Recenzja filmu Szósty zmysł (1999)
M. Night Shyamalan

Nie wiedzą, że umarli !

Dr Malcolm Crowe (Bruce Willis) to uznany specjalista w dziedzinie psychologii dziecięcej, który wraz z żoną świętuje z okazji przyznania mu nagrody za szczególne osiągnięcia zawodowe. Gdy zabawa ...
Filmweb sp. z o.o.
Dr Malcolm Crowe (Bruce Willis) to uznany specjalista w dziedzinie psychologii dziecięcej, który wraz z żoną świętuje z okazji przyznania mu nagrody za szczególne osiągnięcia zawodowe. Gdy zabawa trwa w najlepsze, oboje orientują się, że ktoś wtargnął do ich domu. Okazuje się, że to dawny pacjent, niejaki Vincent Grey (Donnie Wahlberg), który oskarża doktora o to, że nie potrafił udzielić mu w dzieciństwie odpowiedniej pomocy. Strzela do niego, po czym popełnia samobójstwo?

Rok później Malcolm zwraca uwagę na ośmioletniego Cole'a Seara (Haley Joel Osment) wychowywanego przez samotną matkę, Lynn (Toni Colette). Ku swojemu zdumieniu dochodzi do wniosku, iż z podobnym przypadkiem już się kiedyś spotkał. Był nim Vincent. W miarę mozolnie postępującej terapii chłopiec odkrywa przed nim głęboko skrywaną tajemnicę - widzi martwych ludzi?

Skoro znamy już przynajmniej zarys fabuły, to może od razu przejdę do rzeczy. A więc, film od początku do końca trzyma w napięciu. Już podczas pierwszych minut co po niektórym mogą przejść ciarki po plecach. Tak było ze mną, kiedy w pierwszej scenie żona doktora schodzi do piwnicy i w pewnym momencie, drżąc z zimna z niepokojem rozgląda się wokół, jakby czuła czyjąś obecność. Poczułem się wtedy jakoś nieswojo. To jedna z tych chwil, w których jak to dobrze określił najmłodszy bohater, czujesz malutkie igiełki na karku oraz jeżące się na rękach włoski. Oczywiście jest ich w filmie znacznie więcej. Do końca nie jest się pewnym co za chwilę się wydarzy. Zawdzięczamy to przede wszystkim oryginalnemu scenariuszowi pozbawionemu zbędnych wątków, które mogłyby niepotrzebnie zaprzątać naszą uwagę. Tutaj wszystkie sceny są przemyślane stanowiąc ze sobą spójną i jak się później okazuje nierozerwalną całość. Każda z nich, choć z pozoru zwyczajna przynosi pewne zaskoczenie. Przypuszczam, że tylko przy pierwszym oglądaniu film może zrobić na was takie wrażenie, co wcale nie oznacza, że jest on jednorazowego użytku. Nic podobnego. Nadal czuje się niepokojącą i tajemniczą atmosferę, chociaż już trochę w mniejszym stopniu. Zapewniają ją nam oszczędne, ale bardzo ciekawe zdjęcia oraz niezwykle nastrojowa muzyka no i oczywiście aktorzy, którzy są bardzo mocną stroną filmu.

I tak mamy tu zamkniętego w sobie i zagubionego chłopca, który mimo usilnych starań matki nie znajduje z nią porozumienia. Wynika to nie tyle z jego niechęci, lecz ze strachu przed brakiem zrozumienia a w konsekwencji odrzuceniem ze strony najbliższej mu osoby. Nie mogąc jej zdradzić swej tajemnicy czuje się bardzo osamotniony. Z tą wymagającą rolą pomimo młodego wieku znakomicie poradził sobie Haley Joel Osment, który zrobił to w niezwykle dojrzały sposób. W niczym nie ustępuje swoim starszym kolegom. Podobnie jak oni jest równie przekonujący. Widać, że chłopak ma nieprzeciętny talent i jeżeli będzie go rozwijał, w przyszłości może być naprawdę wielkim aktorem.

Przypadkiem chłopca zajmuje się dr Malcolm, który pomagając mu pragnie pozbyć się ciążącego na nim poczucia winy za śmierć byłego pacjenta. Nie chcąc, żeby to się powtórzyło całkowicie poświęca się pracy, zaniedbując tym samym już i tak nie najlepsze relacje z żoną. Chce udowodnić sobie, że jest nie tylko dobrym lekarzem, ale przede wszystkim dobrym człowiekiem. Muszę przyznać, że grający go Bruce Willis, który według mnie jest dość przeciętnym aktorem, tutaj wypadł nad wyraz imponująco. Po prostu bardzo dobrze wykorzystał potencjał roli, która sama w sobie była bardzo ciekawa i dawała duże pole do popisu. Niewątpliwie jest ona jedną z najlepszych w jego karierze, lecz pomimo tego została lekko przyćmiona przez występ Osmenta. Od pewnego momentu to ten młody aktor przejmuje inicjatywę, stając się najważniejszym bohaterem filmu. Sytuacja wraca do normy dopiero na samym końcu. Nie ulega jednak wątpliwości, że Bruce pokazał się z jak najlepszej strony.

Warto też wspomnieć o Toni Colette w roli samotnej matki, która pomimo narastających wątpliwości próbuje zrozumieć i pomóc synkowi, choć tak naprawdę nie wie jak. Jej postać, mimo, iż drugoplanowa jest bardzo wyrazista, a co najważniejsze wiarygodna.

Przypuszczam, że w tej chwili nurtuje was jakże ważne pytanie. Skoro film jest taki dobry to czy ma jakiekolwiek wady? Odpowiedź brzmi - oczywiście, że tak. Zresztą jak każdy, jednakże są one na tyle mało zauważalne, iż nie psują przyjemności z oglądania. No chyba, że ktoś jest bardzo, ale to bardzo wnikliwym obserwatorem, który lubuje się w wyłapywaniu błędów filmowców.

Podsumowując, oryginalny i zaskakujący scenariusz, sprawna reżyseria, przekonujące kreacje aktorskie, klimatyczne zdjęcia oraz nastrojowa muzyka sprawiają, iż film ten wciąga już od pierwszych minut. Tym samym bez najmniejszych wyrzutów sumienia gorąco go wam polecam i zachęcam do obejrzenia. Szkoda tylko, że te sześć nominacji do Oscara, które otrzymał w ostatecznym rozrachunku nie zamieniły się na statuetki.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (35 głosów).
koimas
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)