Recenzja filmu Książę i dybuk (2017)
Elwira Niewiera
Piotr Rosołowski

Najpiękniejsze oszustwo świata

Niewiera i Rosołowski nie ukrywają, że znaleźli się pod blagierskim urokiem bohatera. Z montażu archiwalnych materiałów i wywiadów z przyjaciółmi Waszyńskiego wyłania się obraz króla życia rodem ...
Filmweb sp. z o.o.
Zapomnijcie o "Zeligu" – głośnym filmie Woody’ego Allena o człowieku posiadającym zdolność perfekcyjnego wtapiania się w otoczenie. Historia opisana w "Księciu i dybuku" po raz kolejny przypomina, że życie bywa ciekawsze od fikcji. Losy Michała Waszyńskiego, który z chłopca z małego żydowskiego miasteczka przeistoczył się w salonowca współpracującego z Orsonem Wellesem, od lat stanowiły zresztą wymarzony materiał na film. Na całe szczęście nietypowa biografia mogąca stanowić łakomy kąsek dla poszukiwaczy sensacji i hochsztaplerów trafiła w ręce utalentowanych artystów – Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego.


"Księcia i dybuka" ogląda się jak rewers poprzedniego filmu polskiego duetu – nagrodzonego na Krakowskim Festiwalu Filmowym "Efektu domina". W tamtym dokumencie twórcy opowiedzieli nam historię burzliwego związku Abchaza i Rosjanki. Bohaterowie nie mogli znaleźć porozumienia przede wszystkim dlatego, że byli za bardzo przywiązani do wyniesionych z domu wzorców kulturowych. Przypadek Waszyńskiego jest tak odmienny dlatego, że artysta traktował własną tożsamość jako kwestię wysoce umowną. Mężczyzna, urodzony jako Mosze Waks, odciął się od żydowskich korzeni, które mogły utrudnić mu zrobienie kariery w przedwojennym polskim środowisku filmowym. Po wojnie, na emigracji we Włoszech, bez skrupułów odciął się od przeszłości znanego reżysera i od podstaw wymyślił sobie życiorys kosmpolitycznego arystokraty.

Niewiera i Rosołowski nie ukrywają, że również znaleźli się pod blagierskim urokiem bohatera. Z montażu archiwalnych materiałów i wywiadów z przyjaciółmi Waszyńskiego wyłania się obraz króla życia rodem z filmu Felliniego. Jednocześnie jednak reżyserzy nie ukrywają, że to pokazowe la dolce vita miało swoje ciemne strony. Podobnie jak we wspomnianym "Efekcie domina" polscy twórcy przypominają, że nawet najbardziej oryginalny życiorys jednostki kształtuje się pod wpływem ogólniejszych procesów rządzących światem. Opowieść o Waszyńskim można odbierać jako doprowadzoną do skrajności wersję typowego żydowskiego losu naznaczonego przez niekończącą się tułaczkę i poczucie wykorzenienia. Równie uprawnione wydaje się postrzeganie zmarłego pół wieku temu artysty jako człowieka, który wyprzedził swoją epokę. Egzotyczna niegdyś skłonność Waszyńskiego do autokreacji i zacierania granic między fikcją a rzeczywistością, dziś stanowi powszechne źródło uciech i udręk człowieka postmodernistycznego.


Właśnie dzięki swej zaskakującej współczesności nieco zapomniany dziś bohater filmu Niewiery i Rosołowskiego może wydać nam się postacią dziwnie bliską. Niespodziewana sympatia, jaką odczuwamy wobec bohatera, ma jednak jeszcze jedną, równie istotną, przyczynę. Waszyński to modelowy przykład kinofila, człowieka wprost opętanego przez X muzę. W przedwojennej Polsce bohater "Księcia i dybuka" realizował po kilkanaście filmów rocznie, a z kamerą nie rozstał się nawet w czasie wojny, gdy dokumentował poczynania armii Andersa. Tuż po przyjeździe do Włoch natomiast, mimo nieznajomości języka i lokalnych realiów, zrealizował dwa filmy w ciągu kilkunastu miesięcy (w jednym z nich zagrali Anna Magnani i Vittorio de Sica!). Choć wkrótce przestał reżyserować, do końca życia pozostał częścią showbiznesu jako wpływowy producent odpowiedzialny za współpracę filmowców europejskich i amerykańskich.

Z czego wynikał charakteryzujący Waszyńskiego głód tworzenia? Niewiera i Rosołowski dyskretnie sugerują, że świat ruchomych obrazów pociągał ich bohatera jako przestrzeń, w której zamiłowanie do mistyfikacji jest nie tylko bezkarne, lecz wręcz pożądane. Dzięki temu "Książę i dybuk" zamienia się w hołd nie tylko dla Waszyńskiego, lecz także samej sztuki filmowej. Nie bez powodu Jean – Luc Godard określił przecież kino mianem "najpiękniejszego oszustwa świata".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Piotr Czerkawski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry