Recenzja filmu Inni (2001)
Alejandro Amenábar

Nawiedzony dom

Przy okazji premiery "Cienia wampira" zastanawialiśmy się, cóż takiego fascynującego kryje się w strachu i co sprawia, że ludzie tak bardzo lubią się bać albo dręczyć oglądanymi na ekranie ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Inni (2001)
Przy okazji premiery "Cienia wampira" zastanawialiśmy się, cóż takiego fascynującego kryje się w strachu i co sprawia, że ludzie tak bardzo lubią się bać albo dręczyć oglądanymi na ekranie wampirami czy innymi potworami. Pogrążeni w mroku kina, wtopieni w miękkość foteli, przeżywamy rzadko odczuwane emocje, jednocześnie jesteśmy oddzieleni od akcji nieprzekraczalną barierą ekranu; dzięki temu czujemy się bezpieczni i mamy pewność, że wilkołak z filmu nie napadnie nas niespodziewanie po wyjściu z sali.

Rozwój kina grozy oznaczał w kinie coraz większą ilość krwi i efektów specjalnych. Od wspaniale ucharakteryzowanego Maxa Schrecka w filmie Murnaua i hitchcockowskiego thrillera przeszliśmy do żądnego krwi Wesa Cravena. Niestety, dosłowność pokazywanych obrazów zabiła dreszcz emocji, jaki budziła dawniej sugestia i aluzja. Groźba śmierci, osamotnienie, zwątpienie człowieka wierzącego w Boga, poczucie największego realisty, że jednak istnieje życie poza życiem, ciągłe kuszenie do złego to podstawy horroru od zarania dziejów. Dziś jednak wyszły z mody na rzecz ekranowej brutalności, seksualności i przemocy. Szkoda, bowiem to właśnie "w naszej wyobraźni, w niedopowiedzeniu tkwi sedno niepokojów, obsesji i paranoi drzemiących w zbiorowej świadomości". Tak mówi Alejandro Amenabar, twórca "Innych" - reżyser udowadnia swoim filmem, że nie rzuca słów na wiatr.

Jego opowieść rozgrywa się w starym domu, gdzie Grace wraz z dwojgiem dzieci czeka na powrót męża zaginionego w czasie wojny. Dom pogrążony jest w stałym mroku, bowiem dzieci cierpią na chorobę, która nie pozwala im wychodzić na światło słoneczne. Pewnego dnia do drzwi puka troje przybyszów, którzy deklarują chęć opieki nad gospodarstwem, a jak się później okaże, swoją obecnością zmienią życie rodziny. Nagle dom zaczyna żyć swoim życiem, drzwi same się otwierają, pianino zaczyna grać w środku nocy, a kotary odsłaniają się bez niczyjej pomocy. Ani matka, ani dzieci nie czują się już bezpiecznie, a akcja, początkowo osadzona na skraju rzeczywistości, zaczyna staczać się w zupełnie inny świat...

Amenabar zafundował nam niezwykłą podróż i mroczną atmosferę. Zadbał o każdy szczegół, każdy detal, na wzór mistrzów suspensu pokroju Hitchcocka, misternie tkając intrygę i maskując przewidywalne tylko dla uważnych widzów zakończenie. Z pozoru nic się w filmie nie dzieje - ot, w wielkim, w dużej części pustym domu zaczynają się dziać się dziwne rzeczy, a my, oglądając je, czekamy na potwora, choćby ducha, który jest sprawcą tych niecodziennych zajść. Bez obaw, nie zdradzę jednak zakończenia i ostrzegam - jeśli komukolwiek na to pozwolicie, zepsujecie sobie całą zabawę. Radzę się więc wyzbyć ciekawości i porównań z innymi znanymi filmami.

Nie sposób nie wspomnieć o bardzo dobrze dobranych aktorach. Nicole Kidman jako krucha, blada odczuwająca coraz większy strach o swoją rodzinę kobieta stworzyła niesamowitą postać. Niezwykle trafnie oddała moment, w którym jej bohaterka, zagorzała katoliczka, niezwykle surowa realistka zaczyna wątpić w swój światopogląd, nie dopuszczający istnienia jakiegokolwiek świata na ziemi, poza tym namacalnym. Towarzyszące aktorce na ekranie dzieci, a szczególnie Alakina Mann jako mała Anna - jeszcze dziecko, a już buntująca się wobec rządzących domem reguł dziewczynka i pierwsza z domowników, która ma styczność z "innymi", to także jedna z perełek tego filmu. Przybyli służący zaś to postacie jak wyjęte wprost z Dickensa, będące przepustką widza do tajemnic nawiedzonego domu.

O pięknie tego filmu stanowią także zdjęcia. Każda scena to jak malowany obraz - cienie i ciemności odgrywają taką samą rolę jak ciepło i blask oliwnej lampy i kominka. A dzień, który pojawia się w niektórych momentach, to nie słońce, ale pogrążona w jesieni i mgle angielska aura, nie wykraczająca poza różne odmiany szarości. Stworzoną w ten sposób atmosferę grozy dopełnia ścieżka dźwiękowa, na którą składają się urywane, mocne akordy, zdolne poruszyć nasze nerwy. Jednak to panująca cisza jest najbardziej godna zapamiętania, cisza, w której powoli narasta napięcie.

Zawiodą się ci, którzy w horrorze oczekują akcji i gwałtownie narastającego suspensu. Film Amenabara jest bowiem niezwykle wolny i jak już wspomniałam, nie zobaczymy tu właściwie żadnych monstrów. A jednak reżyserowi udało się stworzyć atmosferę, której nawet Craven by mu pozazdrościł. Ten utalentowany Hiszpan udowodnił, że jest człowiekiem o niezwykłym potencjale i że uczył się od największych kinowych mistrzów. Bardzo trudno dziś o młodych reżyserów nie bojących się tak niekomercyjnych wyzwań jak "Inni". I trzeba cenić tych, którzy mają na to odwagę. A jestem pewna, że akurat Amenabar nie raz nas jeszcze zaskoczy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (115 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie