Recenzja filmu Na mlecznej drodze (2016)
Emir Kusturica

Make Love, Not War

Choć film Kusturicy stanowi wyraźny hymn na cześć łączącego Kostę i Pannę Młodą uczucia, wizja twórcy "Undergroundu" pozostaje jednocześnie daleka od ckliwości. Reżyser nie oszczędza widzów i ...
Filmweb sp. z o.o.
"On the Milky Road" to najbardziej pozytywna niespodzianka festiwalu w Wenecji. Emir Kusturica nie nakręcił może arcydzieła na miarę "Undergroundu", ale wrócił do wysokiej formy. Serbskiego reżysera ewidentnie rozpiera energia kumulująca się w trakcie jego – trwającego niemal dekadę – milczenia. Pełne witalności i humoru "On the Milky…" to filmowy strzał na wiwat, który celebruje odzyskaną radość tworzenia. Jak to zwykle u Kusturicy, śmiech bardzo łatwo przechodzi jednak w łzy, a pozorna beztroska okazuje się podszyta głęboką melancholią.

Już pierwsze sekwencje "On the Milky…" przypominają, że mamy do czynienia z jednym z najbardziej wyrazistych twórców współczesnego kina. Serbski reżyser kreuje na naszych oczach świat pełen barwnych szczegółów – bohaterowie palą wielkie cygara, noszą obciachowe wąsy i pląsają w rytm kiczowatych szlagierów z dawnych lat. Na całe szczęście, inaczej niż w kilku ostatnich filmach Kusturicy, ekranowa rzeczywistość zyskuje coś więcej niż tylko powierzchowną atrakcyjność. Ogarnięta wojną Jugosławia staje się w "On the Milky…" areną jednocześnie pięknej i głęboko przejmującej historii miłosnej.

Głównym bohaterem filmu jest poczciwy muzyk Kosta, który przypadkiem spotyka swoją miłość sprzed lat. Choć dziewczyna, zwana Panną Młodą, szykuje się do ślubu z lokalnym bohaterem wojennym, w spontanicznym odruchu postanawia uciec z dawnym ukochanym. Nawet jeśli brzmi to jak swoista mission impossible, bohaterowie wierzą, że wytworzona między nimi namiętność potrafi unieważnić wszelkie przeciwności losu. Przekonanie to podziela sam Kusturica, który staje po stronie swoich postaci i nadaje status czarnych charakterów wszystkim chcącym przeszkodzić im w realizacji planów. 

Owszem, wymowę filmu można sprowadzić do sloganu "Make Love, Not War", ale trzeba przyznać, że wyświechtane hasło dawno już nie brzmiało na ekranie tak donośnie. Dzieje się tak dlatego, że reżysera cechuje samoświadomość, która z prostoty pozwala uczynić nie wadę, lecz wielką zaletę opowiadanej historii. Ostentacyjna baśniowość "On the Milky…" skłania widza do zawieszenia zwyczajowej ironii, odkrycia w sobie dziecięcego entuzjazmu i bezwstydnie emocjonalnego reagowania na perypetie bohaterów.

Choć film Kusturicy stanowi wyraźny hymn na cześć łączącego Kostę i Pannę Młodą uczucia, wizja twórcy "Undergroundu" pozostaje jednocześnie daleka od ckliwości. Reżyser nie oszczędza widzów i szalejącą w ekranowym świecie przemoc pokazuje z całą jej drastycznością. Na takim tle łącząca bohaterów miłość staje się jednak tym bardziej czysta i godna szacunku. Opowiadana w "On the Milky…" historia może wybrzmieć tak przekonująco za sprawą chemii łączącej aktorów. Wcielająca się w Pannę Młodą Monica Bellucci pozostaje zmysłowa i zjawiskowo piękna jak zwykle. W roli Kosty pozytywnie zaskakuje za to sam reżyser. Wbrew obawom, serbski twórca nie zamienia swojej obecności przed kamerą w popis kabotyństwa, lecz chowa ego do kieszeni i pozostaje całkowicie oddany kreowanemu przez siebie bohaterowi.

"On the Milky…" w ogóle wydaje się dziełem zaskakująco przemyślanym i wyzbytym – charakteryzującej dawniej reżysera – skłonności do nie zawsze przemyślanej prowokacji. Gdy Kosta stwierdza w pewnym momencie, że "nie jest już tym samym człowiekiem, co kiedyś", trudno nie odnosić tych słów do osoby Kusturicy. Właśnie dlatego oglądanie filmu będzie dla fanów reżysera jak spotkanie z dawno niewidzianym znajomym, który pozostał tak samo czarujący jak dawniej, a jednocześnie dojrzał i nabrał odpowiedzialności za swoje czyny. Pozostaje nadzieja, że twórca "Czasu Cyganów" nie zawróci z obranej drogi, a na swe kolejne dzieło każe nam czekać znacznie krócej niż dziewięć lat.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry