Recenzja filmu Lista Schindlera (1993)
Steven Spielberg

Nawet jeden człowiek może sprawić różnicę

Przyznam się, że dopiero teraz, przy okazji polskiego wydania DVD, po raz pierwszy obejrzałam "Listę Schindlera". Wszystko dlatego, że nie przepadam za wojenną tematyką, tym bardziej, gdy biorą ...
Filmweb sp. z o.o.
Przyznam się, że dopiero teraz, przy okazji polskiego wydania DVD, po raz pierwszy obejrzałam "Listę Schindlera". Wszystko dlatego, że nie przepadam za wojenną tematyką, tym bardziej, gdy biorą się za nią Amerykanie. Bałam się, że będzie to film choć zrobiony z hollywoodzkim rozmachem to pozbawiony głębi, produkcja, której celem jest tylko i wyłącznie wyciśnięcie widza do łzy ostatniej. Zniechęcona dodatkowo także późniejszymi oscarowymi zachwytami, które już od wielu lat są dla mnie dowodem na to, że członkowie szacownej Akademii na czym jak na czym, ale na dobrym kinie się nie znają, zrezygnowałam z pójścia do kina 10 lat temu. Okazało się, że nie zobaczyłam wówczas jednego z najważniejszych filmów w amerykańskiej, a także - w pewnym stopniu - polskiej kinematografii.

Historia tytułowego Schindlera jest bowiem historią niezwykłą. To opowieść o tym jak jeden człowiek zdołał uratować ponad tysiąc istnień ludzkich bez użycia broni, a wykorzystując tylko swój osobisty wdzięk. To dowód na to, że decyzje podejmowane przez jednostkę mogą zmienić losy tysięcy innych. To opowieść wzruszająca, pozbawiona jednak nadmiernej ckliwości - jeśli po policzkach spływają nam łzy, to przyczyną tego jest sama realność pozbawionej reżyserskich i operatorskich tricków fabuły, oraz naturalne przerażenie wywołane horrorem oglądanej wojny i współczucie dla jej ofiar.

Ale nie tylko tematyka filmu godna jest uwagi. "Lista Schindlera" to bowiem nieprzeciętne osiągnięcie artystyczne i zdecydowanie najlepszy obraz w reżyserskim dorobku Stevena Spielberga. Spielberg wykazał się tu ogromnym zrozumieniem tematu i szczerze mówiąc trudno po projekcji wyobrazić sobie, by ktoś inny mógłby zrobić to lepiej. Udało się bowiem reżyserowi uniknąć zbędnego patosu , dając widzowi możliwość reagowania na pokazane wydarzenia na swój własny sposób. To jeden z powodów, dla których film, choć trwa ponad 3 godziny, nie nuży ani przez moment. Magia tego przekazu wspomagana jest przez wspaniałe czarno-białe zdjęcia Janusza Kamińskiego i subtelną muzykę Johna Williamsa.

