Recenzja filmu Pozycja dziecka (2013)
Calin Peter Netzer

Matka i syn

Mimo zarysowania tła społeczności, w której pieniądz otwiera wszystkie drzwi, Netzera interesuje przede wszystkim bohaterka. Determinacja Cristiny, jej bezkompromisowe parcie przed siebie każe ...
Filmweb sp. z o.o.
Wielkim talentem rumuńskich reżyserów jest umiejętność splatania prywatnych dramatów ze społecznym kontekstem, opowiadania o własnym kraju przez pryzmat indywidualnych tragedii. Nie inaczej jest w "Child’s Pose" Calina Petera Netzera, w którym niezdrowa relacja matki z synem służy za punkt wyjścia do prześwietlenia sumienia narodu.

Cornelia (Luminita Gheorghiu) jest architektem, kobietą z wyższych sfer, która obraca się w lokalnym "środowisku". Wie, że w dobrym tonie jest pojawić się w operze czy wręczyć komuś w prezencie książkę Herty Müller. Jej życie rodzinne nie wygląda jednak tak różowo. Choć mąż jest całkowicie spacyfikowany, syn wciąż nie spełnia oczekiwań matki. Ale gdy pewnego razu młody mężczyzna przekroczy dozwoloną prędkość i ze skutkiem śmiertelnym potrąci chłopca, Cornelia stanie w obronie ukochanego dziecka.

Kobieta usiłuje za wszelką cenę złagodzić upadek chłopaka, któremu grozi więzienie. Nie czuje oporów przed wykorzystaniem swojego uprzywilejowanego statusu: negocjuje z policjantami, stara się przekupić świadków, odwiedza nawet krewnych ofiary. Zza rodzinnej tragedii wyłania się obraz rozwarstwionego społeczeństwa, gdzie nierówności czynią biednych podatnymi na manipulację ze strony bogatych.

Mimo zarysowania tła społeczności, w której pieniądz otwiera wszystkie drzwi, Netzera interesuje przede wszystkim bohaterka. Determinacja Cornelii, jej bezkompromisowe parcie przed siebie każe zastanowić się, czyje szczęście usiłuje ona tak naprawdę kupić: swoje czy syna? Dla odsuniętej na boczny tor matki ta tragedia wydaje się niemal szczęśliwym zbiegiem okoliczności, szansą zabetonowania ich relacji na stałe w układzie permanentnej zależności i wdzięczności.

Jak w szczytowych dokonaniach najnowszego rumuńskiego kina ("4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" czy "Wtorek, po świętach"), o sukcesie filmu stanowi reżysersko-aktorskie rzemiosło. Dominują tu rozbudowane sekwencje kręcone w długich ujęciach kamerą z ręki. Daje to efekt paradokumentalny, wrażeniowy, odpowiednio przygotowując filmową scenę pod kreację Gheorghiu. Aktorka z pasją odmalowuje kolejne przejawy matczynej miłości – a to w gniewnej tyradzie zawiedzionej swoim synem rodzicielki, a to w scenie, gdy rozkleja się w obliczu rodziny zabitego chłopca. Pokazując bohaterkę w chwilach największej słabości – nie tylko psychicznej, ale i etycznej – Gheorghiu nie zapomina, by uczynić ją emocjonalnie przekonującą.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (47 głosów).
Jakub Popielecki
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry