Recenzja filmu Mistrz (2005)
Piotr Trzaskalski

Mistrzostwo pretensjonalności

Nie wiem, czy pamiętacie, ale u zarania tej dekady Piotr Trzaskalski jawił się jako nadzieja kina autorskiego, a to za sprawą filmu "Edi", wzruszającej (ponoć) historii pewnego złomiarza, który ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Mistrz (2005)
Nie wiem, czy pamiętacie, ale u zarania tej dekady Piotr Trzaskalski jawił się jako nadzieja kina autorskiego, a to za sprawą filmu "Edi", wzruszającej (ponoć) historii pewnego złomiarza, który odkrywa ważką i wartą wielu festiwalowych nagród mądrość, że życie, choć trudne i żmudne, bywa piękne. Utrzymany w baśniowej konwencji film wzruszył widzów i krytyków, i to nawet tych, którzy płaczą rzadko i co najwyżej ze złośliwej satysfakcji, że komuś znowu coś nie wyszło. I właśnie Ci ostatni będą mieli szczególny ubaw na "Mistrzu", który niezbicie dowodzi, że reżyser mistrzem z pewnością nie jest.

Tytułowy bohater to pewien cyrkowiec - nożownik (oczywiście Rosjanin, żeby nie było wątpliwości, że ma bogate życie duchowe), który wraz ze swoją trupą złożoną z byłej prostytutki i akordeonisty, przemierza Polskę, prezentując program, który ma im pomóc zarobić na wymarzoną wycieczkę do Paryża (wiadomo, Wschód spotyka się z Zachodem). W jednym z miasteczek Aleksander poznaje śliczną Annę, do której zapała iście słowiańskim uczuciem, co niestety skomplikuje mocno wcześniejsze plany, a także narracyjną przejrzystość scenariusza.

Ponieważ nie rozumiałem zachwytów nad "Edim", który dla mnie był dość fałszywą próbą uwznioślenia menelstwa, nie zaskakuje mnie także artystowski bełkot nowego filmu Trzaskalskiego. "Mistrzowi" bowiem od początku do końca przyświeca ambicja bycia kinem "prawdziwie artystycznym", na które, jak wiadomo, składa się mnogość odwołań, cytatów, a gdy tych brakuje, zawsze można pokazać parę długich ujęć. Wskazań na patronów jest tu co niemiara, od Felliniego po Tarkowskiego. Oczywiście cieszy, że reżyser jest za pan brat z filmową klasyką, szkoda tylko, że nie umie tej zabawy kliszami wprząc w karby jakiejś własnej myśli. Film jest estetycznie wycyzelowany, przepięknie sfotografowany przez Piotra Śliskowskiego, niestety jest to urok buduarowej filiżanki. Bibelocik, z którego napić się nie sposób. W założeniu wszystko ma tu być wielkie: miłość, emocje, symbolika, metafizyka, niestety Trzaskalski nie miał cienia pomysłu, jak wykrzesać z tego odrobinę kinowego życia. To, że wszystko w tym filmie ma tak usilnie "znaczyć", nie oznacza jeszcze dobrego filmu.

W dodatkach na płycie DVD znajdziemy krótką relację z planu (tzw. making of) oraz galerię zdjęć z filmu. Reżyser cierpliwie tłumaczy, jakie były założenia filmu, co może się okazać nieodzowną pomocą dla tych, którzy nie wpadli na to w trakcie oglądania (a będzie ich niemało). "Mistrz" dostępny jest w polskiej wersji językowej z opcją angielskich napisów. Menu umożliwia też szybki dostęp do poszczególnych scen.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 27% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).