Recenzja filmu Kroniki portowe (2001)
Lasse Hallström

Na końcu świata

"Oto opowieść o kilku latach z życia Quoyle'a, który urodził się na Brooklynie i dorastał w małych zapyziałych miasteczkach". Tak zaczynają się "Kroniki portowe", książka autorstwa Annie ...
Filmweb sp. z o.o.
"Oto opowieść o kilku latach z życia Quoyle'a, który urodził się na Brooklynie i dorastał w małych zapyziałych miasteczkach". Tak zaczynają się "Kroniki portowe", książka autorstwa Annie Prouloux, która zainspirowany został nowy film Lasse Hallstroma. Jest to piękna historia zwyczajnego człowieka, który musiał wyjechać na pustkowie, do miejsca gdzie diabeł mówi dobranoc, aby rozprawić się ze swoja przeszłością.

Quoyle (Kevin Spacey) jest z pochodzenia Nowofundlanczykiem. W dzieciństwie był wychowywany bardzo surowo - ojciec zabił w małym Quoyle'u poczucie własnej wartości. Przez to z zahukanego chłopca wyrósł przegrany mężczyzna pozbawiony celów i pasji. Wydaje się, że nie posiada uczuć, jest zobojętniały na wszystko. Sytuacja zmienia się, gdy poznaje przypadkowo piekną Petal (Cate Blanchett). Jest ona pierwszą kobietą, która spojrzała na niego jak na mężczyznę. Zakochuje się w niej od pierwszej chwili i bez pamięci.
Ubóstwia Petal mimo jej paskudnego charakteru i niewierności. Niczego od niej nie wymaga i nie oczekuje, a ona bywa rzadkim gościem w domu. Nawet gdy rodzi się córka Bunny Quoyle przejmuje kobiece obowiązki - opiekuje się dzieckiem, prowadzi dom - wydaje się, że ta nietypowa sytuacja zupełnie go zadowala.
Idylla jednak nie trwa długo. Pewnego dnia Petal po prostu pakuje się i wyjeżdża, zabierając ze sobą Bunny. Nie udaje jej się daleko odjechać - jej samochód wpada do rzeki. Żona Quolya ginie na miejscu. Krótko przedtem umierają także rodzice głównego bohatera. Jedynymi krewnymi, jacy mu pozostają, są Bunny i ciotka Agnis (Judi Dench), za której namową Quoyl postanawia wyjechać z miasta i przenieść się na wyspę, którą jego rodzina opuściła 50 lat wcześniej. Nie wie jeszcze, jak znaczące konsekwencje pociągnie za sobą ta decyzja.

Opowieść o życiu Quole'a płynie powoli, co nie oznacza, ze film jest nudny. Wręcz przeciwnie, fabuła wciąga, a znakomicie skonstruowane postacie budzą zainteresowanie oraz sympatię. Zdjęcia z Nowej Funlandii stanowią wspaniałą oprawę opowieści. Chwilami trudno uwierzyć w prawdziwość pejzaży - dzikie piękno fiordów przywodzi na myśl obrazy mistrzów malarstwa. "Taśma filmowa została odbarwiona, dzięki temu kolory są mniej intensywne. Nadało to opowieści 'efekt surowego realizmu" - mówi o "Kronikach Portowych" operator Olivier Stapelton.

Wiele scen jest niedopowiedzianych i symbolicznych. Dom na przykład symbolizuje mroczną przeszłość. Jest jakby fizycznym odpowiednikiem demonów, obecnych w duszy bohaterów. Zapuszczony i opustoszały przypomina mieszkańcom o wydarzeniach, których nie należy ignorować i wypierać ze świadomości, ale z którymi należy się uporać.
Symbolika pojawia się nie tylko w obrazach, także na poziomie języka. Bohaterowie noszą znaczące imiona - "Quoyle" to nie używane dziś słowo. Oznacza ono węzły, które "mogą się do wielu rzeczy przydać, jak się wie, jak ich użyć". Noszący to imię mężczyzna jest dokładnie taki - z pozoru nijaki i przeciętny, kryje w sobie duży potencjał, lecz nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia.

Lasse Hallstrom pokazuje delikatność ludzkiej duszy, ale także jej zaskakującą siłę. Robi to jednak dyskretnie, nie za pomocą słów, lecz obrazów, gestów aktorów, którzy grają oszczędnie, ale niezwykle sugestywnie. Hallstrom nie pozwala swoim aktorom na ujawnianie emocji, każe im wręcz je tłumić, aby widz bardziej je wyczuwał, domyślał się ich, niż widział. Dzięki temu "Kroniki portowe" nie są filmem męczącym, przesadnie ekspresyjnym, co by kłóciło się z ascetyczną wręcz forma.

Właśnie kreacje aktorskie poza znakomitymi zdjęciami Stapeltona, są najmocniejszą stroną filmu. Kevin Spacey pokazał swojego bohatera bardzo przekonująco. Quoyle wzbudza sympatię mimo swej bezradności i apatii, co bez wątpienia jest właśnie zasługą tego wybitnego aktora. Znakomita jest jak zwykle Judi Dench. Jej postać pozostaje zagadkowa prawie do końca filmu, co czyni ją ciekawą. Agnis ma tajemnicę w oczach. Przez prawie cały film sprawia ona wrażenie osoby skrytej i szorstkiej, dopiero później wyjawia bratankowi swój sekret, który pozwala mu zrozumieć zachowanie ciotki. Kreacja Dench została doceniona przez krytyków nominacją do nagrody BAFTA.
Świetna też jest Cate Blanchett jako żona Quoyle'a, Petal. Jej rola, choć mała, jest znacząca. Aktorka udowadnia, że można zabłysnąć grając nawet niewielką role.

"Kroniki portowe" to piękna opowieść o człowieku, który na zapomnianej przez Boga wyspie odnajduje swoja tożsamość i odzyskuje utracone w dzieciństwie poczucie własnej wartości. Polecam ją przede wszystkim widzom lubiącym spokojne kino obyczajowe doprawione dużą dozą humoru. Nowy film Lasse Hallstroma to miła odmiana po filmach z gatunku fantasy, jakie królują obecnie na ekranach polskich kin.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (53 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)