"Lista Schindlera", mimo interesującej, opartej na faktach fabuły i wspaniałych obrazów byłaby jednak mizernym filmidłem bez aktorów, którzy stworzyli tu niezapomniane kreacje.
W roli Oskara Schindlera błyszczy, dotychczas niedoceniany przeze mnie Liam Neeson. Potrafił on subtelnie aczkolwiek przekonująco ukazać moralną przemianę swojego bohatera. Gdy poznajemy Schindlera, nie jest on przecież okazem dobroci i miłosierdzia. To Niemiec, który z przybywa w ślad za nazistami do okupowanej Polski, by tu, korzystając z toczącej się wojny, zarobić duże pieniądze. Przy wsparciu finansowym żydowskich inwestorów, którzy mają zakaz posługiwania się własnymi pieniędzmi, przekupując nazistowskich dygnitarzy, bohater kupuje fabrykę naczyń metalowych. Zatrudnia w niej Żydów, bo są najtańszą siłą roboczą. Wprowadza się do luksusowego domu, który musiała opuścić żydowska rodzina. Nie jest dobrym facetem. Stanowi po prostu mniejsze zło. W miarę rozwoju wojny i kładącego się na niej cieniem widma Holokaustu, Schindler zaczyna jednak doznawać przebudzenia. W konsekwencji, oszukując swoich rodaków i wydając wszystkie zarobione uprzednio pieniądze, ratuje od śmierci 1200 osób.
Jego alter ego stanowi Amon Goeth, komendant obozu w Płaszowie, rewelacyjnie zagrany przez Ralpha Fiennesa, który jest mistrzem w ukazywaniu ciemnej strony kreowanych przez siebie postaci. Tu aktor miał szerokie pole do popisu - Goeth to bowiem wcielone zło, człowiek który pragnie władzy i wykorzystuje ją do folgowania swoim morderczym instynktom. Danej mu szansy Fiennes z pewnością nie zmarnował.
Dopełnieniem tej dwójki jest Itzak Stern (Ben Kingsley) żydowski księgowy, którego konsekwentne działania miały ogromny wpływ na zmianę zachowań Schindlera. W epizodycznych rolach pojawia się zaś zała plejada naszych rodzimych aktorów i statystów.

Polskie dwupłytowe wydanie DVD nie różni się wiele od tego, jakie miesiąc temu zadebiutowało na rynku amerykańskim i stanowi naprawdę smakowity kąsek dla kolekcjonerów. Subtelne menu już w chwilę po włożeniu płyty do odtwarzacza wprowadza nas w stosowny klimat, sprawiając, iż budzi się w nas przeczucie, że oto za chwilę obejrzymy film niezwykły. Doskonałe przeniesienie obrazu w formacie 1.85:1, który w niczym nie umniejsza mistrzostwa zdjęć Janusza Kamińskiego tylko nas w tym przekonaniu utrzymuje. Oryginalna ścieżka dźwiękowa w 5.1 Surround także pozbawiona jest wad. Szkoda tylko, że nie znajdziemy jej w formacie DTS, który dostępny jest tylko i wyłącznie w wersji hiszpańskojęzycznej. Polskie wydanie oferuje napisy w języku angielskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim.

Film, ze względu na długi czas trwania podzielony jest na 2 części. Na 1 płycie znajdziemy rozdziały od 1 do 27, na drugiej możemy dostać się do scen 28-40.

Dwa dodatki, jakie oferuje to wydanie ulokowane są na płycie nr 2.
Pierwszym jest 77-minutowy dokument "Voices From the List". Rozpoczyna go krótkie wystąpienie reżysera, Stevena Spielberga, następnie poznajemy kilku ocalałych Żydów, którzy znaleźli się na sławnej już dziś liście. Z ich opowieści wyłania się zarówno horror wojny jak i obraz ich wybawcy - Schindlera. Wszystko okraszone jest autentycznymi zdjęciami i fragmentami filmowymi, m.in. pochodzącymi z zasobów polskiej Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych.
Drugi bonus - "The Shoah Fundation Story with Steven Spielberg" to coś w rodzaju reklamy założonej przez Stevena Spielberga Fundacji Wizualnej Historii Ocalonych od Shoah. Jej celem było utrwalenie wspomnień ponad 50 tys. ludzi, którzy przeżyli Holokaust, świadków straszliwych zbrodni popełnianych przez nazistów. Materiał zgromadzony z ich relacji ma stanowić ostrzeżenie dla przyszłych pokoleń. Czas trwania: 11 minut.
Oba filmy dostępne są z polskimi napisami.

Być może wypadałoby się pokusić jeszcze o zamieszczenie takich bonusów jak komentarz twórców, dokument w rodzaju "The making of" lub choćby zwiastun kinowy. Warto uświadomić sobie jednak, że siłą przekazu "Listy Schindlera" jest zawarta w nim prawdziwa historia a nie jej hollywoodzka otoczka. Mając to na uwadze można przeboleć brak informacji o tym jak kręcono poszczególne sceny i... jak najszybciej zakupić omwówione właśnie wydanie DVD.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (307 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)