Mężczyzna chciałby wreszcie "pożyć", zamiast użerać się z hipoteką, kredytem i pracą, która nie zaspokaja jego ambicji. Miniaturyzacja ma być resetem, ratunkiem, drugą szansą od losu. Safranka gra Matt Damon, nasz człowiek w Fabryce Snów. Gwiazdor-everyman będący uosobieniem dwóch ulubionych amerykańskich cnót: prawego charakteru oraz solidności. Jako facet z brzuszkiem, przerzedzoną czupryną i małymi tęsknotami Damon daje popis świetnego, stonowanego aktorstwa. Zwyczajność czyni niezwyczajną, prostoduszność uszlachetnia. Przede wszystkim jednak nie pozwala swojemu bohaterowi zepchnąć się do kąta przez dwie pozornie wyrazistsze postacie: szemranego sąsiada-hedonistę (w tej roli – a to niespodzianka! – Christoph Waltz) oraz władczą dysydentkę z Wietnamu, która zarabia na chleb jako sprzątaczka (Hong Chau). Każde z nich spróbuje przeciągnąć Paula na swoją stronę: a to wciągając go w dekadencki świat rozpusty, a to uświadamiając mu rozmiary krzywdy społecznej. Paul będzie słuchał, patrzył, uczestniczył. Każde nowe doświadczenie okaże się dla niego przystankiem na drodze do oświecenia.

Payne lubi igrać z oczekiwaniami publiczności. Za każdym razem, gdy widzowi wydaje się, że  rozgryzł wreszcie zamysł scenarzystów i jest w stanie przewidzieć dalsze losy bohatera, intryga bierze zakręt. Czasem jest on dość radykalny, kiedy indziej łagodnie przekierowuje historię na inne tory. Jeśli dodamy do tego liczne elipsy (posuwające akcję do przodu nawet o 10 lat!), otrzymamy film o dość luźnej, niemal epizodycznej strukturze. Efekt? Sporo intrygujących pomysłów nie zostaje w pełni rozwiniętych, a paru znanych aktorów przemyka przez ekran w trudnych do zapamiętania rólkach. Reżyser wynagradza nam te słabości humorem – ironicznym, nierzadko szyderczym, choć już nie tak brutalnym jak w debiutanckim "Złym i gorszym" (1996) oraz późniejszych "Wyborach" (1999).

Bo przy całym swoim kpiarskim zacięciu "Downsizing" wydaje się filmem pełnym empatii oraz optymizmu. Choć w ostatnim akcie atmosfera nieco tężeje, a przyszłość zaczyna malować się w ciemnych barwach, reżyser zachowuje dobry nastrój. Zamiast szarpać się z życiem i złościć z powodu spraw, na które nie mamy wpływu, trzeba robić swoje. Zachowywać się przyzwoicie i czerpać radość z obecności kochających osób. Przesłanie w sam raz na nasze niespokojne czasy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry