Recenzja filmu Monachium (2005)
Steven Spielberg

Mitzvah Elohim

"Monachium" jest solidnym i niebanalnym filmem polityczno-sensacyjnym. Ciekawa historia, doskonałe sceny akcji oraz perfekcyjnie wkomponowane w całość materiały archiwalne składają się na ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Monachium (2005)
Letnie Igrzyska Olimpijskie w Monachium z 1972 roku przeszły do historii nie ze względu na rekordy sportowe, jakie tam padły, ale tragedię, która rozegrała się 5 września. Tego dnia członkowie palestyńskiej organizacji Czarny Wrzesień wdarli się na teren olimpijskiej wioski, biorąc do niewoli 11 członków izraelskiej reprezentacji. 21 godzin później, w wyniku nieudolnej akcji antyterrorystycznej, zginęli wszyscy sportowcy i pięciu z ośmiu porywaczy.


W swoim najnowszym filmie Steven Spielberg powraca do tragicznych wydarzeń. Opowiada jednak nie tylko o dramatycznym losie o izraelskich sportowców, ale głównie o wydarzeniach, jakie nastąpiły po terrorystycznym ataku. Bohaterami "Monachium" są członkowie Mossadu, którzy podejmują się wykonania specjalnych misji, znanych później jako "Gniew boga" i "Źródło młodości". Ich celem była likwidacja 11 osób odpowiedzialnych za zaplanowanie ataku na uczestników igrzysk.

Scenariusz filmu powstał w oparciu o wydaną w 1984 roku książkę George'a Jonasa "Vengeance: the True Story of an Israeli Counter-Terrorist Team". Wzbudzające do dziś kontrowersje dzieło jest zapisem rozmowy przeprowadzonej przez kanadyjskiego dziennikarza z agentem Mossadu, Juvalem Avivem utrzymującym, iż był on organizatorem zamachów, w wyniku których śmierć poniosło 6 osób powiązanych z palestyńskimi organizacjami terrorystycznymi.

Idąc do kina, nie oczekujcie jednak, że z "Monachium" poznacie prawdę o wydarzeniach, które nastąpiły po 5 września 1972 roku. Już w 1984 roku rewelacjom Aviva zaprzeczył Mossad, twierdząc, że są wyssane z palca, a sam Juval nigdy nie był członkiem izraelskiego wywiadu. Ich prawdziwości nigdy nie potwierdziły również niezależne źródła. Dlatego też film rozpoczyna się od napisu informującego, że historia w nim opowiedziana jedynie inspirowana jest autentycznymi wydarzeniami.


Głównym bohaterem "Monachium" jest młody agent Mossadu, Avner, który podejmuje się misji mającej na celu likwidację osób odpowiedzialnych za zamach w Monachium. Pomimo młodego wieku i braku doświadczenia Avner zostaje szefem grupy agentów mających pomóc mu w wykonaniu zadania, a to z początku nie wydaje się trudne. Pierwsze zadanie przebiega bez problemów, co wywołuje entuzjazm wśród agentów. "Don't fuck with the Jew" - mówi po jego zakończeniu jeden ze współpracowników Avnera. Jednak każde następne będzie już trudniejsze. Kolejne zamachy na Palestyńczyków wywołują odwet ze strony Czarnego Września. Liczba ofiar rośnie, a bohaterów zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia oraz zwątpienie w sens ich działania.

Kojarzony głownie z kinem rozrywkowym Steven Spielberg tym razem postanowił zrealizować prawdziwie polityczne kino sensacyjne. "Monachium" to fascynująca, acz nie doskonała opowieść o zemście i trwającym kilkadziesiąt lat konflikcie pomiędzy Żydami i Palestyńczykami. Obiektywnie rzecz biorąc, Spielberg nie mówi w swoim filmie nic nowego. Historia Avnera to kolejny dowód na to, że przemoc rodzi przemoc, a kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Jednak sposób, w jaki reżyser ją opowiada, jest zachwycający.

"Monachium" to brawurowe połączenie kina sensacyjnego z dramatem politycznym. W filmie znalazło się miejsce zarówno na rozbudowane partie dialogowe, dzięki którym poznamy racje obu stron zaangażowanych w konflikt, jak i na perfekcyjnie zrealizowane i pełne napięcia sceny akcji, których Spielbergowi pozazdrościć mógłby sam mistrz Hitchcock. Sekwencję, w której do skrywającego bombę telefonu podchodzi niewyznaczona przez Mossad ofiara, ale jej nastoletnia córka, oglądać będziecie, ogryzając paznokcie ze zdenerwowania. Ten jeden fragment dostarczył mi takich emocji, jakich dawno w kinie nie doświadczyłem. Duża w tym zasługa ciekawego montażu, budującej napięcie muzyki Johna Williamsa i oczywiście zdjęć Janusza Kamińskiego, które wraz z solidną scenografią w dużej mierze budują klimat filmu.


Niestety, mimo powyższych komplementów "Monachium" nie jest filmem doskonałym. Spielberg po raz kolejny pokazuje, że nie potrafi uczyć się na własnych błędach. Jak wiele jego wcześniejszych obrazów, również i ten razi nadmierną łopatologią. Sekwencja, w której Avner kocha się z żoną, mając przed oczami rozrywane kulami ciała izraelskich sportowców, jest tego najwyraźniejszym i chyba najbardziej kontrowersyjnym przykładem. 
Nie da się również ukryć, że po raz kolejny w swojej karierze reżyser miał wyraźne kłopoty z wybraniem zakończenia i chyba dlatego umieścił w filmie jego wszystkie możliwe warianty. Zanim na ekranie zobaczymy napis "Koniec", obejrzymy kilka scen, z których każda mogłaby z powodzeniem okazać się finalną.

Mimo tych niedociągnięć "Monachium" pozostaje solidnym i niebanalnym filmem polityczno-sensacyjnym. Ciekawa historia, doskonałe sceny akcji oraz perfekcyjnie wkomponowane w całość materiały archiwalne składają się na trzymający w napięciu obraz, który nie powinien Was rozczarować.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (79 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)