Recenzja filmu O matko! Umrę... (2015)
Xavier Seron

Matko, pozwól żyć

Połączenie absurdu z bardzo czarnym humorem tworzy przedziwną mieszankę, która może być dla niektórych widzów zbyt hermetyczna. Jest to jednak najmocniejszy element "O matko! Umrę...". Sceny ...
Filmweb sp. z o.o.
Czarno-białe zdjęcia, pretekstowa fabuła, sceny pozornie pozbawione sensu i mroczny jak smoła humor – oto, co czeka na widzów, którzy wybiorą się do kina na "O matko! Umrę...". Wszystko to zostało wprowadzone przez belgijskiego reżysera po to, by przybliżyć nam poważne tematy związane z naturą człowieka bez popadania w moralizatorskie czy akademickie tony. Xaviera Serona nie interesuje analiza, nie chce nam wykładać problemów bohaterów. Jego celem jest wprowadzenie widza w sam środek intymnego świata postaci filmu. Mamy współodczuwać, a nie chłodno wszystko obserwować. I do pewnego stopnia reżyserowi plan ten się udał. Niemniej jednak pomysł jest ciekawszy od realizacji.


Fabularnie jest to historia Michela Peneuda (Jean-Jacques Rausin). Zbliżający się do czterdziestki mężczyzna wiedzie żywot zawieszony w próżni. Nie ma zbyt wielkich ambicji, pracuje w sklepie z AGD, gdzie za bardzo się nie przemęcza. Życie prywatne wypełniają mu dziewczyna malarka, małe fuchy aktorskie i matka. Ta ostatnia okazuje się monolitem przytłaczającym wszystko inne. Michel związany jest z nią niewidzialną pępowiną, co budzi u niego sprzeczne pragnienia. Z jednej strony marzy o uniezależnieniu się, ale z drugiej – jest niezdolny do porzucenia rodzicielki, tym bardziej że ta jest umierająca. Michel znajduje się w desperackim położeniu, z którego nie ma łatwej drogi wyjścia.

Powyższa historia stanowi jedynie ramy filmu. Wyznacza punkty odniesienia, definiuje siły, które determinują zachowania głównego bohatera. Serona bardziej interesuje życie psychiczne Michela i to, jak radzi sobie z agresywnymi pragnieniami i toksyczną zależnością. Ta więź pozbawia Michela psychicznej powłoki ochronnej, która w normalnych warunkach stanowi barierę przed destrukcyjną świadomością faktu, że każdy dzień życia jest dniem umierania. Reżyser stara się to pokazać bez odwoływania się do abstrakcyjnych pojęć. Stąd w filmie pojawiają się dziwaczne sekwencje. Z samą fabułą mają one niewiele wspólnego, ale stanowią symboliczną reprezentację stanu ducha bohatera, jego bezwładności, eskapistycznego zamykania się w bańce, która pozwala mu się łudzić chwilą wytchnienia. 

photo.title   photo.title   photo.title

Jeszcze istotniejszą funkcję pełni w filmie komizm. Połączenie absurdu z bardzo czarnym humorem tworzy przedziwną mieszankę, która może być dla niektórych widzów zbyt hermetyczna. Jest to jednak najmocniejszy element "O matko! Umrę...". Sceny takie jak piknik na radioaktywnej plaży, wizytacja remontowanego domu starców czy badanie piersi u lekarza z towarzyszeniem szkieletu są kwintesencją tego, czym dobra komedia powinna być. Co jednak istotne, choć każda z tych sekwencji jest zabawna, to zarazem pełno w nich mroku. Wnosi go świadomość ulotności ludzkiej egzystencji. Tak jak Allen w "Śmietance towarzyskiej", tak i Seron w "O matko! Umrę..." mówi nam, że życie jest komedią pisaną przez sadystę. Ale Belg wybrał bardziej ekscentryczną formę  przekazu.

I w tym tkwi problem filmu. Seron nie zdecydował się na całkowite porzucenie normalnych form narracji. Ten kompromis sprawia jednak, że "O matko! Umrę..." pozostaje dziełem nierównym. Dla osób, które akceptują dziwactwa i absurdy proponowane przez Serona, ułatwienia interpretacyjne w postaci rzucanych przez bohaterów haseł (jak aluzje do kompleksu Edypa) będą niczym więcej jak irytującą łopatologią. Zaś linearność opowieści prowadzi do bałaganu w prezentacji poszczególnych wątków. Z kolei dla osób, które odstręczy forma, żadne ukłony w stronę narracyjnej normalności nie przekonają, by dać filmowi szansę. Dlatego też wydaje się, że "O matko! Umrę..." robiłoby mocniejsze wrażenie, gdyby Seron bez hamulców dał się porwać nieznanym wodom kina eksperymentalnego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły